Marek Isański: Jak się w Polsce niszczy biznes

„Organ jest nieomylny, obywatel to krętacz”

Publikacja: 09.12.2023 15:53

Marek Isański: Jak się w Polsce niszczy biznes

Foto: Adobe Stock

Na rynku właśnie ukazała się książka pt. „Polowanie. Jak się w Polsce niszczy biznes”. To kilkanaście historii przedsiębiorców i menadżerów, którym państwo zrujnowało firmy i kariery. W tej książce jest i moja opowieść o tym jak w praworządnym państwie poświęcić musiałem 18 lat (prawie pół życia zawodowego) i wiele milionów złotych na wykazanie, że bezzasadne były zarzuty fiskusa stawiane mi i założonemu przeze mnie Towarzystwu Finansowo-Leasingowemu, które upadło, bo żadna normalna firma tak długiej wojny finansowo nie wytrzyma.

Ważniejsze od moich osobistych przeżyć jest społeczna świadomość co w tym kraju nie działa. Takie pytanie zadał mi Szymon Krawiec i moja odpowiedź była krótka: „Nie działa w zasadzie nic bo nie musi. Bo nie działają sądy administracyjne(!)”. To jest główna przyczyna, że państwo niszczy podatników i można by napisać o tym nie jeden rozdział w książce, a całą encyklopedię.

Czytaj więcej

Marek Isański: Czy sędziowie NSA popełnili przestępstwo?

To w sądach administracyjnych kumuluje się całe zło, którego doświadczają podatnicy. Administracja będzie przestrzegać prawa tylko wtedy kiedy sąd administracyjny będzie to na niej wymuszał. Gdy sąd będzie przymykał oczy na nawet niewielkie naruszenia prawa przez fiskusa to urzędnicy to natychmiast wykorzystają i będą łamać prawa podatników coraz bardziej aby zwiększać w ten sposób wpływy do budżetu. Takie są prawa rządzące każdą administracją.

NSA powinien bronić praw obywateli/podatników a w praktyce często/prawie zawsze jest na odwrót. Dba o komfort pracy administracji i wpływy do budżetu. Podczas gdy temu sądowi nawet nie wolno myśleć o tym jaki podatek ciąży na podatniku. To czy podatnik zapłacił podatek w poprawnej wysokości kontroluje w RP fiskus. A sąd administracyjny ma konstytucyjne zadanie kontrolowania tego czy fiskus nie naruszył prawa kontrolując obywatela. Proste jak drut, ale obce sądowi administracyjnemu. Dlatego poniżej publikuję niewielki fragment z książki, który pokazuje kilka absurdów z działania tego sądownictwa.

Zgodnie z Konstytucją, prawo podatkowe w Polsce, oczywiście, uchwala parlament, ale przygotowuje je Ministerstwo Finansów.

– Już sama ta sytuacja jest, delikatnie mówiąc, patologiczna – mówi Isański.

– Naturalne jest bowiem, że ministerstwo pisze przepisy tak, żeby wygodnie było administracji skarbowej, a nie obywatelom. Żeby urzędnicy interpretowali je pod siebie i ściągali podatków więcej – dodaje.

Tony papieru zapisane w resorcie finansów lądują więc w Sejmie. Czekają na głosowanie. Posłowie klepią kolejne ustawy. Przytłaczająca większość z nich na prawie podatkowym się nie zna i nawet nie wie, za czym podnosi rękę.

– Zdumiewa mnie to, że uchwalanie prawa podatkowego odbywa się w ekspresowym tempie. Bez konsultacji społecznych, bez opinii ekspertów, bez niezbędnych analiz. Prawo podatkowe pisze się na kolanie, więc jest ono złe, niejasne, sprzeczne wewnętrznie. Taka od lat jest rzeczywistość ten stan cały czas się pogarsza. Od czasów rzymskich wiadomo, że prawo uchwalać należy z rozwagą, powoli – tłumaczy Isański.

Czytaj więcej

Marek Isański: zniszczyli mi firmę i dostali nagrody

Podatnicy mają prawo nie zgadzać się z decyzjami organów podatkowych i mogą wejść z fiskusem w spór. Do rozstrzygania tych sporów są organy wyższej instancji i sądy administracyjne.

– Z sądami administracyjnymi nie jest lepiej niż z urzędnikami. Sądy to, zgodnie z Konstytucją, władza odrębna od administracji. Powinny uchylać wszystkie decyzje, w których naruszono prawa obywateli, a przede wszystkim zastosowano niejednoznaczne, niezrozumiałe dla obywatela przepisy. Tylko w ten sposób mogą one wymusić na ministrze finansów faktyczną dbałość o jakość przepisów podatkowych, i to, aby przepisy były jednoznaczne i porządne. Jeśli parlament uchwali prawo kiepskiej jakości, a sąd nie pozwoli wyrokami na jego stosowanie, stając po stronie praw obywatela, minister będzie musiał pisać prawo porządniej – tłumaczy Isański. - Ale nic takiego się ciągle nie dzieje, jest zupełnie na odwrót.

Z analiz Fundacji Praw Podatnika wynika, że ponad połowa wyroków sądów administracyjnych wydawanych w sprawach zwykłych obywateli jest niezgodna z prawem. Sądy niezwykle często oddalają słuszne skargi obywateli. Dzieje się tak z kilku powodów. Sąd zbyt często koncentruje się na tym, czy organ mógł tak zrobić, jak zrobił w decyzji, a nie na tym, czy obywatel mógł tak postąpić jak postąpił. To jedynie na pozór niewielka różnica, w istocie ma charakter fundamentalny. Bo sąd nie ma firmować działań administracji, lecz chronić praw obywatela, kontrolując, czy administracja rzeczywiście ich nie naruszyła. W większości przypadków nie staje po stronie obywatela, a po stronie administracji – czyli dba o wpływy do budżetu.

– Broni organu, który jego zdaniem jest nieomylny. Tymczasem obywatel to dla niego krętacz, który pewnie kombinował, żeby zapłacić mniej lub wcale. Nikt sędziom nie powiedział, że podstawowym prawem obywatela jest zapłacić możliwie jak najniższy podatek, a nie jak najwyższy. Obywatel chroni przecież swój majątek i ochrona tego majątku podlega konstytucyjnej ochronie, co ma realizować sąd administracyjny. Żaden rząd też jeszcze nie powiedział sędziom, że nie wolno im myśleć kategoriami wpływów do budżetu, bo o wpływy do budżetu ma dbać minister finansów. Sąd jest od kontroli działań administracji, czyli od sprawdzania, czy działa ona zgodnie z prawem, a nie od tego, czy pieniądze do kasy państwa wpłyną, czy też nie – tłumaczy Isański.

Drugim powodem są sami sędziowie sądów administracyjnych. Może nie wszyscy o tym wiedzą, ale duża część z nich to byli pracownicy kontroli skarbowej. Nawet w składzie Naczelnego Sądu Administracyjnego występują sędziowie, którzy przez lata pełnili ważne funkcje w Ministerstwie Finansów, byli naczelnikami urzędów czy dyrektorami izb skarbowych.

– To wręcz niemożliwe, żeby po tym, jak zostali wybrani na sędziów, zmienili przyzwyczajenia i bezstronnie kontrolowali urzędników, jakimi przecież sami kiedyś byli. Jako urzędnicy przywykli do tego, że priorytetem jest zrealizowanie zaplanowanych wpływów do budżetu. Trudno sobie nawet wyobrazić, że wraz z nominacją na sędziego, zapomnieli o tym i przestawili się na priorytet, jakim jest przestrzeganie praw obywateli przez administrację. Wielu jest też wśród sędziów aktywnych pracowników naukowych. To również jakiś dziwoląg, nieznany w świecie – tłumaczy Isański.

Po trzecie, co ma fundamentalne znaczenie, w zasadzie nie istnieje żaden nadzór nad sądami administracyjnymi. W sądownictwie powszechnym sprawuje go Sąd Najwyższy. A Naczelny Sąd Administracyjny nadzoruje sam siebie.

– Powszechnie wiadomo, że nikt nie jest w stanie sam siebie kontrolować. To zasadniczy powód patologii, jaka ogarnęła to sądownictwo. Jakimś bypassem mogłoby być Biuro Orzecznictwa NSA, gdyby rzeczywiście dokonywało krytycznej analizy orzecznictwa i uruchamiało procesy autonaprawy, chociażby takie, jak bezzwłoczne podejmowanie uchwał ujednolicających rozbieżne orzecznictwo, które jest prawdziwą plagą. Rozbieżne wyroki w sprawach podatkowych są całkowicie niedopuszczalne. Podatki są obiektywne i od danego zdarzenia może być podatek albo go być nie może. Nie powinno więc być żadnego przyzwolenia na rozbieżne linie orzecznicze – tłumaczy Isański.

Jednak, jak mówi, nie bardzo wiadomo, co Biuro Orzecznictwa NSA właściwie robi, bo niemal nigdy nie kieruje do Prezesa NSA informacji o potrzebie podjęcia uchwały ujednolicającej orzecznictwo.

– Być może wynika to z tego, że Biurem kieruje zawsze ustępujący prezes NSA. W jaki sposób ma więc uczciwie kontrolować siebie i swoich kolegów? – pyta retorycznie Isański.

Co prawda prezes NSA co roku pisze sprawozdanie z działalności NSA dla Sejmu.

– To opasły dokument na ponad 800 stron. Mam wrażenie, graniczące z pewnością, że nikt go nie czyta, bo tak naprawdę jest to bezwartościowa statystyka ilościowa, a nie jakościowa. Chyba jestem jednym z nielicznych przeglądaczy tego sprawozdania. Nie sposób znaleźć tam informacji, czy sąd działa lepiej, czy gorzej. Zresztą co roku zawiera w zasadzie te same nikomu niepotrzebne informacje, dlatego używam określenia, że jestem przeglądaczem, a nie uważnym czytelnikiem – mówi Isański.

Kolejny problem to bardzo długi czas oczekiwania na rozpoznanie sprawy przez NSA. Na rozprawę czeka się prawie trzy lata. A to przecież sąd kasacyjny, więc sprawy nie załatwia merytorycznie, co najwyżej może uchylić wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego i zdecydować, że sprawa przed sądem toczy się dalej.

– Oznacza to, że obywatel najpierw musi zapłacić kwotę na podstawie decyzji, w której fiskus kwestionuje jego rozliczenie. Potem z powodu tej samej decyzji musi zapłacić za wpis od skargi do WSA. Czeka rok na wyrok i dopiero wtedy może złożyć skargę kasacyjną do NSA, za którą też musi zapłacić koszty wpisu. Prawo do sądu w Polsce jest iluzoryczne, bo obywatel musi je sobie kupić. Prawo uzyskania pomocy w tej dziedzinie to tylko teoria. W praktyce sąd często odmawia zwolnienia z kosztów wpisu nawet, gdy obywatel nie ma na nie pieniędzy – tłumaczy Isański.

Celem reformy sądownictwa administracyjnego sprzed ponad 20 lat było to, aby wyroki NSA były przemyślane i mądre, aby WSA i organy podatkowe wiedziały, jak obowiązujące prawo interpretować. Gdyby tak rzeczywiście było, od większości wyroków WSA nie byłyby składane skargi kasacyjne do NSA. W ten sposób NSA nie byłby przeciążony i jego orzeczenia byłyby jakościowo coraz mądrzejsze i lepsze.

– Niestety ten cel reformy został zrealizowany, ale na odwrót – mówi Isański.

Z roku na rok do NSA wpływa przecież coraz więcej skarg kasacyjnych, co dowodzi przede wszystkim tego, że orzecznictwo NSA jest niskiej jakości, a nie, że obywatele to pieniacze.

– Obywatele pieniaczami nie są, bo za prawo do sądu muszą przecież zapłacić. Nikt normalny nie decyduje się na wyrzucanie pieniędzy w błoto, gdy nie czuje tego, że został skrzywdzony – mówi Isański.

Jego zdaniem natomiast, dodatkową kompromitacją NSA jest fakt, że wpływają do niego wciąż skargi w takich samych sprawach.

– Sędziowie tego nie dostrzegają, traktując obywateli jak pieniaczy. Nawet gdy wpłynie ponad tysiąc skarg na ten sam przepis, będący bublem prawnym, to sądy nie widzą w tym problemu. Potrafią oddalać latami słuszne skargi i dopiero wskutek przypadkowych zdarzeń, a nie procesu myślowego, zmieniają linię orzeczniczą. Niestety, jak zauważą swój błąd, to uważają, że fundamentem państwa prawa jest to, aby wcześniej skrzywdzonym osobom nie oddać majątku utraconego wskutek błędów tego sądu – dodaje.

Na rynku właśnie ukazała się książka pt. „Polowanie. Jak się w Polsce niszczy biznes”. To kilkanaście historii przedsiębiorców i menadżerów, którym państwo zrujnowało firmy i kariery. W tej książce jest i moja opowieść o tym jak w praworządnym państwie poświęcić musiałem 18 lat (prawie pół życia zawodowego) i wiele milionów złotych na wykazanie, że bezzasadne były zarzuty fiskusa stawiane mi i założonemu przeze mnie Towarzystwu Finansowo-Leasingowemu, które upadło, bo żadna normalna firma tak długiej wojny finansowo nie wytrzyma.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Kup teraz
Opinie Prawne
Traple: Ustawa kaucyjna to szansa dla polskich firm
Materiał Promocyjny
Elektrownie jądrowe to naturalny dla Warty obszar zainteresowań
Opinie Prawne
Witold Daniłowicz: Popierajmy łowiectwo, zanim będzie za późno
Opinie Prawne
Marek Isański: Nie wolno zamykać sprawy Tomasza Komendy
Opinie Prawne
Paweł Rochowicz: Trzeba nowej Norymbergi
Opinie Prawne
Michał Gabriel - Węglowski, Jacek Potulski: Wyzerować TK, czy system prawny
Opinie Prawne
Tomasz Pietryga: Ponury morał po śmierci Tomasza Komendy. Pomyłka, za którą nikt nie odpowiedział