Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:
- codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
- pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Janusz Onyszkiewicz, członek Partii Demokratycznej
Lech Wałęsa żalił się ostatnio w jednym z wywiadów, że przegrał w życiu prawie wszystko, bo system polityczny i ekonomiczny rozwinął się w inny sposób, niż on chciał. Zna pan dobrze Lecha Wałęsę, był pan jego doradcą za czasów „Solidarności", skąd taka gorzka konstatacja?
Onyszkiewicz:Nie sądzę, żeby Lech Wałęsa naprawdę uważał, iż przegrał wszystko. On w tej wypowiedzi trochę mruga okiem do czytelnika, bo przecież niejeden raz mówił, jak Polska się zmieniła od 1989 roku i jak wielkim sukcesem społecznym oraz politycznym była nasza transformacja. Sam, będąc prezydentem, dbał o to, żeby reformy rozpoczęte przez rząd Tadeusza Mazowieckiego były kontynuowane, mimo że walcząc o prezydenturę, totalnie krytykował działania tego rządu. A jednak to na wyraźne żądanie Wałęsy premier Jan Krzysztof Bielecki utrzymał w rządzie ministra finansów Leszka Balcerowicza i prof. Krzysztofa Skubiszewskiego, szefa MSZ. Dlatego przypuszczam, że Wałęsa, mówiąc o swojej porażce, czeka o prostu na zaprzeczenia.
Lech Wałęsa mówił o tym w kontekście przegranych drugich wyborów prezydenckich. Uważa, że gdyby był prezydentem dwie kadencje, to wiele rzeczy wyglądałoby dzisiaj inaczej. Czy rzeczywiście bylibyśmy w innym miejscu, gdyby w 1995 roku Aleksander Kwaśniewski nie pokonał Wałęsy?
Nie sądzę. Kwaśniewskiego uważam za dobrego prezydenta, choć na niego nie głosowałem. A Wałęsa jako głowa państwa miał silne tendencje, żeby metodą faktów dokonanych i tzw. falandyzacji prawa, czyli pokrętnej jego interpretacji, zmienić ustrój polityczny Polski. On chciał ustroju prezydenckiego, ale nieformalnego. Jego wizję prezydentury można porównywać do roli pierwszego sekretarza PZPR z czasów PRL, a więc takiej osoby, która formalnie nie ma władzy, ale w rzeczywistości decyduje o wszystkim.
Rzeczywiście obiad drawski czy próba rozwiązania parlamentu to były działania dwuznaczne jak na głowę państwa.
Pamiętam moment, kiedy Bogdan Borusewicz powiedział, że grozi nam sytuacja kuriozalna – razem z SLD, spadkobiercą PZPR, będziemy bronić parlamentu przed Lechem Wałęsą. To właśnie te zakusy sprawiły, że Wałęsa przegrał drugie wybory prezydenckie.
Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)
Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji: