I tak, zamiast obrócić zorganizowaną przez Radio RMF kampanię billboardową w żart, Jarosław Kaczyński najpoważniej w świecie uznał, że to niemiecki atak na niego i brata. W tym samym czasie zresztą postanowił podzielić się z opinią publiczną przemyśleniami na temat tego, kim są polscy internauci. Doprawdy, czekam, aż prezes PiS zajmie się autorami esemesów.
Gorsze od wpadek – nazwijmy je wizerunkowymi – były polityczne decyzje byłego premiera. Do tej pory nie potrafię sobie wytłumaczyć, dlaczego PiS postanowiło z kwestii stosunku do traktatu lizbońskiego uczynić kryterium podziału sceny politycznej. Jeszcze niedawno każdy, kto śmiał podważać sens sukcesu prezydenta w Brukseli – jak choćby Paweł Zalewski – był uznawany za zdrajcę. Rychło się okaże, że taką zdradą będzie poparcie dla traktatu.