Reklama

Bogusław Chrabota: Może przeoczymy śmierć świata

Zadziwia ta nasza dwoistość w sprawach środowiska. Dla jednych to oka źrenica. Sprawa życia i śmierci, kluczowa dla przetrwania ludzkości. Dla drugich jedynie fałszywa ideologia. Ortodoksja z pogranicza sekciarstwa. Dla jeszcze innych temat uboczny, nieważny albo niepoważny. Boję się, że w Polsce mamy najczęściej do czynienia z tą ostatnią perspektywą.
Bogusław Chrabota: Może przeoczymy śmierć świata

Foto: Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz

Reklama

Dlaczego? Wstyd powiedzieć. A przecież powinniśmy się dawno przyzwyczaić do wagi tematów związanych z ekologią. Przede wszystkim dlatego, że ochrona środowiska była dla polskich władz zawsze kulą u nogi. Industrializacja kraju z czasów sowieckich w ogóle nie brała pod uwagę kwestii ekologicznych. Liczyły się huty, koksownie, kopalnie. Wyśrubowane normy produkcyjne. Kolejne plany trzy- i pięcioletnie, za którymi władze partyjno-państwowe goniły jak pies za kością. Kwestie środowiskowe pozostawały na tle tych ambitnych planów niemal niezauważalne. Rzeki przez to zmieniły się w ścieki (symbolicznie królowała w tej kategorii cuchnąca jak szambo katowicka Rawa), a miasta w przysypane grubym popiołem umieralnie. Wszelka profilaktyka była zakazana, bo sam temat skażeń był niezgodny z propagandą systemu.

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama