Tomasz Pietryga: Rząd Tuska w sprawie KRS goni króliczka i nie chce go złapać

Sejm, przyjmując zmiany w ustawie o Krajowej Radzie Sądownictwa, posłuchał głosów radykalnej części środowiska sędziowskiego. To oznacza jedynie pogłębienie konfliktu wokół wymiaru sprawiedliwości, a nie jego wygaszanie.

Publikacja: 12.04.2024 20:18

Raczej trudno się spodziewać, aby przepisy o KRS weszły w życie

Raczej trudno się spodziewać, aby przepisy o KRS weszły w życie

Foto: Fotorzepa, Jakub Czermiński

Słusznie, że posłowie wrócili do starego modelu wyboru sędziów na członków KRS, zastępując kontrowersyjny, polityczny tryb wyborem przez samo środowisko sędziowskie. Była to jedna z przyczyn, która doprowadziła do konfliktu ustrojowego między władzą polityczną a sądowniczą, a także do podziału wewnątrz samego środowiska sędziowskiego, który okazał się destrukcyjny dla państwa.

Czytaj więcej

Sejm uchwalił zmiany w KRS. Mogą się zderzyć z wetem prezydenta

KRS: Rewanżyzm czy kompromis?

Rząd Donalda Tuska, a później posłowie w Sejmie znaleźli się w tej kwestii na rozdrożu. Mogli wybrać drogę prowadzącą do wygaszania sporu wokół sądownictwa i szukać rozwiązań kompromisowych, niekolizyjnych, zmierzających do unormowania sytuacji w wymiarze sprawiedliwości. Albo skierować się na ścieżkę rozliczeń, gdzie naprawa Temidy idzie w parze z ukaraniem tych, którzy skorzystali na wadliwym systemie.

Wybrano drugą opcję. Słusznie poprawiono tryb wyłaniania składu KRS, oddając wybór członków Rady w ręce sędziów, a także modyfikując go na tyle, aby ograniczyć swoistą kastowość wyborczą, jaka miała miejsce przed 2018 rokiem. Zmiany zakładają, że wybory będą miały charakter powszechny (oczywiście w środowisku sędziowskim). Zapomniano jednak o zwiększeniu wpływu na sądownictwo czynnika społecznego i obywatelskiego. Co prawda ustawa powołuje Radę Społeczną przy KRS, składającą się z przedstawicieli korporacji prawniczych czy organizacji pozarządowych, która ma opiniować sędziów, ale to za mało. W sposób mało przekonujący zrezygnowano np. z rozwiązania wskazującego, że kandydatów do KRS może zgłaszać grupa 2 tys. obywateli. Czy obawiano się zbyt dużej ingerencji społeczeństwa w proces wyboru składu Rady?

Zignorowanie tego pomysłu to zaprzeczenie idei budowania wymiaru sprawiedliwości bliżej obywateli. A pojawiła się ku temu szansa. Szkoda, że tak się stało, tym bardziej, że brak kontroli obywatelskiej nad sędziami jest od dekad główną przyczyną niskiego zaufania społecznego i braku szacunku do Temidy. Autorom tego projektu, przede wszystkim sędziom z różnych stowarzyszeń, ale też politykom, ten fakt ciągle gdzieś umyka.

To zmarnowana szansa, ale nie kontrowersja. Ta leży bowiem gdzie indziej. Ustawa odbiera prawo kandydowania do nowej KRS blisko 3 tys. sędziów, którzy odbyli proces nominacyjny po 2017 r., gdyż przeszli przez wadliwie ukształtowany organ. W ten sposób, bez żadnych orzeczeń sądowych i określania indywidualnych win, próbuje się budować sędziowski apartheid. Dzieli się sędziów na tych lepszych, tych praworządnych, i gorszych, niepraworządnych, do których można mieć ograniczone zaufanie.

Weto prezydenta Andrzeja Dudy prawie pewne

Niestety, jak widać, zwyciężył rewanżyzm lansowany przez grupę sędziowskich aktywistów, którzy mieli wpływ na uchwalane przepisy. Jest to podejście dość płytkie, krótkowzroczne, a przez to groźne w skutkach. Jak obywatele mają bowiem patrzeć na sędziów drugiej kategorii? Czy ta stygmatyzacja oznacza, że ich wyroki są gorsze, mniej ważne, mniej sprawiedliwe? Mało tego, może wkrótce ich orzeczenia zostaną podważone?

Rządzący wybrali doraźną politykę, a nie uzdrawianie kraju i forsują rozwiązania, co do których mają niemal pewność, że nie wejdą w życie.

Ustawodawca wysyła społeczeństwu bardzo zły sygnał. Tym bardziej, że to społeczeństwo już i tak ma problem z zaufaniem do sędziów. Teraz ten problem może się „ustawowo” pogłębić. Abstrahując od celowości i sprawiedliwości takich rozwiązań, warto zastanowić się, na jakiej podstawie sędziowie, którzy rozwijali swoje kariery w latach, gdy rządziło Prawo i Sprawiedliwość, mają być karani ograniczeniem prawa wyborczego. Nikt nie sprawdza nawet, czy zachowali standardy niezawisłości, czy działali zgodnie z sędziowską etyką. Wprowadzenie domniemania winy i odpowiedzialności zbiorowej jest niefortunne. Takie podejście może prowadzić do jeszcze głębszego podziału na „my” i „oni”, kreując sędziów „naszych” i „waszych”. Problem w tym, że w ten sposób zawsze będzie jakiś podział i grupa poszukująca sprawiedliwości każdorazowo po zmianie władzy w kraju. I w ten sposób konflikt o sądownictwo nigdy się nie skończy.

Na dodatek ustawa nie ma raczej szans na wejście w życie, gdyż weto zasugerował już prezydent Andrzej Duda, którego uwagi do projektu nie zostały wysłuchane. Rządzący wybrali zatem doraźną politykę, a nie uzdrawianie kraju i forsują rozwiązania, co do których mają niemal pewność, że nie wejdą w życie. W taki oto sposób odtworzony został mechanizm znany z czasów PiS: w reformowaniu sądownictwa nie chodzi o to, żeby kiedyś złapać króliczka, ale o to, żeby go nieustannie gonić.

Słusznie, że posłowie wrócili do starego modelu wyboru sędziów na członków KRS, zastępując kontrowersyjny, polityczny tryb wyborem przez samo środowisko sędziowskie. Była to jedna z przyczyn, która doprowadziła do konfliktu ustrojowego między władzą polityczną a sądowniczą, a także do podziału wewnątrz samego środowiska sędziowskiego, który okazał się destrukcyjny dla państwa.

KRS: Rewanżyzm czy kompromis?

Pozostało 91% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Prawne
Ewa Szadkowska: Kampania za rządowe pieniądze? Krzysztof Szczucki prochu nie wymyślił
Opinie Prawne
Piotr Podgórski: Jak walką z cyberzagrożeniem wylewamy dziecko z kąpielą
Opinie Prawne
Tomasz Justyński: Czy to już koniec zasiedzenia, jakie znamy?
Opinie Prawne
Pietryga: Kompromis czy konfrontacja w sprawie KRS? Sądzę, niestety, że to drugie
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: W co gra Tomasz Szmydt? Małpa z brzytwą na ramieniu Łukaszenki