Magdalena Środa ma dość Biblii. A to dopiero, mniemam, początek. Tyle jeszcze jest do zrobienia.

Tyle nazw, znaków, symboli, słów do zmiany. Niełatwo będzie usunąć wielowiekowe nawarstwienia chrześcijaństwa. Aż chciałoby się zawołać: palikotowcy – odwagi! I zapytać: macież wy odwagę Lenina? I z nadzieją prosić: ducha nie gaście (o ile napomknienie o duchu jest na miejscu i nie narusza świeckości). Bryłę katolicyzmu podnoście, jutrzenka swobody niechaj wam świeci.

By jednak wielki intelektualny wysiłek tego ruchu nie poszedł na marne, trzeba mu pomóc. Religijnej opresji trzeba powiedzieć stanowcze „nie". Jak? Najważniejsze to sięgnąć do korzeni. Inaczej zabobonu wyplenić się nie da. Dlatego pytam: Czy prawdziwie neutralne religijnie państwo może sobie pozwolić, żeby jego dzieje i historia żyjących w nim obywateli odliczane były według miary religijnej? Nie. Polscy antyklerykałowie, zamiast drzeć Biblię, powinni jak najszybciej wnieść pod obrady Sejmu projekt ustawy o zmianie liczenia czasu z religijnego na neutralny. A jeśli trzeba, to niech wystosują w tej sprawie pismo do Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego, ONZ i innych organizacji. Jakże to bowiem tak? Dlaczego ktoś ma się godzić na to, że mamy teraz 2011 rok? I że po nim 2012? Przecież to prawdziwa symboliczna przemoc, gwałt na sumieniu tym gorszy, że ukryty, schowany, pod powierzchnią gładką niedomówień zamknięty. Dawniej to jeszcze jawny był. Przynajmniej jak ktoś mówił, że coś się wydarzyło po narodzeniu Chrystusa, to wiadomo, że innym miarę narzucał. A teraz? BBC wymyśliło, że będzie mówić o erze powszechnej, komuniści w Polsce wymyślili erę naszą. Ale jaka ona nasza? Kto ją naszą uczynił? Jakim prawem za naszą uchodzi? Nie ma zgody. A co to, wcześniejsza naszą nie była? Dlaczego bitwa pod Akcjum była w erze nie naszej, a panowanie Hadriana w naszej?

Nie jest to wcale spór banalny.

O, przeciwnie. Gotów jestem powiedzieć, że to ważniejsze niż kwestia krzyża w Sejmie. Czy on tam wisi, czy też nie, mało kogo obchodzi. Tych, co na sali może i tych, co spać nie mogą. Ale to, że każdy Polak od urodzenia do śmierci prywatnie i urzędowo uznaje, że żyje w erze zapoczątkowanej narodzinami Chrystusa, że do niej się odnosi, że wciąż w niej tkwi zamknięty jak robaczek, nie przymierzając, w bursztynie, to powtarzam, gwałt na świeckości, jakiego świat nie widział.

Ale i zmiana ery nie wystarczy. Środek to, mniemam, połowiczny. Żeby naprawdę osiągnąć ideał neutralności czasu, należałoby też, nie mam wątpliwości, znieść tydzień. Jakim prawem neutralne państwo ma przyjmować podział miesiąca na siedmiodniowe tygodnie? I ta paskudna niedziela na końcu?

Oto prawdziwe wyzwania.

Palikotowcy, do dzieła.