fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Pierwszy Marsz Równości w Białymstoku zaatakowany przez kiboli

AFP
Pod hasłem "Białystok miastem dla wszystkim" odbył się dziś pierwszy Marsz Równości w Białymstoku. Do pierwszych incydentów doszło jeszcze przed wyruszeniem marszu, który został zaatakowany przez środowiska kibicowskie. - Nie mamy na tę chwilę informacji o ewentualnych rannych manifestantach. Trwają czynności procesowe. Do jednostek policji doprowadzono łącznie 20 osób, w tym cztery podejrzewane o popełnienie przestępstw - relacjonował w rozmowie z Onetem nadkomisarz Tomasz Krupa.

Uczestnicy marszu wyruszyli sprzed z placu Niezależnego Zrzeszenia Studentów (NZS). Jeszcze przed wymarszem dochodziło do utarczek słownych między uczestnikami marszu a kontrmanifestantami ze środowisk kibiców. Słychać było wybuchy petard, jednemu z uczestników marszu wyrwano tęczową flagę. Wkrótce po incydencie policja poinformowała o zatrzymaniu sprawcy.

Kilkuset uczestników marszu niosło tęczowe flagi i parasole. Na transparentach mieli hasła: "Miłość nie jest grzechem", "Równość płci", "Miłość dla wszystkich ponad wszystko", "Miasto bez barier". Po obu stronach marszu szli kontrmanifestanci ze środowiska kibiców. Uczestników obu zgromadzeń oddzielał kordon policji.

Jak podkreślali od początku organizatorzy marszu ze stowarzyszenia "Tęczowy Białystok", Marsz Równości z nikim nie walczy, nie jest też przeciw żadnej religii, a jest po to, aby każdy miał równe prawa - relacjonuje Onet.

- Jednej policjantce była udzielana pomoc na szpitalnym oddziale ratunkowym, najprawdopodobniej to uraz kolana - relacjonował rzecznik białostockiej policji w rozmowie z Onetem.

 Nie mamy na tę chwilę informacji o ewentualnych rannych manifestantach. Trwają czynności procesowe. Do jednostek policji doprowadzono łącznie 20 osób, w tym cztery podejrzewane o popełnienie przestępstw: rozboju, naruszenia nietykalności funkcjonariuszy, użycia gróźb karalnych i znieważenia funkcjonariuszy. 16 osób ukarano mandatami karnymi - powiedział nadkomisarz Tomasz Krupa.

- Marsz Równości od samego początku, od wejścia na ul. Lipowej, był blokowany. Takich prób było kilka. Na czele zgromadzenia szli policjanci, którzy natychmiast podejmowali interwencję wobec blokujących - mówił Onetowi rzecznik. Organizatorzy byli zmuszeni do zmiany trasy.

- W pewnym momencie doszło do dramatycznych obrazków, podczas których policjanci zostali zaatakowani butelkami i kamieniami czy nawet kostką brukową. Potencjalnymi ofiarami byli także uczestnicy marszu oraz osoby postronne. W tej sytuacji policjanci użyli środków przymusu bezpośredniego. Użyto m.in. granaty hukowe i miotaczy pieprzu - dodał rzecznik policji.

Dziś w Białymstoku, oprócz Marszu Równości, zaplanowano kilkadziesiąt innych zgromadzeń, w tym większość w trakcie marszu. Na placu NZS tuż przed marszem zakończyła się manifestacja kibiców, część z nim przeszła pod pomnik Bohaterów Białostocczyzny, gdzie od wczoraj wieczorem trwa pikieta w obronie tego pomnika.

W centrum miasta, na dziedzińcu Pałacu Branickich odbywał się też Piknik Rodzinny organizowany przez marszałka województwa podlaskiego, który - jak zapowiadano - miał być alternatywą dla Marszu Równości.

Źródło: Onet/rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA