Nie jestem prorokiem, więc nie wiem, co wydarzy się w przyszłości. Na razie bardziej boję się ludzi niż sztucznej inteligencji. Rosyjska inwazja na Ukrainę doprowadziła do śmierci przeszło pół miliona żołnierzy po obu stronach konfliktu. W Strefie Gazy zginęło 20 tys. dzieci. 600 milionom ludzi grozi śmierć z powodu chronicznego głodu. Te liczby to fakty, a nie futurologia. I winę za nie ponosimy my, ludzie.
Politycy liczą, że AI pomoże im zdobyć lub utrzymać władzę
Mówimy, że sztuczna inteligencja staje się bardziej inteligentna niż człowiek. Mnie wydaje się to nieuniknione. Poprzeczka ludzkiej inteligencji jest bowiem dzisiaj zawieszona bardzo nisko. Choć wszystkie badania pokazują, że musimy powstrzymać zmiany klimatyczne, jeśli ludzkość ma przetrwać, my radośnie burzymy kolejne wcześniejsze zobowiązania ekologiczne. Choć rosnące nierówności muszą prowadzić do społecznych konfliktów i wzmacniać populizm, nie chcemy płacić podatków, by finansować publiczne szpitale i szkoły. Wiara w brutalną siłę jest dziś silniejsza niż wiara w prawa i moralne normy – mimo straszliwych doświadczeń historycznych, które były skutkiem takiego myślenia. Nacjonalizm ponownie kwitnie, choć doskonale wiemy, jaka jest jego ostateczna cena.
Dziś, dzięki ludziom, AI jest już narzędziem wojny, manipulacji i wyzysku. Roboty, jak dotychczas, mają z tym niewiele wspólnego. Dlaczego politycy największych światowych potęg odmawiają interwencji i powstrzymania dzikiego rozwoju tej technologii? Ponieważ liczą, że AI pomoże im zdobyć lub utrzymać władzę nad innymi. Prezydent Donald Trump sformułował tę tezę najbardziej dobitnie.
Czy nowe technologie będą dostępne także dla biednych, czy staną się kolejnym przywilejem bogaczy?
Każda nowa technologia jest równocześnie szansą i zagrożeniem. Energia nuklearna jest tego dobrym przykładem. Podobnie jest z AI: może leczyć, ale może też zabijać. Wszystko zależy od tego, co człowiek zrobi z tą technologią. Czy będzie dla niego narzędziem wojny, czy pokoju? Czy rozwój nowej technologii będzie transparentny i poddany publicznej kontroli? Czy nowe technologie będą dostępne także dla biednych, czy staną się kolejnym przywilejem bogaczy?
Zamiast więc straszyć sztuczną inteligencją, zacznijmy wreszcie głosować na polityków, którzy mają moralny kompas, kierują się dobrem wspólnym, a urząd traktują jako służbę, a nie sposób na robienie kasy, prześladowanie słabszych i budowanie sobie pomników. Tylko uczciwi i pokorni politycy będą wykorzystywać sztuczną inteligencję do szlachetnych, a nie mrocznych celów. Z pewnością są jeszcze tacy.