Na początku listopada w wywiadzie dla tygodnika „The Economist" francuski przywódca ogłosił, że NATO znalazło się w stanie „śmierci klinicznej". Jego zdaniem przyszedł czas, aby budować niezależną, europejską armię, bo na Ameryce Donalda Trumpa polegać już nie można.

Niemcy, najbliższy sojusznik Francji w Unii, uznały, że tym razem nie da się uniknąć otwartego starcia z Emmanuelem Macronem. Stawką jest bezpieczeństwo Republiki Federalnej i całej zachodniej Europy. W środę szef niemieckiej dyplomacji Heiko Maas powiedział „Rzeczpospolitej": „Jest jasne, że Ameryka pozostaje naszym najważniejszym sojusznikiem". Tego samego dnia na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych NATO w Brukseli zaproponował powołanie grupy roboczej, która opracuje nową strategię sojuszu. I zepchnął Francuzów do defensywy.

– Macron zmusił wszystkich do zajęcia stanowiska. Okazało się, że nikt go nie popiera, jest w izolacji – mówi „Rz" Sławomir Dębski, dyrektor PISM.

Zwieńczeniem tej dyplomatycznej ofensywy ma być szczyt przywódców NATO w Londynie, na którym obecność zapowiedział Donald Trump. Niemcy uważają, że to powinna być spektakularna okazja pokazania jedności sojuszu. I liczą w tym zwłaszcza na Polskę. – W tej kluczowej sprawie zajmujemy identyczne stanowisko – mówi „Rz" wysokiej rangi źródło dyplomatyczne w Berlinie.

Sławomir Dębski potwierdza, że tak dla nas, jak i Niemców sojusz z Ameryką ma fundamentalne znaczenie dla bezpieczeństwa. A kołysanie tą łódką przez prezydenta Macrona oba nasze kraje przyjmują z irytacją.

Thomas Kleine-Brockhoff, dyrektor oddziału German Marshall Fund w Berlinie, tłumaczy „Rz", dlaczego pomysł Paryża jest nie do zaakceptowania. – Niemcy w przeciwieństwie do Francuzów nie mają broni jądrowej. Zastąpienie amerykańskiego parasola atomowego francuskim wymagałoby od RFN głębokiej przebudowy doktryny strategicznej i gigantycznych nakładów. Rezultatem byłoby osłabienie bezpieczeństwa, bo francuskie siły jądrowe są o wiele słabsze od amerykańskich. Tu jesteśmy w takiej samej sytuacji co Polska. Paryż chce to zrekompensować zbliżeniem z Rosją. To dla nas nie do zaakceptowania tak jak dla Polaków – mówi.

Pomijając Amerykę, Polski nie wiąże z żadnym krajem tak bliska współpraca wojskowa jak z Niemcami. Teraz to może okazać się dla Polski przepustką do grona najbardziej wpływowych krajów zachodniej Europy.