Holenderski dziennik, pisze o kampanii ataków przeciwko "sędziom dysydentom", w której - "prawdopodobnie - wiodącą rolę odegrał wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak" i dodaje, że Piebiak ustąpił "pod presją opozycji".
Holenderski dziennik zwraca uwagę, że sprawa jest kłopotliwa dla "rządzącego krajem prawicowego i nacjonalistycznego" PiS na zaledwie dwa miesiące przed wyborami parlamentarnymi.
Dziennik streszcza następnie artykuł Onetu i podkreśla, że celem akcji, w którą miał być zamieszany wiceminister Piebiak było atakowanie sędziów "otwarcie mówiących o polityce rządu PiS".
"De Volkskrant" pisze następnie, że "od czasu wygrania wyborów w 2015 r. PiS wdrożył szereg bardzo kontrowersyjnych rozwiązań, które, zdaniem ekspertów, zagroziły praworządności i podziałowi władzy". Przytacza też opinie sędziów, którzy mówią o "dusznym klimacie" w Polsce. "Ci, którzy wypowiadają się przeciwko reformom, mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności przed sędziego dyscyplinarnego. Rząd PiS twierdzi, że są to bzdury" - czytamy w holenderskim dzienniku.
Dziennik przypomina też, że półtora roku temu wiceminister Piebiak mówił, iż "sędziowie zawsze muszą być po stronie państwa" i zapowiadał odstawienie na boczny tor "czarnych owiec" w sądownictwie.
"De Volkskrant" odnotowuje, że od końca 2017 roku wobec Polski toczy się postępowanie KE w oparciu o procedurę z artykułu 7 Traktatu o UE, w wyniku którego Polska może nawet stracić prawo głosu w Brukseli. "Jak dotąd państwa członkowskie nie chciały izolować Polski w ten sposób" - zaznacza jednak.
Działania przeciw sędziom opisane przez Onet holenderski dziennik nazywa "intrygą rodem z 'House of Cards'".
Holenderski dziennik pisze też, że jak na razie nie jest jasne, czy minister sprawiedliwości wiedział o kampanii prowadzonej przeciw sędziom.
Urzędnicy Ministerstwa Sprawiedliwości udostępniali wrażliwe informacje z życia co najmniej 20 sędziów. Wiceminister sprawiedliwości Łukasz Piebiak aranżował i kontrolował akcję, która miała skompromitować szefa Stowarzyszenia "Iustitia" - poinformował w poniedziałek Onet.pl.
Aby zdyskredytować prof. Krystiana Markiewicza, szefa "Iustitii", wykorzystano pogłoski i plotki na temat jego życia intymnego. Dokument w sprawie sędziego przekazała wiceministrowi sprawiedliwości kobieta o imieniu Emilia w czerwcu 2018 roku. Kobieta współpracowała z wiceministrem Łukaszem Piebiakiem. Za jego zgodą anonimowo wysyłała do mediów kompromitujące materiały - ustalił Onet.
Kobieta miała dać pracownikom resortu dostęp do swojego konta na Twitterze, by można było skopiować historię jej wpisów, także tych wykasowanych. Prywatnie Emilia jest związana z jednym z pracowników Krajowej Rady Sądownictwa, sędzią, który wcześniej pracował w Ministerstwie Sprawiedliwości.
Dowody świadczą o tym, że kobieta była w bezpośrednim kontakcie z ministrem Piebiakiem. Za pośrednictwem komunikatorów internetowych ustalała sposoby kompromitowania sędziów w mediach społecznościowych oraz w mediach prorządowych. Plan ten zaakceptował wiceminister.
"Dziękuję bardzo. Teraz trzeba wypocząć by dalej walczyć o dobrą zmianę. O podwyżce się pomyśli" - pisał w jednej z wiadomości wiceminister Piebiak.
Inna rozmowa miała dotyczyć ataku medialnego na sędziego Piotra Gąciarka z warszawskiego oddziału „Iustitii". Materiał na jego temat pojawił się w programie "Alarm" w TVP1.
- Może wybuchnie mała afera w programie Alarm. Mam nadzieję, że nie zawiodłam - pisała kobieta.
Politycy opozycji, w związku z publikacją Onetu, domagają się dymisji wiceministra Piebiaka i ministra sprawiedliwości, Zbigniewa Ziobry.
Z kolei SLD złożyło zawiadomienie do prokuratury ws. wiceministra Piebiaka.
Według kolejnych materiałów opublikowanych przez Onet to zaufany człowiek Piebiaka, sędzia Jakub Iwaniec z Ministerstwa Sprawiedliwości, dostarczał hejterce wrażliwych danych dotyczących sędziów i wspólnie z Emilią opracował akcję mającą na celu skompromitowanie sędziego Markiewicza.
Po opublikowaniu materiałów dotyczących Iwańca jego delegacja do Ministerstwa Sprawiedliwości została skrócona w trybie natychmiastowym. Poinformował o tym rzecznik rządu Piotr Müller w programie #RZECZoPOLITYCE.