Mogą do nich nastrajać pogróżki pewnego mocarstwa. Potrafi inwazja za miedzą, inne wojny, myśl o dalekich cierpieniach między jednym naszym oddechem a drugim. Za rogiem kolejne lokale po niedawnych sklepach zioną pustką; w różnych krajach bankructwa wielkich, upadki rządów, zamieszki. Rysa za rysą naznacza konstrukcje, które obiecywały bezpieczeństwo.
Trudno, żeby czasem i nas nie dotknęło zmęczenie materiału. W tych dniach słucham debaty nad poezją, wtem jednemu z uczestników wymykają się słowa o katastrofie grożącej światu. Odbieram w urzędzie nowy dowód osobisty, zauważam, że jego ważność wygasa w roku 2034, i na myśl o przyszłości mnie też ciut nieswojo. Zachodzę do księgarni, a tam niejedna książka ma w tytule wojnę, koniec, upadek, schyłek. Koniec czego? Na pozór jakichś politologicznych -izmów, ale tak naprawdę naszego świata. Jedni myślą o tym z trwogą, inni z nadzieją i pęknięcie pogłębia się też między nami. Ale wszystkich mogą teraz ogarniać takie czy inne lęki.