Sylvester Stallone w „Królu Tulsy” i Arnold Schwarzenegger w „Fubarze”. Niezniszczalni herosi

Sylvester Stallone w „Królu Tulsy” i Arnold Schwarzenegger w „Fubarze”. przeżywają trzecią młodość za sprawą całkiem udanych seriali.

Publikacja: 09.06.2023 03:00

Stallone i Schwarzeneger w swoich serialowych wcieleniach

Stallone i Schwarzeneger w swoich serialowych wcieleniach

Foto: mat.pras.

Na ten pociąg chce się załapać każdy, bo dzisiaj występ w telewizyjnym serialu to wcale nie krok w tył, lecz przeciwnie. Oczywiście, trzeba ostrożnie wybierać projekty, bo i złych seriali ze sławami w rolach głównych nie brakuje, krytycy znęcali się ostatnio nad „The Terminal List” (Prime Video) z Chrisem Prattem czy nad wchodzącym na ekrany „Idolem” (HBO Max) z wokalistą The Weeknd w obsadzie.

Pieniądze w telewizji wywąchali również starzy wyjadacze, którzy „comebacków” od czasów swojej świetności zaliczyli już kilka – ostatnio Arnold Schwarzenegger (lat 75) i Sylvester Stallone (76). Jeden przeżywał drugą młodość w kolejnych częściach „Terminatora”, drugi pilnuje (jako aktor i producent) złotodajnych serii „Creed” (o duchowych spadkobiercach boksera Rocky’ego Balboa) i sensacyjno-przygodowych pastiszów „Niezniszczalni”. W tych ostatnich grał też Schwarzenegger. Teraz te dwie ikony „męskiego” kina lat 80. i 90. próbują podarować sobie trzecią młodość.

Zesłanie do Oklahomy

Stallone w „Królu Tulsy” (SkyShowtime) dostał rolę, która była jego niespełnieniem. Nigdy nie zagrał w kinie o cosa nostrze z prawdziwego zdarzenia (przemilczmy nieudanego „Capone” z 1975 r.). Jako że w 2023 roku opowiadanie o szowinistycznych maczo-gangsterach ze śmiertelną powagą byłoby ryzykowne, twórcy serii – Taylor Sheridan i Terence Winter – nakręcili dziewięcioodcinkowy dramat z elementami komedii gangsterskiej.

Czytaj więcej

The Weeknd z córką Deppa w serialu

Bohater Dwight Manfredi po 25 latach wychodzi z więzienia. Orientuje się, że świat się zmienił, a wraz z nim zorganizowana przestępczość. Do tego w gruncie rzeczy ma złote serce – każdemu da szansę, dobrze traktuje kobiety, kocha zwierzęta, a siedział oczywiście za niewinność. Do tej roli Sylvester Stallone nadaje się idealnie.

Po odbyciu wyroku Dwight wraca do swoich rodzin – biologicznej i mafijnej – ale dorosła córka odkłada słuchawkę, kiedy słyszy jego głos, a młode pokolenie mafijne najchętniej pozbyłoby się „dziadka”. Kończy się na zesłaniu z Nowego Jorku do tytułowej Tulsy w stanie Oklahoma. Tam ma rozkręcić biznes, czyli w biedzie dożyć resztki swoich dni.

Czytaj więcej

Ed Sheeran powraca. W serialu i z nową płytą

Manfredi jednak ma głowę do interesów i potrafi się odwinąć nawet najtwardszemu samcowi. Z rodziną, którą zawiódł wcześniej, będzie próbował odbudować kontakt. Z tą drugą, która zawiodła jego, pójdzie na noże. Pomogą mu w tym miejscowi, którzy okażą się nie takimi wsiokami, jak to sobie wyobrażali gangsterzy z Brooklynu.

Mój tata to agent

Twórca podzielonego na osiem odcinków „Fubara” (Netflix) Nick Santora postanowił za to przypomnieć ciepłą i komediową twarz Arnolda Schwarzeneggera. Nie porzucił jednak charakterystycznej dla gwiazdy „Terminatora” otoczki sensacyjnej, bowiem jego postać Luke Brunner to agent CIA, który ma przejść na emeryturę. Odniósł wiele zawodowych sukcesów, ale nie udało mu się utrzymać małżeństwa, choć przynajmniej wychował mądrą córkę. Oczywiście od dekad udaje handlowca podróżującego po świecie. Wśród bliskich ma wręcz opinię niezdarnego tatuśka. Wszystko do czasu, kiedy dowie się, że jego córka Emma (Monica Barbaro) również go okłamuje i została zrekrutowana przez wywiad.

„Fubar” to wybuchowa komedia pomyłek. Każdy próbuje zachować przed kimś pozory, ale im bardziej się stara, tym bardziej spektakularnie prawda wychodzi na jaw. Wzajemne wykrycie kłamstw prowadzi do tego, że córka i ojciec muszą razem dokończyć niebezpieczną misję przeciwko terrorystom. Ich akcja oraz relacje z pozostałymi agentami będzie okazją do niekończącej się serii międzypokoleniowych i międzypłciowych żartów. Całkiem udanych, bo „Arnie” ma do siebie dużo dystansu i sporą vis comica. W parodystyczny sposób nawiązuje do swoich starych filmów, m.in. do sceny ze śmigłowcem w „Predatorze”, która dziś jest już internetowym memem.

„Fubar” spodobał się widzom, krytykom już trochę mniej, ale i tak Netflix postanowił kuć żelazo póki gorące i chwilę po premierze wypuścił trzyodcinkowy dokument poświęcony Schwarzeneggerowi zatytułowany po prostu „Arnold”. O kontynuacji „Fubaru” na razie jednak cisza. Inaczej niż w przypadku „Króla Tulsy”, którego drugi sezon oficjalnie zapowiedział Paramount.

Na razie więc w rywalizacji wiekowych samców prowadzi Stallone. Także dlatego, że jego „Król Tulsy” wydaje się być lepszą produkcją, pomimo mniejszej liczby wybuchów i scen akcji. Realizowaną bardziej wystawnie, z większym bogactwem scenografii, postaci drugoplanowych i kręconą w autentycznych lokalizacjach. Widać, że gwiazda „Rambo” podchodziła do projektu poważnie, traktując „Króla Tulsy” jako jeszcze jedną próbę wyjścia poza wizerunek mięśniaka. Schwarzenegger z tego wizerunku czerpie garściami, ewidentnie odcinając kupony i trudno nie dostrzec, że świetnie się przy tym bawi.

Platformy streamingowe
„Nieobliczalna": Julia Wieniawa i Agnieszka Grochowska bronią się przed Amazonem
Platformy streamingowe
Ten show Freddie Mercury kończył w plażowych spodenkach. Queen w Montrealu
Platformy streamingowe
„Problem trzech ciał” - serial, który pobudza do myślenia
Platformy streamingowe
Serial „1670” będzie miał dalszy ciąg
Platformy streamingowe
„Reżim” z Kate Winslet. Putin, Trump, Le Pen i Rasputin w jednym
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży