Już za 19 zł miesięcznie przez rok
Jak zmienia się świat i Polska. Jak wygląda nowa rzeczywistość polityczna po wyborach prezydenckich. Polityka, wydarzenia, społeczeństwo, ekonomia i psychologia.
Czytaj, to co ważne.
Aktualizacja: 10.04.2015 16:49 Publikacja: 10.04.2015 03:17
Barbara Sass-Zdort
Foto: Fotorzepa/Dariusz Pisarek
Odeszła nagle 2 kwietnia 2015 roku. W locie. Pojechała na próbę do Teatru Dramatycznego, gdzie przygotowywała przedstawienie „Pokojówek" Geneta. Potworny ból brzucha. Karetka. Szpital. Stale zajęta, zaniedbała swoje zdrowie. Lekarze też nie byli wystarczająco dociekliwi. Operacja nie pomogła. Było za późno.
Kilka dni wcześniej spotkała się z aktorkami swojego filmu „Dziewczęta z Nowolipek". W 30. rocznicę premiery. Przyszły Ewa Kasprzyk, Maria Ciunelis, Marta Klubowicz, Izabela Drobotowicz-Orkisz. Była też Dorota Stalińska. Przyniosły swojej reżyserce bukiety kwiatów. „No, co wy? – roześmiała się. – Jeszcze nie umarłam". Tę żartobliwą odpowiedź, wtedy nic nieznaczącą, przypomniała sobie Stalińska, kiedy w internecie zobaczyła czarno-białe zdjęcie Barbary Sass podpisane datami 1936–2015. Ciarki przeszły jej po plecach.
Czy reżyseria jest zawodem dla kobiety? – To pytanie drażni mnie tak samo jak etykietka „kobiece kino". Reżyser to zawód, za którego uprawianie płaci się wysoką cenę. Płaci się za wrażliwość, za sposób, w jaki trzeba chłonąć świat, za ciągłe egzaminy, które się zdaje, za to, że jest się osobą publiczną, narażoną na nieustanną krytykę. To wszystko nie ma nic wspólnego z płcią – powiedziała mi kiedyś Sass.
Podkreślano, że jest kobietą reżyserką także dlatego, że wchodziła w świat kina, gdy był on domeną mężczyzn. Dzisiaj nad Wisłą jest wiele ciekawych artystek. Agnieszka Holland odbiera kolejne nominacje do Oscara, Małgośka Szumowska – nagrodę za reżyserię na festiwalu berlińskim. Ale przecież w latach 50., gdy do szkoły filmowej zdawała Barbara Sass, wyłom w zmaskulinizowanym krajobrazie filmowym robiła tylko Wanda Jakubowska, którą zresztą i tak wszyscy traktowali jak silnego faceta. „Baby" mogły co najwyżej kręcić filmy dla dzieci. 16-letnia Sassówna miała jednak inne marzenia. Nosiła w sobie niezależność, chciała iść własną drogą.
Urodziła się w Łodzi 14 października 1936 roku. Po wojnie, którą przeżyła jako małe dziecko, rosła w spokojnym, stabilnym domu. Takim, który – jeśli nie pochłonie i nie zdominuje – czyni człowieka silnym.
– Najważniejszą postacią mojej młodości był ojciec – opowiadała mi. – Typowy społecznik. Jako kurator województwa łódzkiego walczył o sprawy nauczycieli, upominał się o małe szkoły w gminach. Wszyscy go kochali. Umarł w 1968 roku, strasznie przeżyłam jego śmierć. Na pogrzebie byłam półprzytomna. Ale czegoś podobnego nie widziałam nigdy: cmentarz był wypełniony po brzegi, z okolic Łodzi przyjeżdżały autokary, z których wysypywali się ciągle nowi ludzie.
Rodzina ze strony matki Janiny Sass z domu Kapczyńskiej, dyrektorki Studium Nauczycielskiego dla Trenerów Wychowania Fizycznego, była typowo mieszczańska. Dziadek miał w Łodzi fabrykę. Babka urodziła kilkanaścioro dzieci.
– Pamiętam wigilie, w czasie których do stołu siadało po 30–40 osób. Niemal cała ta rodzina była inżynierska, a ja wybrałam drogę artystyczną. Po śmierci babki straciłam z nimi kontakt. Ale może rekompensuję to sobie upodobaniem do rodzinnych sag? Może dlatego lubię Galworthy'ego? – zastanawiała się reżyserka.
Odrzuciła wielopokoleniowy, tradycyjny dom, nie poszła też śladem ojca.
– Wiedziałam, że mam zadatki na ciotkę rewolucji, więc tym silniej broniłam się przed pracą społeczną – tłumaczyła mi. – Chciałam mieć swoje życie dla siebie.
Jak zmienia się świat i Polska. Jak wygląda nowa rzeczywistość polityczna po wyborach prezydenckich. Polityka, wydarzenia, społeczeństwo, ekonomia i psychologia.
Czytaj, to co ważne.
„Bałtyk” Igi Lis jednych rozczuli i zachwyci, innym przypomni, dlaczego od polskiego wybrzeża stronią.
Mamy technologie i infrastrukturę, dzięki którym możemy stworzyć łączność bardzo mocno dostosowaną do potrzeb danego przedsiębiorcy. My nazywamy to sieciami kampusowymi – mówi Mariusz Garczyński, ekspert ICT Orange Polska.
„Lucky Jack” pozwala sprawdzić, czy ma się szczęście w kartach.
Pozycji o himalaizmie było mnóstwo, ale pisanej z perspektywy lekarza dotąd żadnej.
„Obcy: Ziemia” to nie tylko horror sci-fi, ale też opowieść o obsesji nieśmiertelności.
Do języka potocznego przeszło nieco romantyczne powiedzenie o tym, by może jednak rzucić wszystko i wyjechać w Bieszczady.
Opowiadania Thomasa Wolffa wydają się nieskomplikowane, ale to tylko pozory. Przecież ich bohaterowie namiętnie...
Kiedyś dotacje, teraz raczej kredyty na preferencyjnych warunkach. Podejście Brukseli do finansowania rozwoju przedsiębiorstw z branży rolno-spożywczej ewoluuje, ale niezmienne jest to, że wciąż firmy mogą liczyć na wsparcie. Co więcej, już nie tylko ze środków unijnych, ale także krajowych.
Masz aktywną subskrypcję?
Zaloguj się lub wypróbuj za darmo
wydanie testowe.
nie masz konta w serwisie? Dołącz do nas