Jeśli założyć, że początkiem nowego sezonu politycznego jest 1 września, ostatni tydzień stał się jego znamienną zapowiedzią. Zaczął się od Campusu Polska Przyszłości, dorocznej imprezy skrzykiwanej w Olsztynie przez Rafała Trzaskowskiego, prezydenta Warszawy i wiceprzewodniczącego PO.
Niektórzy prawicowi komentatorzy zauważają z żalem, że ich strona sceny politycznej nie jest w stanie wykreować niczego na podobną skalę. Wrażenie wywołane tłumami młodych ludzi, którzy doznają komfortu spotkania z liderami nowej koalicji, a ci grzecznie prowadzą z nimi dysputy, jest pewnie zyskiem. Choć niewykluczone, że przecenianym. Goście na Campusie są czujnie prześwietlani. Zwykli młodzi ludzie, niereprezentujący bliskich władzy organizacji, raczej się tam nie prześlizną. W tym sensie nie jest to polityczny odpowiednik popkulturowych zlotów typu polskiego Woodstocku. Nie wykluczam, że wielu młodych ludzi nawet nie wie, że coś takiego się odbywa. Co najwyżej wychwytują kątem oka jakieś migawki.