Tak więc nie przez przypadek dwóch niemieckich projektantów planszówek, Wolfgang Kramer i Michael Kiesling, postanowiło opowiedzieć właśnie o tym mieście. Za pomocą gry „Paris" przenoszą uczestników zabawy do XIX wieku i pozwalają powalczyć o wpływy w roli agentów nieruchomości. Ci zaś podczas zabawy pozyskują pieniądze z banków, kupują budynki i krajobrazy, walczą o zasoby oraz punkty prestiżu i w ten sposób usiłują przejmować kolejne dzielnice. Starannie opisane w instrukcji zasady nie są na szczęście skomplikowane. Wymagają co prawda skupienia, ale okazują się spójne i logiczne. Zaletą gry jest też ograniczony wpływ szczęścia na wyniki zabawy. O sukcesie decydują działania graczy, konkretne decyzje oraz czas ich podjęcia. Dzięki temu każda rozgrywka przebiega w nieco inny sposób.
Olbrzymim atutem „Paris" jest wykonanie gry. Pudełko jest naprawdę ciężkie. Wewnątrz znajduje się składana plansza, setki kart i drewnianych znaczników, wreszcie mająca swoją rolę w zabawie tekturowa makieta Łuku Triumfalnego wraz z czterema trójwymiarowymi kamieniczkami służącymi graczom jako zasłonki (zabawa przeznaczona jest dla grupy od dwóch do czterech osób). Ta produkcja została po prostu dobrze przemyślana. Ma sporo do zaoferowania, nie tylko w kontekście mechaniki rozgrywki, ale również wrażeń artystycznych. W dobie pandemii spokojnie może zastąpić wyjazd do Paryża.