Za 16 tys. dol. urzędnicy Kremla chcą wiedzieć, co o nich piszą m.in. w komunikatorze Telegram, formalnie zablokowanym w Rosji od marca 2018 r.
– Co tam zablokowano, jak można wejść i poczytać? (...) Wszyscy to czytamy. Jest potrzeba monitorowania, co tam piszą i o kim – tłumaczyła dziennikarzom dziwaczne zamówienie przedstawicielka prezydenckiej administracji Jelena Kryłowa. „Mamy nadzieję, że przestaną go blokować, bo przecież administracja prezydenta nie będzie dawała złego przykładu Rosjanom, korzystając z zakazanych prawem sposobów omijania blokady internetowej" – ironizowali komentatorzy opozycyjnej „Roskomswobody".