Była ulga 1.0, teraz będzie 2.0. Kto i dla kogo ją wymyślił?

To efekt wieloletnich starań środowisk konserwatorskich o wzmocnienie systemu finansowania prac przy zabytkach w Polsce. Dla środowisk walczących o zachowanie dziedzictwa kulturowego w Polsce to ważna zmiana polityki. I dla prywatnych właścicieli zabytków, którzy z obecnych narzędzi o charakterze dotacyjnym korzystają w ograniczonym zakresie. Prace przy zabytkach trwają latami. Potrzebujemy narzędzi stałych, a nie jednorazowych. Odliczenia są takim narzędziem. Stabilizują sytuację właściciela.

W pewnym stopniu mamy dziś szansę na zrekompensowanie strat, jakie ratownicy zabytków ponieśli przez opodatkowanie VAT prac konserwatorskich?

Podatek na prace konserwatorskie nałożono w 2011 r. Wcześniej były zwolnione z VAT. Z  systemu jakby wyparowała 1/4 pieniędzy, które mogły być przeznaczone na ich ratowanie. Nie zapominajmy, że działania ustawodawcy w ciągu jedenastu lat były przeciwskuteczne. Zmieniła się polityka i w narzędziach fiskalnych dostrzeżono szansę dla zabytków, że powinny być potraktowane odrębnie przez środowiska zajmujące się nimi, co potraktowano jako światełko w tunelu. Dlatego dyskusja, czy w ogóle zabytki zasługują na ulgę, to ogromna szkoda wyrządzona naszemu dziedzictwu.

Która wersja ustawy dla sprawy jest lepsza – 1.0 czy 2.0?

W zakresie, który był szczególnie potrzebny, czyli możliwości zastosowania ulgi na prace konserwatorskie i remontowe, zapisy ustawy niewiele się zmieniły. Na szczęście one nie budziły złych emocji. A te zapisy są najważniejsze. Gdy o nie walczyliśmy, nie mieliśmy na myśli pałacyków prezesów koncernów, ale chodziło nam o wspólnoty mieszkaniowe czy spółdzielnie, które bardzo często w przestrzeni miasta są właścicielami obiektów zabytkowych. Chodziło nam też o ludzi, którzy tak jak np. pasjonaci na Żuławach poświęcili życie na ratowanie zabytków.

To są takie emocje wokół ulgi, którą nazwano prześmiewczo Pałacyk+?

No właśnie, emocje, a nie fakty, zdominowały przekaz publiczny. Gdy prowadzi się dyskusję w atmosferze sensacji, tam już nie ma przestrzeni na merytorykę. Wyciągnięto pewne wnioski typu „na pewno coś nie zadziała”, „na pewno zrobią to źle” , gdy nie dane było tej uldze jeszcze zadziałać. Od tego jest Krajowa Administracja Skarbowa, żeby czuwać nad poprawnością rozliczeń i nie dopuścić do nadużyć.

Debata publiczna poszła w niebezpiecznym kierunku?

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Tak, pojawiło się nawet takie stwierdzenie, że zabytki w ogóle nie zasługują na ulgi, niezależnie od tego, w jakim są stanie. Już sama prześmiewcza nazwa Pałacyk+ . Równie dobrze mogła to być Chałupa+, Ruina+, i byłoby to bardziej adekwatne.

Ale jest coś w tym, że dwory są typowe dla krajobrazu np. na Dolnym Śląsku?

I są w ogromnej zapaści i nadal bardzo potrzebują pomocy właścicieli w pierwszej kolejności, oraz państwa czy samorządu w drugiej. Powiedzmy to otwarcie: szkoda wyrządzona przez tę nagonkę będzie długo naprawiana.

Od wielu lat środowiska naukowe, konserwatorskie zabiegały o to, żeby powstało takie rozwiązanie w Ministerstwie Finansów. Bez ulg podatkowych nasz system nie ma szans finansowania ochrony zabytków, takiego realnego.

Czytaj więcej

Pałacyk+ w nowej odsłonie

Czyli nie jest to ulga dla prezesa Obajtka?

Jest coś takiego jak zasada równości wobec prawa. Wszyscy powinni być traktowani w taki sam sposób, aby chcieli wkładać własne pieniądze w poprawę kondycji zasobu zabytkowego. To jest w interesie nas wszystkich i naszych dzieci. Zostawmy więc w spokoju prezesa i nie rozmywajmy problemu.

To na czym ten problem polega? Ale tak szczerze.

Jeżeli pochylimy nad wyceną zabytków, to są one często traktowane jak obciążenie dla nieruchomości. Bądźmy szczerzy, działka bez zabytku jest warta więcej. Stąd od czasu do czasu obserwujemy płonące zabytki. Jeżeli zatem ktoś uważa, że to taki intratny interes, to nie ma pojęcia, czym mówi. Nakłady sił i środków, jakie ponoszą ludzie decydujący się na renowację czy odbudowę, są ogromne. Gdyby rozdawano zabytki za darmo, to nie jestem pewna, czy znalazłoby się tak wielu amatorów. Jeżeli za zabytek ktoś płaci np. 200 tys., a musi włożyć w remont 10 mln, to chyba odpowiedź jest dość oczywista. Zabytki potrzebują pasjonatów, ludzi, którzy będą o nie dbać i zapewniać im właściwe zachowanie.

Załóżmy, że Senat potraktuje ulgę na zabytki merytorycznie. Co dalej?

Myślę, że służby konserwatorskie będą kluczowe i w tym, i wielu innych procesach. Od zaświadczeń służb konserwatorskich zależy skorzystanie z ulgi od podatku od nieruchomości. Więc to nie będzie pierwszy raz, gdy ta służba weźmie na siebie ciężar stwierdzenia określonego stanu faktycznego. Natomiast warto, abyśmy zabiegali o to, że jeżeli chcemy sprawnego procesu inwestycyjnego w Polsce, to ta służba wymaga wzmocnienia.

Podobno służby konserwatorskie już teraz lewo zipią? Czyli szykują się nabory na nowych konserwatorów?

Nie chodzi o rekrutacje, tylko o finansowe wzmocnienie tej służby. Udało się ich i tak wyciągnąć z dna, trzy lata temu. Ale daleko im nawet do środka stawki służb zespolonych. Z jednej strony wszyscy chcemy sprawnego państwa, szybkiego procesu inwestycyjnego, bo to w rękach konserwatorów dziś on jest. Całe centra miast historycznych są objęte ochroną. Z drugiej strony jest to służba bardzo niedofinansowana, na co wskazywała też podczas ostatnich kontroli NIK. W całym kraju mamy 850 pracowników merytorycznych. Tak ograniczona administracja dostanie kolejne obowiązki. To nie oznacza, że mamy zlikwidować ulgi. To oznacza, że powinniśmy jak najszybciej wzmocnić je finansowo. Dziś ta administracja jest nieadekwatna do tego, czego od niej się oczekuje. Rozmowy trwają, zobaczymy, co przyniosą.

Wracając do zabytków, gdzie mamy największy problem i które rejony kraju pilnie potrzebują pomocy?

Na pewno Dolny Śląsk jest bogaty w zabytki i niewątpliwie wymaga ogromnych inwestycji i woła o pomoc. To są te przysłowiowe pałace, o dużej kubaturze, a co za tym idzie, ogromnych nakładach, jakich potrzebują. Za to najwięcej dworów jest na Mazowszu i to one są w najgorszym stanie. Mamy jeszcze całe zasoby architektury drewnianej, które umierają na naszych oczach. A są najbardziej typowe dla Polski. Domy podcieniowe na Kaszubach i Żuławach, chaty łemkowskie na Podkarpaciu. To głównie obiekty prywatne. I o nie tu przede wszystkim walczymy.