Sześć nagród dla „Nie ma duchów w mieszkaniu na Dobrej” na festiwalu w Gdyni, w tym dla pani za reżyserię. Paszport Polityki. Doroczna nagroda ministra kultury, 10 nominacji do Orłów i wygrana w kategoriach odkrycie roku i drugoplanowa rola kobieca. Debiutant może chyba dostać zawrotu głowy.
Przyznaję, że intensywność tych wydarzeń jest trochę przytłaczająca. Ale jednocześnie są jak piękny prezent. I – co dla mnie ważne – dostrzegana jest praca całej ekipy. Dużo się mówi o obrazie, muzyce, dźwięku, rolach aktorskich. To wielka radość. Dobrze, że nasz film okazał się tak uniwersalny. Jest listem miłosnym do mojego rodzeństwa. Opierałam się na naszych relacjach i doświadczeniach, a nagle okazało się, że nie jesteśmy tak odrębni i inni. Każdy odbiera ten film inaczej, ale widzowie jakoś się z nim utożsamiają. Nowe i ważne jest dla mnie też to, że wszedł do kin. Wcześniej robiłam projekty krótkometrażowe, wędrowały po festiwalach, były dobrze przyjmowane, ale miały bardzo ograniczoną widownię.