Reklama

Wygnanie z raju autentyczności

Za szaleńca uznalibyśmy kogoś, kto wartość autentyzmu próbowałby kwestionować. Mimo to zaryzykuję.
Wygnanie z raju autentyczności

Foto: chang/Getty Images

Marszałek Hermann Göring nawet podczas procesu w Norymberdze nie okazywał skruchy z powodu swoich czynów, był z nich dumny. Jak relacjonowali naoczni świadkowie, raz jeden wyglądał tak, jak gdyby po raz pierwszy w życiu odkrył, że na świecie istnieje zło – wtedy, kiedy dowiedział się, że „Chrystus i cudzołożnica”, obraz z jego kolekcji autorstwa Jana Vermeera, okazał się falsyfikatem.

Cenimy to, co autentyczne, gardząc jednocześnie tym, co udaje coś, czym nie jest. Autentyczny stradivarius uzyska na aukcji zawsze doskonałą cenę, podczas gdy jego współczesne, choćby najwierniejsze kopie nigdy mu nie dorównają. Płacimy autentycznymi monetami i banknotami, zamykając w więzieniach tych, którzy je fałszują. Cenimy autentyczność również u ludzi. Wyżej stawiamy tych, którzy „są sobą”, od tych, którzy kogoś udają. Ba, staramy się nawet sami przed sobą odkrywać autentyczne ja, w obawie, że pozostaniemy na usługach jakiegoś ja nieprawdziwego, stworzonego na potrzeby innych. Za szaleńca uznalibyśmy kogoś, kto wartość autentyzmu próbowałby kwestionować. Mimo to zaryzykuję.

Pozostało jeszcze 92% artykułu

4 zł tygodniowo przez rok!

Wybierz roczny dostęp RP.PL i zyskaj dostęp do The New York Times!

Oferta dotyczy subskrypcji rocznej autoodnawialnej. Możesz anulować subskrypcję w dowolnym momencie.

Kliknij i poznaj szczegóły.

Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama