Początek rozmowy w podcaście „Rzecz w tym” koncentruje się na fenomenie zakończonej transmisji charytatywnej, która już przeszła do historii internetu. Skala wydarzenia robi ogromne wrażenie, choć jego geneza była zaskakująco prosta. Nieoczywisty początek akcji przerodził się w największy tego typu projekt w Polsce. To nie pierwszy raz, kiedy artyści hip-hopowi angażują się w pomoc, ale skala obecnego przedsięwzięcia pokazuje, jak bardzo zmieniły się zasięgi i wpływy twórców internetowych. – To, jakie 10 lat temu czy 6 lat temu raperzy mieli zasięgi w internecie, to jest nic przy tym, jakie mają dzisiaj – zauważa Michał Płociński, gość podcastu.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Łatwogang dla pokolenia Z jest fajniejszy niż państwo

Młodzi, internet i brak wspólnego języka

Jednym z kluczowych wątków jest rosnąca przepaść między pokoleniami i ich mediami. Tradycyjne kanały komunikacji tracą znaczenie wśród młodych, którzy funkcjonują w zupełnie innych bańkach informacyjnych. – To są światy, które naprawdę mają coraz mniej wspólnego, także jeśli chodzi o kody kulturowe – podkreśla Płociński.

Brak wspólnego języka przekłada się także na niezrozumienie podstawowych mechanizmów państwa. Ten brak fundamentów prowadzi do uproszczonych wniosków i podatności na narracje obecne w mediach społecznościowych. – Młodzież ma mnóstwo różnych przekazów, po prostu zalew informacji, który często jest nieuporządkowany – dodaje, tłumacząc, skąd bierze się chaos w postrzeganiu państwa i jego roli.

Czytaj więcej

Artur Bartkiewicz: Nie okładajmy się Łatwogangiem i Jurkiem Owsiakiem. Walczmy miłością

Akcje charytatywne i niewydolny system

W rozmowie pojawia się pytanie o sens takich akcji w kontekście niewydolności systemu ochrony zdrowia. Płociński nie ukrywa ambiwalentnych odczuć. – Można docenić ludzi, którzy biegają z wiadrami i próbują gasić pożar, ale z drugiej strony zastanówmy się, kto doprowadził do tego, że remiza nie działa – mówi.

Jednocześnie podkreśla, że sukces zbiórki nie zwalnia państwa z odpowiedzialności. – Mamy właśnie idealny obrazek systemu, który nie działa – ocenia, wskazując na strukturalne problemy finansowania ochrony zdrowia.

Nie brakuje też refleksji nad rolą influencerów i ich odpowiedzialnością społeczną. – Mam wrażenie, że akurat tutaj tej odpowiedzialności pod względem takich problemów instytucjonalnych Polski brakuje – mówi wprost, choć zaznacza, że nie wynika to ze złej woli.

Ważną kwestią jest też charakter samej zbiórki. – To nie jest do końca wyręczanie państwa... tylko to jest zrobienie czegoś, czego państwo nigdy nie będzie w stanie zrobić – podkreśla, wskazując na rolę trzeciego sektora i wsparcia okołomedycznego.

Czytaj więcej

26 kwietnia może być dniem walki z rakiem u dzieci. Sejm reaguje na rekordową zbiórkę

Polityka, emocje i przyszłość

Nie sposób pominąć wątku politycznego, który – jak zauważają rozmówcy – niepotrzebnie wkracza w przestrzeń działań społecznych. – Mamy tłuste koty z polityki, którzy wykorzystują to do absolutnie złych celów – mówi Płociński, krytykując reakcje części polityków.

Jednocześnie rozmowa pokazuje, że społeczne zaangażowanie młodych nie jest nowym zjawiskiem. – Ta młodzież już wiele razy nam pokazywała, że im zależy – podkreśla, wskazując na ciągłość takich inicjatyw.

Kluczowym wnioskiem jest potrzeba większej transparentności państwa. – Bardzo nam brakuje w Polsce jasnego pokazywania, na co idą nasze podatki – zauważa Płociński, sugerując, że to może być droga do odbudowy zaufania.

Na koniec pojawia się refleksja o przyszłości takich inicjatyw i ich potencjale do stania się cyklicznymi wydarzeniami. – Najlepiej byłoby zrobić obie rzeczy… naprawić służbę zdrowia i jednocześnie wspierać trzeci sektor – podsumowuje Płociński.

Rozmowa zamyka się emocjonalnym akcentem, przypominając, że za wielkimi liczbami stoją konkretni ludzie i ich historie. To właśnie oni – jak podkreślają rozmówcy – są prawdziwymi bohaterami tej akcji.