W sobotę przez Białystok przeszedł Marsz Równości, blokowany przez agresywnych kiboli. Na uczestników marszu poleciały race, butelki, kostki brukowe i jajka.
Policja zatrzymała 25 osób, trwa ustalanie tożsamości innych szczególnie brutalnych chuliganów.
Czytaj także: Białystok: Policja szuka podejrzewanego o pobicie 14-latka
Za "obronę przed deprawacją" podziękowała jedna z białostockich parafii.
Dopiero w niedzielę zareagowali szefowa MSWiA Elżbieta Witek i wiceminister Jarosław Zieliński.
W reakcji na wydarzenia z Białego stoku lewica zaproponowała zorganizowanie w przyszłą sobotę marszu przeciwko przemocy, zapraszając wszystkich chętnych do wzięcia w nim udziału.
Platforma Obywatelska jednak "pewnie nie weźmie" w nim udziału. Jak tłumaczył Sławomir Neumann, to marsz organizowany przez "partnerów z lewicy".
Według Neumanna najważniejszą kwestia nie jest obecnie liczba organizowanych marszów, ale brak stanowczej reakcji państwa na to, co się działo w Białymstoku. Poza tym, stwierdził szef klubu PO, nikt nie ma wątpliwości, po której stronie stoi PO.
Neumann uważa, że obecnie w Polsce stoi się albo po stronie bitych, albo tych, którzy biją, a długie milczenie strony rządowej wskazuje, że stoi ona "po stronie bijących".
Zarzucił tez władzy, że wydarzenia z Białegostoku są efektem parasola, którym od 4 lat władza chroni ekstremalne ugrupowania.