I stać się to miało już po tym, gdy pojawiła się informacja o planowanym spotkaniu w Rosji premiera Tuska z Władimirem Putinem - podała TVN 24.
Jak zauważyli dziennikarze stacji, zupełnie inny obraz sytuacji z początku 2010 roku wyłania się z dokumentów, które krążyły wówczas między kancelariami i ministerstwami - wynika z nich, że premier musiał wiedzieć o zamiarach prezydenta.
Jak Donald Tusk wyjaśnia tę sprzeczność? Na to odpowiedzi w zeznaniach nie ma - wskazują dziennikarze TVN 24. Według nich szef rządu mówił tylko, że współpraca między kancelariami nie układała się najlepiej, a prezydenccy ministrowie nie mieli w zwyczaju informować go o zamiarach głowy państwa.
Już na pierwszy rzut oka zeznania szefa rządu brzmią mało wiarygodnie. Rywalizacja między premierem Tuskiem a prezydentem Kaczyńskim dotycząca wizyty w Katyniu była ponad dwa lata temu politycznym tematem nr 1. Czołówka Platformy uważała ówczesnego prezydenta RP za groźnego przeciwnika i drobiazgowo analizowała wszystkie jego posunięcia i zamierzenia.
Dochodziło do tak skandalicznych sytuacji, jak ta, gdy Kancelaria Premiera odmówiła udostępnienia Lechowi Kaczyńskiemu samolotu, gdy chciał lecieć na szczyt Unii w Brukseli. Każdy krok gospodarza Belwederu był analizowany na najwyższym szczeblu PO.
Tymczasem dziś Donald Tusk chce wmówić nam, że on sam nie interesował się katyńskimi planami prezydenta i nikt go o niczym nie informował. Trudno w to uwierzyć nawet znanym z niechęci do PiS publicystom, którzy w „Loży prasowej" w TVN 24 z powątpiewaniem komentowali zeznania premiera. Ktoś mógłby jednak zapytać, dlaczego Tusk miałby kłamać. Odpowiedź jest prosta: jeśli przyznałby się, że wiedział o planach prezydenta, to wróciłyby pytania o wspólną grę Tuska z Putinem przeciw Lechowi Kaczyńskiemu przed katyńską wizytą.
Mało wiarygodne zeznania szefa rządu rozgrzeją spór o okoliczności lotu do Smoleńska. Nas, dziennikarzy, powinny skłaniać do zadawania Donaldowi Tuskowi kolejnych pytań.
Autor jest publicystą „Uważam Rze"