Reklama

Wojna bez chwili oddechu. Wyborcza kampania ekstremalna

Gdy dziennikarz rzetelnie opisuje kampanię wyborczą, jednego dnia w mediach społecznościowych zostaje mianowany „sztabowcem Trzaskowskiego", a następnego – „poplecznikiem Jakiego". Widocznie mało kto dziś przyjmuje oczywistą dawniej prawdę, że misją dziennikarza jest po prostu relacjonowanie rzeczywistości. Dla zwalczających się plemion prawda zupełnie nie jest już ciekawa.
Google Ustaw „Rzeczpospolitą” jako swoje ulubione źródło informacji w Google
Autor artykułu wykonał to zdjęcie smartfonem, relacjonując kampanię Rafała Trzaskowskiego. Jego obec

Autor artykułu wykonał to zdjęcie smartfonem, relacjonując kampanię Rafała Trzaskowskiego. Jego obecność w tym miejscu przedstawiano w sieci jako dowód na polityczne sympatie dziennikarza

Foto: Rzeczpospolita, Michał Kolanko

Reklama
Reklama
Reklama

Jest jak zwierzę, które trzeba karmić cały czas – tak kampanię samorządową określił jeden z polityków, z którymi nieoficjalnie rozmawialiśmy kilka tygodni temu. Dziś politycy, kandydaci i ich zaplecza, a także dziennikarze i publicyści żyją według nowego zegara – dużo szybciej tykającego nawet względem kampanii z 2015 r., a co dopiero względem wcześniejszych. Tzw. kontent musi być cały czas dostarczany wyborcom. Mediom również. Inaczej od razu słychać pytania: „Gdzie jest kandydat?"; „Skąd ten przestój?"; „Co się dzieje, że to konkurencja nadaje ton?".

Pozostało jeszcze 95% artykułu

Czytaj dalej już od 9,90 zł (zamiast 39 zł)

Dostęp do treści RP.PL w serwisie i aplikacji:

  • codzienne wiadomości, wartościowe komentarze i opinie na serwisie
  • pogłębione reportaże i publicystyka w Plusie Minusie
Reklama
Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama