Reklama

Kto w PiS boi się Czarnka? Kaczyński daje mu sporo okazji do palnięcia głupstw

Jarosław Kaczyński zawsze cenił tych polityków swojej partii, „którzy się biją”. W PiS obawiają się, że przez półtora roku, jakie dzielą nas od wyborów parlamentarnych, namaszczony przez niego na premiera Przemysław Czarnek będzie miał wiele okazji nie tylko do bitki, ale i do wpadek.
Czy kwiaty rozdawane 8 marca paniom w siedzibie PiS (na zdjęciu) zamażą niedobre wrażenie, jakie wyp

Czy kwiaty rozdawane 8 marca paniom w siedzibie PiS (na zdjęciu) zamażą niedobre wrażenie, jakie wypowiedzi Przemysława Czarnka robiły na kobietach – także tych o poglądach konserwatywnych?

Foto: PAP/Radek Pietruszka

Pierwsze dni po namaszczeniu Przemysława Czarnka na premiera przez Jarosława Kaczyńskiego upłynęły na ustalaniu, dlaczego akurat on. Ten 48-letni profesor prawa konstytucyjnego z KUL był od początku na krótkiej liście prezesa PiS. Udawało mu się mylić tropy. Potrafił wskazywać przed kamerami na kogoś innego, na któregoś z pisowskich samorządowców. Inna sprawa, że podobno Kaczyński wahał się do ostatniej chwili.

Dwie rzeczy powtarzają wszyscy. Że Czarnek to recepta na powstrzymanie erozji PiS tracącego zwolenników na rzecz obu Konfederacji, a szczególnie partii Grzegorza Brauna. Być może na odzyskanie tych, którzy odeszli w poprzednich miesiącach. I że to również lek na kryzys wewnętrzny partii, na podział. – Kaczyński chce powstrzymać nasze dalsze wykrwawianie się – mówi mi ważny polityk PiS, który skądinąd uważa tę decyzję za błąd. W obu motywach, zwłaszcza w tym drugim, trudno nie zauważyć dziur.

Pozostało jeszcze 95% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama