Oczywiście. Szczególnie te związane z interakcją społeczną, nawiązywaniem kontaktu, rozumieniem ekspresji emocjonalnej i analizą informacji językowych. Subtelne sygnały płynące z twarzy drugiego człowieka, to coś, co kobieta wychwyci natychmiast. A mówimy tu o wynikach badań naukowych, nie o prywatnych spostrzeżeniach. Niektórzy uważają na przykład, że lepsza niż u mężczyzn zdolność kojarzenia rożnych subtelności płynie stąd, że u kobiet spoidło wielkie, które łączy dwie półkule mózgowe, jest nieco większe. Stwierdzono też różnice na korzyść kobiet w innych obszarach związanych z empatią. Aby zbadać w jakim stopniu kobiety i mężczyźni są wstanie współczuć z ludźmi cierpiącymi ból przeprowadzono eksperyment. Przed grupą badanych obu płci aranżowano relację dwóch osób,z których jedna zachowywała się wobec drugiej albo nie fair albo przyjaźnie. A potem w trakcie doświadczenia osoby te poddano symulowanemu "kopaniu" prądem elektrycznym. Obserwowali to badani przez skaner rezonansu magnetycznego uczestnicy eksperymentu. Okazało się, że mężczyźni współczuli tylko z osobą postępującą fair. Kobiety zaś z obiema, bo niezależnie jak postrzegają drugą osobę, potrafią jej współczuć.
A gdyby tak w życiu płodowym coś poszło źle i hormony płciowe nie zadziałały na mózg prawidłowo?
Zbadano to dość dokładnie. Na przykład tzw. wrodzony przerost nadnerczy powoduje nadmiar męskich hormonów u dziewczynek. Rodzą się one wtedy z męskimi zewnętrznymi narządami płciowymi, które można skorygować, ale ich mózg ma cechy mózgu męskiego. Gdy testujemy różnice między płciami widać,że te kobiety osiągają wyniki typowe dla mężczyzn. Jednocześnie wewnętrzne narządy płciowe są u nich adekwatne do płci, bo tworzą się zanim patologia ta się ujawnia. Wiemy też, że bardzo wczesne oddziaływania hormonów płciowych jest niezbędne aby z płodu genetycznie męskiego rozwinął się chłopiec. Bez oddziaływania androgenów męski płód, posiadający chromosomy XY rozwija się w sposób naturalny w kierunku żeńskim. Ma także żeński mózg.
Czy ma to w życiu znaczenie, że taka kobieta jest genetycznym mężczyzną?
Są pewne dowody, że tak. Wykryto np. że w pewnej wiosce na Dominikanie genetyczni chłopcy częściej niż gdzie indziej rodzą się z kobiecymi narządami zewnętrznymi z powodu pewnego genetycznego defektu. I wychowuje się ich jako dziewczynki. Tyle, że podczas dojrzewania wskutek gwałtownego wyrzutu androgenów opuszczają im się jądra, głos się zmienia i stają się mężczyznami. Otóż wykazano że te domniemane dziewczynki, od samego początku zachowują się jak chłopcy i co więcej, mają poczucie przynależności do tej płci co dowodzi, że biologia ma tu jednak ogromne znaczenie.
Jesteśmy różni z natury?
W wielkim stopniu. Nawet role społeczne często kształtuje biologia. Niedawno pojawiło się pewne proste ale solidnie wykonane badanie: do klatki z małymi makakami wrzucono zabawki typowe dla dzieci ludzkich obu płci .Okazało się,że w sposób statystycznie istotny samiczki podjęły zabawę lalkami a samczyki samochodzikami. A trudno było założyć, że ich wyborem kierowały wpływy społeczne. Z obserwacji tej wynika między innymi, że takie preferencje jak zabawa urządzeniami mechanicznymi to obszar interesujący bardziej męską płeć.
Podobne doświadczenie przeprowadzano w Izraelu na ludziach...
To nie był eksperyment. Izraelskie kibuce z lat sześćdziesiątych były społecznością tak zorganizowaną, że nie było w nich podziału na role męskie i żeńskie, wszyscy pracowali tak samo. Mężczyźni opiekowali się dziećmi, kobiety jeździły na traktorach i tak dalej. Dzieci nie były wychowywane przez rodziców, tylko w grupach. Bacznie przestrzegano przy tym, by zachować ich płciową neutralność. Pod wpływem zachęty dziewczynki wybierały tam np: studia politechniczne, chłopcy szli do szkół dla przedszkolanek. Wydawało się,że płeć naprawdę jest tu bez znaczenia. Ale gdy dorośli okazało się,że wycofywali się z obranych zawodów i dokonywali wyborów tradycyjnych dla swojej płci. To kolejny dowód na to, że mimo silnych społecznych uwarunkowań,które teoretycznie powinny decydować o tym jaką role przyjąć, wynikają one jednak z biologii.
Jednak „tradycyjność" jest kwestią kultury w jakiej żyjemy, a role społeczne się zmieniają. Współcześnie lwia część kobiet pilnuje domowego ogniska tylko „po godzinach"...
Dlatego nie neguję wpływów społecznych. One bez wątpienia istnieją. Mamy tylko dziwną skłonność do przeciwstawiania sobie biologii i wpływów społecznych, tymczasem one przenikają się nawzajem. Co więcej za „biologiczne" uważamy wszystko to, co ma uwarunkowania w mózgu, podczas gdy sferę psychologiczną i socjologiczną określamy mianem „wpływy społeczne". A to nie tak. Istnieje mnóstwo dowodów, że nasz mózg zmienia się pod wpływem społecznych relacji, obcowania z drugim człowiekiem oraz rozmaitych dobrych i złych doświadczeń. Dawniej myśleliśmy, że wiele funkcji mózgu nieuchronnie pogarsza się wraz z wiekiem. Dziś wiemy, że mózg do końca życia zachowuje gotowość do zmian pod wpływem doświadczenia. Rozrastają się te jego części, których używamy, nieużywane – zajmowane są przez inne funkcje. Plastyczność mózgu widać szczególnie u dzieci. Rzecz jasna, one także podlegają społecznym czy kulturowym wpływom, ale takie doświadczenia kształtują również ich mózgi. Dlatego działamy w ramach pewnych schematów, mających źródło społeczne. Niemniej żadne takie wpływy nie wyjaśniają w pełni różnic pomiędzy płciami. Naszych zainteresowań, tego, co nas pociąga czy zdolności do empatii nie można sprowadzić do „konsekwencji wychowania".
A co ze skandynawską modą na zatajanie przed dzieckiem jego płci, by samo ją kiedyś „wybrało"?
Proszę pani, nasz mózg determinują geny, hormony i inne czynniki biologiczne. To nie jest kwestia wyboru nastolatka, który zastanawia się, czy chciałby być mężczyzną, czy kobietą i jakie role życzy sobie pełnić. Dotyczy to również orientacji seksualnej. Badaliśmy w Instytucie osoby transseksualne. Transseksualizm to przymuszone, wewnętrzne poczucie przynależności do drugiej płci, nie mające nic wspólnego ani z celebryckim show, ani z kaprysem. To raczej dramatyczne przypadki kobiet i mężczyzn "uwięzionych" w swoim ciele. Dążą oni do szeregu ryzykownych, bolesnych operacji, kuracji hormonalnych, często z miernym wynikiem. Okazuje się bowiem, że medycyna nie jest w stanie sprostać ich oczekiwaniom: tak naprawdę nie da się do końca zmienić płci.
Rodzina jest stałym związkiem ludzkim w niemal wszystkich kulturach i czasach. Czy z punktu widzenia biologii kobietę i mężczyznę,także jako rodziców,można zastąpić partnerem A i B płci dowolnej?
Na to pytanie trudno jest jeszcze odpowiedzieć rzetelnie, bo badania, na których można się tu oprzeć, są nieliczne. Te dostępne pokazują szereg różnic, niekoniecznie na niekorzyść par homoseksualnych. Okazuje się, że wszystko zależy od tego, co się bada. Problem w tym, że nie wystarczy stwierdzić, że na przykład dzieci wychowywane np. przez "dwie matki" mają wyższe zdolności do zgodnych interakcji społecznych. Ważniejszym problemem jest, czy takie dzieci, gdy dorosną, będą w stanie stworzyć właściwe relacje partnerskie z płcią przeciwną, czy raczej wpadną w pułapkę "nieokreśloności" płci i ról z nią związanych. Wraz z wszystkimi negatywnymi konsekwencjami, jakie się z tym wiążą zarówno dla szczęścia osobistego jak i dla funkcjonowania społecznego.
Prof. dr hab. Anna Grabowska jest biologiem i psychologiem. Pracuje w Instytucie Biologii Doświadczalnej im. Marcelego Nenckiego oraz w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Zajmuje się m.in. neurobiologicznym podłożem zjawisk psychicznych i ich zaburzeń oraz różnicami płciowymi.