Łatwość, z jaką ogłasza się wyroki w sprawie szans obozu rządowego (a czasem i opozycji), przekracza wszelkie granice. Żyjemy w epoce demokracji wirtualnej, w której rzeczywistość opisuje się z perspektywy już nie dni, ale godzin. Skrajna polaryzacja też sprzyja rozmaitym alarmom, to znów gwałtownym nadziejom na odmianę sytuacji. Która to sytuacja postrzegana bywa – tak wielu opisuje rządy PiS – w kategoriach kataklizmu, zła absolutnego.
Tymczasem nie należy się przywiązywać do żadnego społecznego trendu. Bo takie zmiany bywają rozłożone w czasie, niekonsekwentne i nie zawsze muszą zaważyć na wynikach najbliższych wyborów.