Najpierw Donald Tusk przedstawia atrakcyjną dla swoich wyborców koncepcję marszu 4 czerwca, której nie konsultuje z kolegami z innych partii (wolno mu). Potem liderzy innych partii reagują na te propozycję teatralnym zaskoczeniem i uniesieniem brwi (wolno im). Następnie jeden z nich mówi, że cały ten pomysł nie jest ważny i jest jeszcze dużo czasu, żeby go omówić (wolno mu). Ale potem między karnymi zastępami wyznawców Platformy i Polski 2050 dochodzi do emocjonalnej bitwy w mediach społecznościowych, wypominania sobie wszystkich grzechów do szóstego pokolenia i staje się jasne, że nikt z nikim nigdzie nie pójdzie. I tego właśnie robić już nie wolno.
– Co to jest za jakaś nowa dyskusja, która nam zabiera krew, emocje?! 4 czerwca jest 4 czerwca. Czy to jest wydarzenie, które zmieni losy świata? – pytał retorycznie Szymon Hołownia w opublikowanym w środę nagraniu. – Czy PiS się od tego rozpadnie, że my pomaszerujemy 4 czerwca? – drążył temat. I dość złośliwie spointował: – Marszami się nie wygrywa wyborów.
Czytaj więcej
- Marszami wyborów się nie wygrywa - tak Szymon Hołownia odniósł się do wezwania Donalda Tuska, by 4 czerwca wziąć udział w organizowanym przez PO...
Po co Szymonowi Hołowni takie szlacheckie zajazdy? Nie wiadomo. Nikt mu przecież uczestniczyć w marszu nie nakaże, mógłby przemilczeć temat, skoro akurat będzie zajęty. Ale oratorska fantazja i niechęć do Donalda Tuska na milczenie nie pozwalają.
Czy Donald Tusk mógłby wcześniej zaprosić innych liderów i przynajmniej udać, że chce się z nimi porozumieć? Mógłby. Czy to byłaby dobra okazja do zawiązania paktu o nieagresji na opozycji? Świetna. Dlaczego więc tak się nie stanie? Bo trudno jest zawiązywać pakt, kiedy agresja wypływa ze wszystkich kątów w Sejmie i mediach społecznościowych, uderza w polityków, którzy niczym Iga Świątek backhandem odsyłają ja z powrotem, jeszcze silniejszą. Tyle że szansy na Wimbledon raczej nie mają.
Może warto wykorzystać majówkę, z jej symbolicznymi datami, do zamknięcia na skobel opozycyjnej Rzeczpospolitej Szlacheckiej
Oczywiście polityka
to gra interesów, a każde ugrupowanie walczy o swoje. To truizm. Może być jednak
tak, że walka o swoje, bez wcześniejszego uzgodnienia tego, co wspólne, okaże się przegrana z kretesem. Może więc
warto wykorzystać majówkę, z jej symbolicznymi datami, do zamknięcia na skobel
opozycyjnej Rzeczpospolitej Szlacheckiej. Jakieś foto na tle flagi? Wspólne
wystąpienie w sprawie konstytucji? Proszona kolacja chociaż? Lody?