Teraz pojawił się nowy argument, na tyle bałamutny i jednocześnie chwytliwy, że warto go rozważyć.
Ponoć demokracja polega na tym, by szanować prawa i odczucia mniejszości. Skoro zatem w jakiejkolwiek klasie znajdzie się choćby jeden uczeń – cytuję jednego z mędrców – któremu krzyż będzie przeszkadzał, należy go ze ściany usunąć. A ten, kto tego nie zrobi, okazuje brak delikatności dla uczuć inaczej myślących i gwałci ich sumienia. Wydaje się, że taki sposób rozumowania przemawia do co bardziej wrażliwych dusz. Ale czy ma uzasadnienie?