Reklama

Żakowski odwraca kota ogonem

Zybertowicz został skazany za swoją opinię dotyczącą emocjonalnego szantażu uprawianego, jego zdaniem, przez Michnika. To nie było stwierdzenie faktu, ale opinia publicystyczna – pisze prezes PAP Piotr Skwieciński.

Jacek Żakowski, krytykując dziennikarzy, którzy solidaryzowali się z prof. Andrzejem Zybertowiczem skazanym z powództwa Adama Michnika za napisanie, iż ten „wielokrotnie mówił: siedziałem w więzieniu, to teraz mam rację”, we wczorajszej „Gazecie Wyborczej” posłużył się moim nazwiskiem. Pisze, że mój podpis pod listem był przejawem hipokryzji, bo dwa lata temu wytoczyłem Żakowskiemu proces w sprawie – jak twierdzi – analogicznej, więc teraz jego zdaniem mam nie mieć prawa przyłączać się do obrony Zybertowicza.

[srodtytul]Nie ma analogii[/srodtytul]

Otóż jest to odwracanie kota ogonem, bo między sprawami nie ma analogii. Profesor został skazany za swoją opinię dotyczącą emocjonalnego szantażu, uprawianego – jego zdaniem – przez Michnika. Wyrażając tę opinię, dopuścił się pewnego – moim zdaniem usprawiedliwionego – skrótu myślowego, ale ciągle była to opinia publicystyczna.

Tymczasem moja sprawa (zakończona notabene korzystną dla mnie ugodą, w wyniku której Żakowski musiał przepraszać mnie na antenie) była zasadniczo odmienna. Żakowski nie wypowiedział bowiem opinii na temat mojej publicystyki, nie skrytykował jej metody, do czego miałby pełne prawo.

Dopuścił się natomiast przejrzystej insynuacji, jakoby kierowana przeze mnie Polska Agencja Prasowa poinformowała z opóźnieniem o nocnym programie TVN, w trakcie którego pokazano taśmy Beger (na których ta posłanka Samoobrony proponowała PiS przejście do tej partii w zamian za stanowisko w rządzie) celowo, realizując rzekomo domniemany interes ugrupowania wtedy rządzącego.

Reklama
Reklama

[srodtytul]Prawda materialna[/srodtytul]

Po pierwsze więc to, co powiedział, dotyczyło nie tezy publicystycznej, a prawdy materialnej. Prawdy, która ma to do siebie, że może być weryfikowana faktograficznie. Najwidoczniej, obawiając się tej weryfikacji, Żakowski już w sądzie zgodził się na korzystną dla PAP ugodę.

Po drugie zaś, insynuacją swoją Żakowski obraził nie tylko mnie, ale i PAP, agencję, której klienci rekrutują się z mediów o przeróżnych sympatiach politycznych, jest więc dla nich rzeczą podstawową, aby nie mieli podstaw do podejrzeń, że ważne źródło contentu informacyjnego manipuluje tym contentem z jakichkolwiek – a zwłaszcza politycznych – powodów.

Tytuł artykułu Żakowskiego brzmi: „Kali tu, Kali tam”. Ciągnąc tę analogię, wypada wyrazić ubolewanie, że wybitny publicysta tak dalece zapamiętał się w swych ideologicznych idiosynkrazjach, że nie tylko usiłuje ukryć, kto teraz nie tylko ukradł komuś krowę, ale też – chciałbym wierzyć, że nieświadomie – doprowadzić do tego, aby w przyszłości nikt nie ośmielił się komukolwiek wytknąć takiej kradzieży.

[i]Autor jest publicystą i prezesem Polskiej Agencji Prasowej[/i]

Opinie polityczno - społeczne
Komisja do zbadania pedofilii w Kościele powstała – czy spełni oczekiwania?
Materiał Promocyjny
Franczyza McDonald’s – Twój własny biznes pod złotymi łukami!
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Wielki plan prezydenta Nawrockiego. PiS może wygrać wybory, ale nie zdecyduje o wyborze premiera
Opinie polityczno - społeczne
Polska chce własnej broni atomowej? Jacek Czaputowicz: USA szybko to zablokują
felietony
Zuzanna Dąbrowska: Dlaczego program SAFE to idealne pole do politycznej bitwy?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama