Mariusz Muszyński o reparacjach: Polska nie jest bez szans

Odszkodowań, które Niemcy wypłacali niektórym ofiarom wojny, nie można łączyć z reparacjami.

Publikacja: 07.09.2022 07:35

Mariusz Muszyński o reparacjach: Polska nie jest bez szans

Foto: Adobe Stock

W „Rzeczpospolitej” 1 września 2022 r. („Plus Minus”) pojawił się wywiad z prof. Stanisławem Żerką z Instytutu Zachodniego w Poznaniu. Cenię profesora jako historyka. Przedstawił rzetelny opis faktów związanych z reparacjami od Niemiec za II wojnę światową, ale nie jestem w stanie zgodzić się z jego ocenami tych faktów w płaszczyźnie prawa. Dlatego warto dokonać ich pewnej korekty i przypomnieć o kwestiach publicznie szerzej nieznanych.

Czytaj więcej

Prof. Stanisław Żerko: Coś mi tu zgrzyta w sprawie reparacji

Zacznę od tego, że w dokumentacji rządu Bieruta istnieje rzeczywiście uchwała z 23 sierpnia 1953 r. o zrzeczeniu się reparacji od Niemiec. Jednak sam historyczny fakt pojawienia się takiej uchwały jeszcze o niczym nie świadczy. Aby takie zrzeczenie było ważne w wymiarze prawa międzynarodowego, powinno wywołać tam formalne skutki. To byłoby możliwe jedynie w dwóch formułach: gdyby została z Niemcami zawarta umowa międzynarodowa albo kiedy uchwała ta zostałaby potraktowana jako akt jednostronny państwa i spełniła formalne wymogi przypisane przez prawo międzynarodowe do aktu jednostronnego.

Problematyczna uchwała

Dziś wiemy doskonale, że stosownej umowy nie zawarto. Uchwała ta nie spełnia też wielu z kryteriów przewidywanych przez prawo międzynarodowe wobec aktu jednostronnego. Nie mam miejsca na rozpisywanie się o tym wszystkim, tym bardziej że w doktrynie jest na ten temat już sporo artykułów, także cytowana przez prof. Żerkę doskonała wypowiedź ś.p. profesora Jana Sandorskiego, wybitnego specjalisty i mojego nieocenionego przyjaciela.

Ale warto podkreślić, że przede wszystkim brak ten dotyczy kryterium warunku złożenia oświadczenia w sposób publiczny. Uchwałę po prostu przyjęto i zamknięto w archiwum. Wspomniały o niej media komunistyczne z 24 sierpnia 1953 r. Nie została ona natomiast przekazana stronie niemieckiej w drodze dyplomatycznej. W Archiwum MSZ NRD (dziś RFN) znajduje się tylko kopia artykułu z „Trybuny Ludu”, zawierająca informację o takim fakcie, oraz list dziękujący rządowi PRL za „gest przyjaźni” premiera NRD Otto Grotewohla.

Na marginesie tylko wspomnę, że zgodnie z wyrokiem MTS w sprawie Burkina Faso v. Mali (1986) media nie są miejscem zaciągania zobowiązań przez państwo.

Co więcej, warto wiedzieć, że jest dużo wątpliwości, czy taka uchwała została w ogóle formalnie podjęta. Czy nie jest to przypadkiem komunistyczne oszustwo? Pokazuje to już inny dokument – Spis uchwał rządu PRL przyjętych w sierpniu 1953 r. Wynika z niego, że uchwałę dopisano do listy już po przyjęciu innych uchwał, także tych późniejszych (o ile dobrze pamiętam, to na liście 35 uchwał została dopisana jako 19a). Wynika to z faktu, że nie można było zmienić numeracji już przyjętych uchwał, których data, co ciekawe, jest późniejsza. Za uchwałą o zrzeczeniu się reparacji głosowali też wszyscy członkowie rządu. Co za fascynująca obowiązkowość – 100 proc. obecności, mimo że posiedzenie odbywało się – uwaga – w niedzielę.

Czytaj więcej

Komarnicka-Nowak: Nieważność zrzeczenia się przez Polskę reparacji wojennych

O czym nie mówią Niemcy

Jeśli jednak uznajemy istnienie uchwały za fakt, to należy podkreślić, że wątpliwy jest też zasięg takiego zobowiązania. Pojęcie Niemcy było dla PRL ograniczone do Niemieckiej Republiki Demokratycznej. Przypomnijmy, że uznanie RFN przez PRL nastąpiło dopiero w latach 70. XX w.

Jeśli te moje wywody nie wystarczają, proponuję jeszcze sięgnąć do dokumentacji dotyczącej zawarcia przez Polskę i RFN układu o podstawach normalizacji wzajemnych stosunków z 1972 r. Wśród materiałów znajdziemy projekt tego układu (wersja z 1970 r.) przedstawiony przez stronę niemiecką. Jego znaczącą częścią jest propozycja zapisu o zrzeczeniu się przez PRL reparacji wobec RFN. Wniosek jest prosty.

Bonn nie odbierało wówczas uchwały rządu z 1953 r. za fakt prawny likwidujący ostatecznie roszczenia Warszawy także wobec RFN. Dlatego chciał dopisania tego w tym układzie. Strona polska odmówiła. Dziś Niemcy o tym milczą.

Żadne inne dokumenty i sytuacje z relacji PRL–RFN do roku 1990 także nie potwierdzają faktu zrzeczenia. Owszem, istnieje w doktrynie koncepcja, że ostatecznym momentem na podnoszenie roszczeń reparacyjnych był moment zawierania traktatu 2+4. A skoro on zamknął sprawę niemiecką bez poruszania reparacji, to podnosić tego tematu nie wolno. Wobec tej oceny przypomnę tylko, że: po pierwsze, Polska nie była stroną tego traktatu; po drugie, aby traktat zawierany między państwami nałożył na państwo trzecie (tu Polskę) obowiązek jakiegoś zachowania (tu: niepodnoszenia reparacji), to obowiązek taki powinien być przez takie państwo przyjęty w sposób wyraźny (nie milcząco). Nie przypominam sobie, aby Polska to potwierdziła. Mogę się tylko zgodzić z polityczną oceną, że ze względu na własną pozycję międzynarodową i dalekosiężne cele Warszawa w tym czasie nie myślała o reparacjach, ale taka linia polityki zagranicznej nie ma prawnych rezygnacji.

Nie będę rozpisywał się o odszkodowaniach dla jednostek (obywateli polskich) z tytułu zbrodni niemieckiego nazizmu, bo sprawy tej nie należy zasadniczo łączyć z klasycznymi reparacjami dla państwa polskiego. Podkreślę w tym kontekście jednak wyraz „zasadniczo”, bo generalnie możliwości takie istnieją, aczkolwiek prawo międzynarodowe tak znacząco ewoluowało, że obie kwestie trzeba rozpatrywać oddzielnie.

Przypomnę też, że w umowie w formie wymiany not o utworzeniu Fundacji Polsko-Niemieckie Pojednanie (1991) rząd polski zrzekł się prawa do popierania roszczeń obywateli polskich wobec Niemiec za te zbrodnie. Nie jest to tożsame ze zrzeczeniem się za nich roszczeń. Osoby, które otrzymywały od fundacji świadczenia z tego tytułu, same podpisywały dokument o zrzeczeniu się dalszych roszczeń. Ale po pierwsze, to w świetle prawa międzynarodowego po prostu „lipa”, nie tylko dlatego, że świadczenia te nie były formalne odszkodowaniem, a po drugie, jest wiele grup obywateli polskich tymi świadczeniami nieobjętych. Choćby największe ofiary tych zbrodni – osoby, które zamordowano w trakcie wojny, lub te, które nie dożyły wyznaczonej w umowie daty.

W świetle powyższego, wniosek jest jeden – sytuacja prawna jest w miarę korzystna dla Polski, ewentualnie co najmniej niejednoznaczna.

Trzeba dialogu i nacisku

Problemy widzę gdzie indziej. Kiedy w 2004 r. problem reparacji odżył, ówczesny premier Marek Belka i minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz, wbrew Sejmowi, kilkakrotnie dokonywali publicznych wypowiedzi, w treści których przypominali albo wręcz potwierdzali fakt rzekomego zrzeczenia się reparacji wobec całych Niemiec. O ile się nie mylę, pojawiło się też wtedy jakieś stanowisko rządu. I dopiero te działania są dość groźne. To je należałoby ocenić od strony prawnej, chcąc wyciągnąć właściwe wnioski. Niewątpliwie ich negatywny skutek osłabia fakt, że były one elementem szerszego dialogu polskich organów państwa, a nie dialogu międzynarodowego, i należy je badać w tym kontekście, szczególnie w świetle równolegle wydanej przez Sejm RP uchwały wzywającej rząd RP do podniesienia wobec Niemiec roszczeń reparacyjnych. Na marginesie powiem, że wtedy po raz pierwszy i ostatni widziałem, jak posłowie członkowie rządu SLD/PSL– w strachu przed opinią publiczną – głosują za uchwałą Sejmu, a więc przeciwko stanowisku rządu (i sobie jako ministrom), w którym zasiadają.

Zgodzić się mogę z prof. Żerką w jednym. Dziś rysuje się tylko jedna droga dochodzenia takich roszczeń. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości odpada ze względów formalnych. A nawet gdyby obie strony zgodziły się ad hoc wnieść tam problem, to lepiej tego nie robić. Siła polityczna Niemiec w oddziaływaniu na MTS jest zbyt duża, tym bardziej że w jego składzie zasiada obywatel RFN ( Polaka nie ma).

Zostaje bezpośredni dialog i naciski na rząd niemiecki. A do tego trzeba mieć nie tylko skuteczne instrumentarium, jedność sił politycznych w państwie, ale i polityczną wolę rządzących. A to już widzę czarno. Tym bardziej że od 17 lat uchwała Sejmu wzywająca rząd do wystąpienia z roszczeniami nie została zrealizowana. I podejrzewam, że rząd niemiecki też to widzi. W polityce międzynarodowej wysyłanie przez lata gróźb bez ich realizacji oznacza, że nigdy nie zostaną one spełnione. Aby być wiarygodnym, wypada więc dziś albo podnieść niezwłocznie roszczenia i wejść w spór, albo przestać grozić, bo taka sytuacja, jaka jest, to – cytując księcia Talleyranda – nawet nie głupota. To błąd.

Autor jest profesorem UKSW, wiceprezesem Trybunału Konstytucyjnego

Uchwałę wzywającą rząd do podniesienia wobec Niemiec roszczeń reparacyjnych polski Sejm przyjął 17 l

Uchwałę wzywającą rząd do podniesienia wobec Niemiec roszczeń reparacyjnych polski Sejm przyjął 17 lat temu. Do dziś nie została ona wykonana.

Mike Mareen/Shutterstock

W „Rzeczpospolitej” 1 września 2022 r. („Plus Minus”) pojawił się wywiad z prof. Stanisławem Żerką z Instytutu Zachodniego w Poznaniu. Cenię profesora jako historyka. Przedstawił rzetelny opis faktów związanych z reparacjami od Niemiec za II wojnę światową, ale nie jestem w stanie zgodzić się z jego ocenami tych faktów w płaszczyźnie prawa. Dlatego warto dokonać ich pewnej korekty i przypomnieć o kwestiach publicznie szerzej nieznanych.

Pozostało 95% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Prawne
Ewa Łętowska o sprawie Romanowskiego. Mieszanie prawa z polityką
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Opinie Prawne
Marek Kobylański: Dzieci giną, czekając na odpowiednie standardy
Opinie Prawne
Mikołaj Kozak: „Kompromitacja” prokuratury? Romanowskiemu się „upiekło”?
Opinie Prawne
Jakub Sewerynik: Standardy różnorodnego traktowania
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Immunitet jak kot Schrödingera w garażu na Grochowie