Krajowy System e-Faktur przypomina zaawansowane technologicznie urządzenie, które w teorii ma ułatwiać życie użytkownikom, lecz zostało oddane do użytku bez pełnej instrukcji obsługi, z nie w pełni przetestowanym oprogramowaniem i z uspokajającym komunikatem producenta, że „wszystko powinno działać”. Ministerstwo Finansów zapewnia, że system jest gotowy, jednak im dłużej słucha się publicznych wyjaśnień, tym trudniej oprzeć się wrażeniu, że o terminie jego uruchomienia w większym stopniu zadecydował kalendarz niż realny poziom przygotowania.
Ma nie być sankcji za KSeF
W tym kontekście uspokajająco brzmi zapowiedź braku sankcji w początkowym okresie funkcjonowania KSeF. Tyle że brak kar nie oznacza braku problemów. Nie zapobiegnie zatorom płatniczym ani chaosowi dokumentacyjnemu, który najmocniej odczują przedsiębiorcy. I nie tylko oni. Administracyjny bałagan bywa bowiem impulsem do ucieczki w szarą strefę – kosztowną także dla finansów publicznych.
Chaos wydaje się przy tym niemal nieunikniony. Część firm będzie musiała wdrożyć KSeF od 1 lutego, część nie. Inni przedsiębiorcy mogą z systemem zwlekać, skoro brak sankcji nie będzie do tego motywował. Kolejna grupa zostanie do KSeF przymuszona przez kontrahentów. Taki układ trudno uznać za przepis na uporządkowany system rozliczeń. Czy tego rzeczywiście potrzebują dziś polscy przedsiębiorcy?