Współczuję osobom, które utknęły na lotniskach i na skutek działań wojennych w Zatoce Perskiej nie są w stanie wrócić do domu. Współczuję ludziom, którzy są na stałe w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, a teraz chcieliby wyjechać. Migracje wojenne to nie nowe zjawisko. Nie ma we mnie ani grama zawiści, gdy myślę o internetowych twórcach, którzy podróżują i zarabiają na pokazywaniu swoich wypraw w internecie. Jeśli ktoś chce za to płacić, niech zarabiają. Nie wyobrażam sobie, że ktoś może cieszyć się z tego, że ich życie stało się teraz mniej kolorowe.
Czytaj więcej
Samolot linii lotniczych flydubai przywiózł dziś rano do Warszawy Polaków, którzy utknęli w Zjedn...
Wyobrażam sobie ich poczucie bezsilności, strach i nadzieję, że państwo im pomoże. Chyba od tego mamy nasze placówki za granicą. Nawet rozumiem, że ktoś, lecąc z przesiadką na lotniskach w Zjednoczonych Emiratach Arabskich a kupując bilet z półrocznym czy rocznym wyprzedzeniem (bo taniej), nie przypuszczał, że znajdzie się w tak skomplikowanej sytuacji. Być może nie pomyślał, że pod kątem bezpieczeństwa należy sprawdzać także miejsca tranzytowe.
Liczba polskich turystów w krajach Bliskiego Wschodu (dane za 2025 rok)
Na Bliskim Wschodzie wojna, a influencerzy przekonują, że w ZEA jest bezpiecznie
Ale trudno jest mi zrozumieć, gdy wyjeżdża się z ciężarną partnerką do ZEA w dniu, w którym rozpoczęła się inwazja na Iran i mówi, że kompletnie nie zdawał sobie z tego sprawy, bo „nie śledzi mediów”. I mówi to w dniu, gdy trąbi się o tym od rana. Twierdzenia, że o wpakowaniu w trudną sytuację zdecydował algorytm, który podsyła tylko filmiki „o ciąży”, nie brzmią zbyt przekonująco.