Jak stwierdził kandydat na premiera niedoszłego rządu Platformy Obywatelskiej (po wyborach w 2005 roku), zarówno Jarosław Kaczyński, jak i Donald Tusk są wybitnymi politykami, ale w jednym Donald bez wątpienia góruje nad Jarosławem. Jest on bowiem – wedle filozofa polityki – „jedną z najwybitniejszych w całym świecie demokratycznym osobowości politycznych, potrafiących w sposób perfekcyjny mobilizować najniższe instynkty ludu. Czynić zbiorowość ludzką, w której istnieją jeszcze odruchy pozytywne, odruchy dobroci, szlachetności, gorszą, świadomie gorszą w nadziei, że to przysporzy powodzenia politycznego”.
Czy Donald Tusk naprawdę „czynił zbiorowość ludzką gorszą”?
Włosy zjeżyły mi się na głowie, gdy to przeczytałem. Znam Donalda Tuska od czasów, gdy jako kudłaty chłopak nosił teczkę za Lechem Bądkowskim, legendarną postacią gdańskiej opozycji przedsierpniowej, ale o takie talenty go nie podejrzewałem. Czy te „najniższe instynkty ludu” rozbudzał, gdy prowadził pamiętny Marsz Miliona Serc, gdzie znowu duch obywatelskiej solidarności unosił się nad tłumem i skłonił do głosowania 15 października z frekwencją, jakiej nigdy nie było i pewnie nie będzie?
Najpaskudniejsze kłamstwo dzisiejszej opozycji to udawanie z miną niewiniątek, że w ciągu tych lat wszystko odbywało się legalnie i demokratycznie, nie łamano konstytucji.
Czy może „czynił zbiorowość ludzką gorszą”, gdy jako nowo powołany premier stał za odbieraniem publicznej telewizji z rąk złodziei, albo teraz stoi za porządkowaniem systemu prawnego Polski zabetonowanego w ciągu ośmiu lat przez rządzącą wtedy partię? Bo najpaskudniejsze kłamstwo dzisiejszej opozycji to udawanie z miną niewiniątek, że w ciągu tych lat wszystko odbywało się legalnie i demokratycznie, nie łamano konstytucji, nie wprowadzano obrzydliwych ustaw.
Czytaj więcej
PiS mianuje się dziś „opozycją demokratyczną”, przywrócenie telewizji społeczeństwu zwie „rabunkiem”, odbudowę prawa – „niszczeniem niezależnego są...
Pamiętam słowa Jarosława Kaczyńskiego o „gorszym sorcie” i „ZOMO”. Do dziś mnie bolą
Owszem, rozbudzaniu najniższych instynktów służyło nazywanie sędziów „kastą” i sugerowanie, że prawie wszyscy kradną w supermarketach. Czy może „mobilizował najniższe, najgorsze namiętności tłumu, przekształcając go w motłoch”, gdy na swoich przedwyborczych wiecach stawał naprzeciw nie zawsze życzliwej mu ciżby, nie bojąc się najtrudniejszych pytań? Samotnie, bez ochrony policyjnej, z której tak skwapliwie korzystał Jarosław Kaczyński.
Według filozofa polityki ten ostatni nie jest tak sprawnym jak Tusk szalbierzem, ale mnie do dziś boli jego obelga, że jestem „Polakiem gorszego sortu” i „stoję tam, gdzie stało ZOMO”.