Wolontariat to – jak mówi słownik PWN – „dobrowolna, bezpłatna praca społeczna". W rzeczywistości dziś już rzadko chodzi o pracę z wewnętrznej potrzeby, z odruchu serca. Coraz częściej mamy do czynienia z akcją sterowaną przez korporacyjnych menedżerów. Albo przez zawodowych biurokratów, którzy pod patronatem unijnych instytucji spotykają się na konferencjach i sympozjach. Przygotowują tam propagandowe strategie, które mają zmusić Polaków do dobrowolnej pracy. To na takich spotkaniach wykuwają się pomysły, aby wprowadzić do programu szkolnego obowiązkowe lekcje poświęcone na pracę społeczną. Chociaż „obowiązkowy wolontariat" to przecież oksymoron.
Czyn społeczny
W czasach PRL funkcjonował obowiązkowy „czyn społeczny". Często służył uczczeniu 22 lipca czy 1 maja. Pod zakłady pracy i szkoły zajeżdżały autokary, którymi zawożono pracowników lub uczniów na miejsce, gdzie odbywać miał się „czyn" – zazwyczaj chodziło o kopanie rowów, wykopki ziemniaków, czasem o sadzenie drzewek lub odmalowanie płotów. W założeniu nie chodziło jednak o wykonanie konkretnej pracy, ale przekazanie ducha wspólnego wysiłku dla socjalistycznej ojczyzny. – Takie akcje miały sens wyłącznie propagandowy – wspomina prof. Zbigniew Nęcki, psycholog społeczny z UJ.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że także współcześnie krzewiciele idei wolontariatu uważają bezpłatną pracę za wartość samą w sobie, niezależnie od tego, jakie są jej efekty. Kiedy okazało się, że jako wolontariusze pracuje w Polsce nie więcej niż 6 proc. obywateli, co daje nam trzecie od końca miejsce w UE (badanie CBOS, 2010 r.), specjaliści od psychologii społecznej, wolontariatu i promocji społeczeństwa obywatelskiego zareagowali histerycznie.
Rok 2011 – skądinąd ogłoszony Europejskim Rokiem Wolontariatu – był pełen sympozjów i konferencji, podczas których zjawisko braku zaangażowania Polaków w wolontariat dogłębnie analizowano i szukano środków, które mogłyby zaradzić problemowi. Przykładem tego – konferencja we wrześniu ubiegłego roku, zorganizowana w Pałacu Prezydenckim przez Ministerstwo Pracy i Polityki Społecznej pod hasłem „Europa aktywnego obywatelstwa: wolontariat". Wcześniej, w maju, obchodzono Europejski Dzień Wolontariusza, a w grudniu Międzynarodowy Dzień Wolontariusza. Dodatkowo przez pierwsze dwa tygodnie września 2011 r. Warszawa stała się centrum Europejskiego Roku Wolontariatu. Przed Pałacem Kultury i Nauki ustawiony był pawilon, w którym każdy zainteresowany mógł dostać informacje o tym, w jaki sposób można zaangażować się w wolontariat. Przez 14 dni prezentowały się tam organizacje, które zajmują się m.in. wolontariatem młodzieżowym, integracją europejską, wolontariatem w kulturze i sztuce czy wolontariatem seniorów. Wszystko przypominało Targi Pracy, podczas których można poznać potencjalnego pracodawcę.
Zaliczenie z dobroci
Efekty dobrowolnego zachęcania do wolontariatu jednak najwyraźniej nie były obiecujące, skoro coraz częściej podczas debat i dyskusji – także w Internecie – podnoszono pomysł wprowadzenia do szkół obowiązkowych godzin przeznaczonych na pracę społeczną. Celem miałoby być „zachęcanie do pracy wolontariackiej". „Potraktujmy wolontariat jak każdy inny przedmiot nauczania. Nie traktujmy go jak misterium, ale jak coś, co można i trzeba w ludziach (szczególnie młodych) rozpalać, kształtować, pielęgnować, zachęcać do jego poznania. Czy nie może on być równie ważny jak matematyka czy historia?" – pytał Dariusz Pietrowski, szef Stowarzyszenia Sieci Centrów Wolontariatu, podczas VI Ogólnopolskiego Forum Inicjatyw Pozarządowych i na portalu ngo.pl.
Wzmianka o „działalności społecznej" w CV daje przewagę na rynku pracy
„Jeśli szkoła ma być instytucją kształtującą, a nie tylko przekazującą wiedzę, to nie powinno zabraknąć w niej miejsca na wolontariat. Chodzi zatem o wprowadzenie wolontariatu do systemu kształcenia (programów edukacyjnych) i wychowania" – postulował Wojciech Rustecki, członek zarządu i dyrektor zarządzający Pracowni Badań i Innowacji Społecznych Stocznia. Domagał się też, żeby obowiązkowym wolontariatem zostali objęci nauczyciele.
Za wzór stawiano zasady obowiązujące gdzieniegdzie w Stanach Zjednoczonych – uczeń tam może nawet nie zdać do następnej klasy, jeśli nie wykaże się przepracowaniem określonej liczby godzin na rzecz swojego środowiska. – Taka praktyka w USA sprawdza się bardzo dobrze – przekonuje Michał Wenzel, socjolog z SWPS. I dodaje, że zadaniem szkoły jest socjalizacja, kształtowanie wzorców aktywności. Im wcześniej takie nawyki zostaną ukształtowane, tym będą trwalsze.
Czy rzeczywiście można młodych ludzi zachęcić do dobrowolnych prac społecznych, zmuszając ich do „wolontariatu" podczas szkolnych lekcji? Magdalena Dobranowska-Wittels z portalu ngo.pl twierdzi, że taki przymusowy wolontariat dla młodych wcale nie musi przynieść pozytywnych efektów. – Z naszego podwórka wiemy, że gimnazjaliści pytają na forach internetowych: „gdzie można załatwić taki papierek", a nie wymieniają się na przykład informacjami o tym, co robili, gdzie dobrze, pożytecznie spędzili czas, czego się dowiedzieli – mówi.
Także i Agata Mardosz ze Stowarzyszenia Wiosna ma poważne wątpliwości. – Jeżeli takie działanie nie jest wykonywane z własnej woli, przeczy to idei wolontariatu – mówi w rozmowie z „Rzeczpospolitą". Stowarzyszenie Wiosna, które jest organizatorem m.in. akcji „Szlachetna Paczka" oraz „Akademia Przyszłości", nie ma kłopotów ze ściągnięciem prawdziwych ochotników. – Na pewno nie chcielibyśmy współpracować z kimś, dla kogo motywacją byłoby tylko zdobycie papierka do szkoły – dodaje Mardosz.
Zaangażowani
Podobne wątpliwości budzi – jeśli chodzi o motywacje – wolontariat pracowniczy. Organizatorami tego typu działań są zazwyczaj potężne korporacje, rzadziej także mniejsze zakłady pracy. Firmy owe delegują swoich pracowników do pracy w takich miejscach, jak np. dom dziecka, a podczas wyjazdów integracyjnych organizują dla nich wspólne sadzenie drzew czy remontowanie świetlicy. Często przy okazji wspierając tę działalność finansowo.
Pracodawcy podkreślają, że udział w tego typu wydarzeniach nie jest obowiązkowy. Oni dają możliwość, a pracownik może pomóc przy budowie placu zabaw, ale nie musi. – Zawsze podkreślamy, że wolontariat jest działaniem dobrowolnym i angażują się w niego tylko osoby chętne – mówi Krzysztof Kaczmar, dyrektor Fundacji Kronenberga, która działa przy banku Citi Handlowym i zajmuje się koordynowaniem wolontariatu pracowniczego. – Nie chcemy, aby nasi wolontariusze czuli się sprzedawcami oferty banku. Ich celem jest realizowanie swoich pasji poprzez rozwiązywanie konkretnych problemów społecznych – dodaje Kaczmar.
Dlaczego pracownicy wielkiej korporacji chcą poświęcać swój czas – często po godzinach – na prace społeczne? – Dzięki temu są postrzegani w firmie jako osoby zaangażowane. To podnosi ich pozycję zawodową – nie ma wątpliwości prof. Zbigniew Nęcki. Trudno się zresztą takiemu utylitarnemu podejściu do wolontariatu dziwić, skoro już przy rekrutacji do pracy przewagą nad innymi kandydatami może być wpisanie do CV, że brało się udział w jakiejś działalności społecznej. Albo ma się na koncie staż w znanej firmie, zwykle bezpłatny. – Tyle że osoby decydujące się na pracę bez zapłaty to nie wolontariusze. One robią to w nadziei, że poprawią w ten sposób swoją pozycję na rynku pracy – twierdzi Michał Wenzel, socjolog z SWPS.
Działacz karierowicz
Coraz rzadziej wśród wolontariuszy znajdują się tacy, którzy angażują się w jakąś społeczną działalność nie dlatego, że czują nacisk, aby tak zrobić, bądź potrzebują jakiegoś papierka. Jednak wciąż są organizacje, które poszukują pracowników chętnych do dobrowolnej pomocy innym. Olga Kołtuniak z Caritas Polska (dla organizacji pracuje 100 tysięcy wolontariuszy) zastrzega, że nie każdy może z fundacją współpracować. Trzeba spełnić kilka warunków, które są podstawą przy każdej tego typu działalności. – Muszą być chęci, czas i motywacja do tego, żeby bezinteresownie pomagać drugiemu człowiekowi – wymienia Kołtuniak.
Co zatem zrobić, żeby wolontariat nie stracił swojego prawdziwego wymiaru? Zbigniew Nęcki nawołuje, aby pokazywać dobre wzorce. – Ludzie muszą wierzyć, że ich działania mają sens i przynoszą realne korzyści – mówi prof. Nęcki i dodaje: – Należy przywrócić pozytywne znaczenie określenia „działacz społeczny", bo dziś kojarzy się ono negatywnie. Z osobą, która jest typowym karierowiczem.