Znajomy zatrudniony w organizacji pozarządowej, która działa w obszarze kultury, kilka dni temu mi się zwierzył, że nie stać go na wynajem mieszkania w stolicy. Ma szczęście: może pracować zdalnie, więc wyprowadził się do miasta, w którym koszty utrzymania są niższe. Nie każdy ma taką możliwość.
Czytaj więcej
Jak mam wytłumaczyć naszym wyborcom, że trzeba stworzyć specjalny fundusz emerytalny dla pani Jandy czy dla pana Seweryna? Politycznie to jest dziś...
Beneficjentem szczodrości Piotra Glińskiego była np. Polska Fundacja Narodowa
Zresztą argument „przecież nie trzeba mieszkać w Warszawie” obalił Marek Szymaniak, pokazując w książce „Zapaść”, że w małych miastach wcale nie jest dziś łatwiej się utrzymać. Dodajmy: a już na pewno nie wtedy, kiedy pracuje się w sektorze kulturalnym. Tymczasem ani kulturze, ani warunkom jej rozwoju w kampanii wyborczej nie poświęcono zbyt wiele uwagi. Jeśli już, głos zabierał najczęściej Piotr Gliński, przypominając, że to rząd, którego był członkiem, jako pierwszy przekroczył próg 1 proc. budżetu na kulturę.
Dlaczego dobrze wykształcony pracownik sektora kulturalnego ma wciąż zarabiać dużo mniej niż osoba zatrudniona w korporacji?
Jednak głównymi beneficjentami szczodrości Glińskiego pozostawały mnożone przez niego byty, takie jak np. Polska Fundacja Narodowa (której efekt działań jest co najmniej wątpliwy). Jednocześnie aktywna polityka kulturalna ministra, której jednym z elementów, było poszerzanie listy samorządowych instytucji współprowadzonych przez resort, nie przyniosła wzrostu prestiżu zawodów takich, jak archiwista, bibliotekarz czy muzealnik – strona pracujwukulturze.pl pozostała najsmutniejszą witryną w polskim internecie. Dlaczego dobrze wykształcony pracownik sektora kulturalnego ma wciąż zarabiać dużo mniej niż osoba zatrudniona w korporacji? W jednym się z ministrem Glińskim zgadzam: podobnie jak on uważam, że kultura musi być traktowana jako inwestycja w przyszłość.
Ile powinien zarabiać pracownik kultury w dużym europejskim państwie?
Choć uwaga nowego ministra kultury koncentruje się dziś na mediach publicznych, Bartłomiej Sienkiewicz wykonuje działania również w innych obszarach (np. powołał Piotra Rypsona, byłego dyrektora Muzeum Narodowego, na szefa Departamentu Dziedzictwa Kulturowego), można też spodziewać się likwidacji części dublujących się z innymi instytucji powołanych do życia przez Piotra Glińskiego. To czas na dyskusję o tym, jak wydawać pieniądze na kulturę: bez względu na to, czy spojrzy się na nią jako na zasób realizowania tzw. soft power, czy po prostu miejsce zatrudnienia, pracownik kultury w dużym europejskim państwie powinien być dobrze i satysfakcjonująco wynagradzany, „Siłaczka” zaś pozostać lekturą, a nie metaforą warunków życia.