Michał Gabriel - Węglowski, Jacek Potulski: Wyzerować TK, czy system prawny

Profesorowie J. Zajadło i T. Koncewicz piszą, że bywają takie chwile, gdy interpretacja Konstytucji wymaga nie tylko rozwagi, lecz także odwagi. Naszym zdaniem, wcielenie w życie ich propozycji byłoby niewątpliwie aktem odwagi, a wręcz skrajnej prawnej brawury.

Publikacja: 22.02.2024 14:05

Julia Przyłębska

Julia Przyłębska

Foto: PAP/Radek Pietruszka

Jerzy Zajadło i Tomasz Koncewicz, profesorowie z naszej Alma Mater, Uniwersytetu Gdańskiego, których znamy i szanujemy, opublikowali w „Rzeczpospolitej” (15 lutego 2024 r.) tekst zatytułowany <<„Sąd Przyłębskiej” należy wyzerować i powołać TK na nowo>>. Temat nie nowy, oczywiście, ale nieustannie aktualny w obliczu funkcjonowania (czy raczej dysfunkcji) naszego Trybunału Konstytucyjnego. Rzecz w tym, że proponowany przez nich lek, w naszej ocenie, prędzej definitywnie pacjenta – polski system prawny, nie tylko Trybunał – zabije, niż go doprowadzi do zdrowia. Świetnie, że propozycje wyjścia z impasu pojawiają się, na tym polega debata publiczna. Jednakże, więcej w wywodzie Autorów argumentacji politycznej, niźli prawnej, choć i ta pierwsza nie jest nam obca. Signum temporis…Nie tylko w Polsce prawo jest od dłuższego czasu w głębokiej defensywie wobec siły polityki.

Zacznijmy od diagnozy, tu bowiem całkowicie się z Autorami zgadzamy. Przed 2016 r. zdarzały się Trybunałowi, rozstrzygnięcia „dziwne” (np. w sprawach związanych z budżetem Państwa), ale były to jednak wyjątki od reguły. Sąd konstytucyjny, mimo zastrzeżeń i czasem krytyki orzeczeń, cieszył się zasadniczo autorytetem wszystkich środowisk prawniczych. Nie było żenujących sporów i wyścigów z Sądem Najwyższym. Orzecznictwo TK było często przywoływane w różnego typu decyzjach prawnych, od wyroków po rozstrzygnięcia administracyjne. Aktualnie zaś postrzeganie Trybunału oscyluje w stanach wyjątkowo niskich, łagodnie rzecz ujmując. Przyczyny tego są powszechnie znane. Obecność w togach i biretach, w gmachu i na stanowisku sędziowskim - które dla każdego prawnika powinno być Everestem kariery, a może raczej jej K2 zdobytym zimą - niektórych osób nie tylko nas napawa, znów ujmujemy to najdelikatniej, skrajnym absmakiem. Jeśli system prawny państwa przyrównać do człowieka, to jego mózg w postaci Trybunału jest mocno niedotleniony. Wymienić więc mózg, czy udrożnić dopływ krwi ? A po wtóre – o czym dalej – czy prawna rola Trybunału w systemie, w aspekcie „hamulcowego” procesu ustawowego, nie jest czasem zdemonizowana ?

Czytaj więcej

Koncewicz, Zajadło: „Sąd Przyłębskiej” należy wyzerować i powołać TK na nowo

Profesorowie Zajadło i Koncewicz proponują wprost – rozwiązanie obecnego Trybunału uchwałą sejmową. W imię walki o Konstytucję i praworządność. O ile rozumiemy emocje, podobne do naszych, które stoją za takim postulatem, o tyle oczom i uszom nie wierzymy, że krok taki można by poczynić . Zaskakuje krótkowzroczność takiej propozycji, a także nieliczenie się z różnymi czynnikami poza systemem prawnym, choć to głównie pozaprawnie propozycja ta jest uzasadniana.

Powraca pytanie, czy rzeczywiście bezprawie, albo szerzej, patologie zwalczać winniśmy nowym bezprawiem ? I czy, abstrahując już od prawa, taka metoda przysparza poparcia politycznego opcji rządzącej, która się na taki krok decyduje ? Tym bardziej, gdy ewidentnie contra legem dotyczy on Konstytucji, a nie ustawy. Oczywiście, Zjednoczona Prawica nie przegrała wyborów dlatego, że część ich działań budziła przez 8 lat wiele sprzeciwów także na gruncie przestrzegania prawa, w tym ustawy zasadniczej. Ale protesty w obronie Konstytucji i praworządności swoją wagę w tym ogrodzie kamieni i kamyczków miały. Zachęcanie teraz, nawet w szczytnej intencji do pójścia wbrew Konstytucji, to zaprzeczenie tej walce, którą między inni profesorowie Zajadło i Koncewicz publicznie dzielnie wówczas toczyli.

Skądinąd, prof. J. Zajadło w bardzo ciekawej książce pod jego i prof. K. Zeidlera redakcją „Fascynujące ścieżki filozofii prawa. Część II” (Warszawa ‘2021) w jednym z rozdziałów opisuje i to z wielką dozą krytycyzmu, jak po zamachu na World Trade Center w 2001 r. opinie rządowych prawników uzasadniły stosowanie „łagodnych” tortur i utworzenie więzienia w bazie Guantanamo wobec podejrzanych o terroryzm. Sytuacje nadzwyczajne, jak widać, bardzo łatwo, skłaniają do „jazdy po bandzie”, albo w ogóle poza nią. Czasem nawet słusznie. Kiedy na ulicy atakują cię nożem, to nie cytujesz kodeksu karnego, lecz wyciągasz pistolet, jeżeli szczęśliwie jesteś w jego posiadaniu. Jednak przed ostateczną decyzją, czy iść drogą „Brudnego Harr’yego”, czy jednak legalizmu, warto się trzy razy zastanowić, zwłaszcza, gdy było i jest dość chwili na refleksję. Stan demokracji w Polsce, choć osłabionej, mimo wszystko, nie daje ku nagłości powodów.

Trybunał Konstytucyjny jest jedną z instytucji najsilniej umocowanych w Konstytucji RP (inaczej niż np. Prokuratura, czy adwokatura, których niemal w ogóle tam brak…). Do tego stopnia, że w Rozdziale VIII „posiada” swój podrozdział z dziewięcioma obszernymi artykułami, pełnymi różnych norm. Sposób wyboru i kadencyjność sędziów są jednoznacznie zdefiniowane w art.194 ust.1. Nie ma tu żadnego miejsca na funkcjonalne, celowościowe i Bóg wie, jakie wykładnie. Dziewięcioletnia kadencja prawidłowo wybranego przez Sejm sędziego jest niemożliwa do przerwania w sposób legalny (poza trybem karnym lub dyscyplinarnym).

Autorzy piszą o konieczności zaryzykowania w imię odbudowywania praworządności i uprzedzają oczywisty argument polemiczny: „Może się rzecz jasna w związku z tym pojawić zarzut, że kiedyś zmieni się władza i wykorzysta ten precedens. Odrzucamy ten argument. Jeśli kiedyś pojawia się siła polityczna zdolna do takiej dewastacji konstytucji, jaka miała miejsce w ostatnich latach, to argument z precedensu poprzedników będzie miał drugorzędne znaczenie. Będą cięli równo z trawą, bez względu na to, czy obecnie sięgniemy do uchwały Sejmu czy do incydentalnej zmiany konstytucji. Zapowiedział to już pewien nadprezes – „sięgniemy po środki specjalne i nadzwyczajne”.”. Racja, taki scenariusz, odwetu, jest prawdopodobny. Tyle, że argument z tego wyprowadzany jest zupełnie chybiony, a przy okazji pomija, że ów precedens, furtkę do nadużyć uchylił już Sejm VII kadencji w 2015 r., wybierając „nadprogramowo” sędziów do Trybunału.

Mówimy o zdarzeniach przyszłych, a zatem z natury niepewnych. Nie wiemy, kto, kiedy i w jaki sposób zastąpi dzisiejszą władze. Może nastąpi to za dwa, trzy lata, a może za lat kilkanaście, co zdecydowanie zmienia perspektywę tych zdarzeń. Po drugie, jeżeli zakładamy, że ów „nadprezes” będzie „ciął równo z trawą” bez względu na to, co dziś i jak zrobimy z Trybunałem, to tym bardziej Konstytucji nie wolno zmieniać poselskimi uchwałami. Jeśli dziś zetniemy Trybunał „równo” w taki sposób, to uczynimy dokładnie to samo, co zwalczaliśmy przez ostatnie lata. Uważaj, gdy patrzysz w otchłań, bo ona spogląda na Ciebie, jak celnie zauważał Nietzsche…

Zapobieżeniu powrotowi czy dojściu do władzy tego czy innego prezesa i partii, ma służyć mądrze prowadzona polityka danego rządu i większości parlamentarnej, a nie manipulowanie lub jego łamanie, a Konstytucji w szczególności.

Oczywiście, ostatnie osiem lat skołatały kompletnie dusze wielu prawników. Czasem mieliśmy poczucie, że wiele z tego, czego nas uczono na studiach – a jednym z nauczycieli był prof. J. Zajadło – traci rację bytu. To nie jest kraj dla prawników, myślimy sobie, parafrazując braci Coen. Jednak zachować trzeba rozsądek w naprawie systemu i Państwa. Dramatyczne decyzje w sferze praworządności, nagłe likwidacje czy zmiany sądów, trybunałów, mogą odbywać się tylko w momentach absolutnie dziejowych, całkowitej zmiany systemowej. Takich jak odzyskanie niepodległości przez Polskę sto lat temu, jak upadek reżimu hitlerowskiego w Niemczech, czy kolaps systemu komunistycznego w latach 1989-1990. Podchodząc z całym krytycyzmem do okresu 2015-2023, demokratyczna zmiana wyborcza, jaka nastąpiła jesienią zeszłego roku, daleka jest od takiego przełomu. Znaj proporcje, mocium panie...

A i tak przecież w tych wypadkach „dziejowych” reformy następowały w bardzo różny sposób. Choćby nasz TK, istniejący realnie od 1986 r., nie został w chwili upadku PRL zastąpiony z miejsca nowym składem. Kazimierz Działocha, jeden z późniejszych twórców Konstytucji RP, zajmował stanowisko sędziego Trybunału do 1985 r. do 1993 r. Podobny okres orzekania przypadł jeszcze pięciu innych sędziom.

Nie zapominajmy też, cokolwiek myślimy o tym, czy innym sędzim TK, że zdecydowana większość z nich została wybrana przez większość parlamentarną, na którą nawet w ostatnich de facto przegranych dla niej wyborach zagłosowało najwięcej, bo około 7 milionów naszych obywateli. Oczywiście, to nie kwestia Trybunału decydowała o ich głosach, ale „wyrzucenie” jego legalnych sędziów byłoby po prostu elementarnym brakiem szacunku dla politycznych oponentów. Podeptaniem tego, czego sami dziś rządzący, słusznie, domagali się przez te poprzedni lata.

Wreszcie, last but not least, ogromnych napięć w kraju mamy pod dostatkiem. Tymczasem, wszyscy wiemy, co się dzieje wokół nas. Nasza chata nie kraja, przeciwnie. W krótkim czasie możemy mieć wojnę pełnoskalową z Rosją, albo przynamniej poważne ataki hybrydowe itp. Postulowana wymiana Trybunału tylko doleje potężny kanister benzyny do wewnętrznego konfliktu. Tego potrzebujemy ? Oczywiście, sytuacja wymaga odpowiedzialności także polityków ze strony aktualnej opozycji i osób związanych z nimi, konstruktywnej krytyki rządu i współpracy tam gdzie się da, a nie siania medialnego zamętu. Cynicy mogą nas brać za naiwnych. Wszak zwracamy uwagę, że martwym cynikom, jak i umarłym idealistom, rozerwanym przez rosyjski pocisk, ich dotychczasowe racje są równie przydatne, co kadzidło.

Oczywiście, nie mamy złudzeń, że Trybunał Konstytucyjny w obecnym – wątpliwym w sporej części - składzie będzie in gremio sprzyjał zmianom i reformom proponowanym przez rządzących. Choć już samo słowo „sprzyjał” budzi wewnętrzny sprzeciw, skoro sądy i trybunały winny sprzyjać prawu, a nie rządom. Nie jest jednak tak, że mamy do czynienia z beznadziejną sytuacją. Nie sposób zrozumieć podejścia niektórych komentatorów, że nie da się skutecznie zmieniać państwa bez de facto – hmm…- „odbicia” TK. Można to robić, choć wymaga większej cierpliwości, konsekwencji, a przede wszystkim spokoju i mądrości, których, co już widać, w niektórych obszarach ewidentnie brakuje.

Jest wiele okoliczności i mechanizmów, które pozwalają nie tyle marginalizować TK, co po prostu traktować go jako jeden z punktów nawigacyjnych na kursie reform. Częściej może być on rafą, rzadziej latarnią. Obecna koalicja parlamentarna przecież dopiero co zwyciężyła w wyborach, a wiele wskazuje, że wygra również elekcje samorządową, europejską i przyszłoroczną prezydencką. Kolejne wybory parlamentarne przypadają w normalnym trybie dopiero na jesień 2027 r. Do tego czasu zakończy się kadencja pięciu prawidłowo powołanych sędziów Trybunału. W tym już w grudniu tego roku urzędowanie zakończy sędzia Julia Przyłębska, a ostatni z tej piątki (sędzia Andrzej Zielonacki) w czerwcu 2026 r. Ergo, grubo ponad rok przed kolejnymi wyborami do Sejmu i Senatu, w 15-osobowy skład TK wchodzić będzie już 8 sędziów wybranych w obecnej kadencji parlamentu.

A co do tego czasu uczynić z Trybunałem ?

Z pewnością uchwałą Sejmu, stosując się do wyroku z dn. 3 grudnia 2015 r. (sygn. K 34/15) niekwestionowanego jeszcze w żaden sposób składu Trybunału Konstytucyjnego, natychmiast usunąć można tzw. sędziów – dublerów. To chyba już przestało budzić jakiekolwiek wątpliwości.

Trudno też jednoznacznie co do wszystkich legalnie powołanych i urzędujących sędziów TK z całkowitym przekonaniem mówić o braku ich niezależności. Choćby sędzia Piotr Pszczółkowski potrafił niejednokrotnie zdobywać się na odrębny głos (niestety, jego kadencja kończy się już w grudniu tego roku). Stopniowo powiększająca się liczba nowych sędziów w Trybunale powinna sprzyjać wywiązywanie się realnych dyskusji nad wyrokami, w tym zgłaszaniu zdań odrębnych, które także mają wpływ na późniejsze kształtowanie się orzecznictwa sądów powszechnych, administracyjnych oraz SN. Ten sam proces zwiększania się proporcji sędziów i dialogu wewnątrz Trybunału może też wpływać odpowiedzialność dyscyplinarną poszczególnych sędziów, a co najmniej tonować zapędy w kierunku grożącym taką odpowiedzialnością.

Pozostaje też rozproszona kontrola konstytucyjności. O ile, oczywiście, sądy inne niż TK nie mogą rozstrzygać w sprawach i w sposób zastrzeżony w art.188 Konstytucji, to in concreto mogą – zgodnie z art.178 ust.1 – bezpośrednio odwoływać się do przepisów ustawy zasadniczej, jak też w drodze wykładni prokonstytucyjnej stosować lub odmawiać stosowania przepisów ustawowych i wykonawczych. I przecież od blisko trzech dekad to czynią.

Po czwarte, jeżeli wybory prezydenckie za rok wygra osoba bliższa dzisiejszemu obozowi władzy, to z pewnością rola TK jako „opornika” ulegnie istotnemu osłabieniu.

Wreszcie, ostatni element – faktycznie, najtrudniejszy (co obecnie wyklucza zmiany konstytucyjne w drodze politycznego konsensusu), także na skutek pędu do załatwienia spraw tu i teraz, natychmiast, gdy tymczasem dobre reformy wymagają rozwagi, przemyślenia i przygotowania zawczasu. Mianowicie dialog, choćby twardy i stanowczy, ale próba porozumienia się z niektórymi przedstawicielami poprzedniego obozu rządzącego, czy politykami, którzy dystansują się do obu głównych stron sporu.

W tym rozmowa z Prezydentem RP, np. w kwestii wyboru nowego Prezesa TK. Każdy obywatel ma prawo do własnej, również niekorzystnej oceny prezydenckich działań przez minione lata i powszechnie znanych jest tu wiele opinii negatywnych. Jednakże jeszcze przez kilkanaście miesięcy Andrzej Duda pozostawać będzie głową Państwa z realnym wpływem na niektóre ważne procesy decyzyjne. Można Prezydenta nie lubić, ale ignorowanie tego faktu przypomina odmrażanie sobie nosa na złość mamie.

Konkludując, profesorowie J. Zajadło i T. Koncewicz piszą, że bywają takie chwile, gdy interpretacja Konstytucji wymaga nie tylko rozwagi, lecz także odwagi. Naszym zdaniem, wcielenie w życie ich propozycji byłoby niewątpliwie aktem odwagi, a wręcz skrajnej prawnej brawury. Ale na pewno nie rozsądku. Jeżeli dziś w całości wymienimy obecny Trybunał Konstytucyjny poprzez uchwałę Sejmu RP, to od razu wyrzućmy Konstytucję do najbliższego kosza na śmieci. Będzie ona mniej warta niż papier, na którym ją onegdaj spisano.

dr Michał GABRIEL – WĘGLOWSKI, prokurator Prokuratury Regionalnej w Gdańsku

dr hab. prof. UG Jacek POTULSKI, adwokat

Opinie Prawne
Marek Isański: TK bytem fasadowym. Władzę w sprawach podatkowych przejął NSA
Materiał Promocyjny
Tajniki oszczędnościowych obligacji skarbowych. Możliwości na różne potrzeby
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Rząd Tuska w sprawie KRS goni króliczka i nie chce go złapać
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Czy tylko PO ucywilizuje lewicę? Aborcyjny happening Katarzyny Kotuli
Opinie Prawne
Marek Dobrowolski: Trybunał i ochrona życia. Kluczowy punkt odniesienia
Opinie Prawne
Łukasz Guza: Ministra, premier i kakofonia w sprawach pracy