W nadchodzącej kampanii wyborczej PiS może stracić swój najważniejszy sztandar, pod którym dotychczas wygrywał wybory: w obecnej sytuacji ekonomicznej trudno władzy reklamować się jako socjalny dobroczyńca. Klęska Polskiego Ładu, inflacja w znacznej mierze zawiniona przez politykę NBP zbierającego miliardy zysku, by ratować budżet, lawinowo rosnące oprocentowanie kredytów, spadek wartości złotówki i brak środków z KPO – wszystko to obciąża konto władzy. Czy opozycja potrafi wykorzystać tę socjalno-finansowa lukę?

Sukces zależy od trzech czynników: prawidłowego zidentyfikowania przyczyn pogarszania się sytuacji, znalezienia czytelnych propozycji jej poprawy i przebicia się do wyborców z komunikatem o własnych propozycjach. Pierwsze dwa punkty już „są w realizacji”. Partie nie ograniczają się do krytykowania rządu.

– Prezentujemy pakiet ochrony polskich rodzin przed drożyzną. Składa się on z trzech elementów: 20-procentowych podwyżek dla wszystkich zatrudnionych w sektorze publicznym, zamrożenia kredytów na poziomie, który będzie gwarantował ich spłacanie, oraz propozycji obligacji antydrożyźnianych – mówił w środę w Łodzi Cezary Grabarczyk, prezentując pakiet społeczny PO. Zapału partii Donalda Tuska nie zgasiła nawet ostra krytyka „rozdawnictwa”, którą pod adresem Platformy wygłosił prof. Leszek Balcerowicz, pytając „skąd na to wszystko wziąć pieniądze?”. Wygląda jednak na to, że po erze pisowskiego 500 plus takie pytania nie mają politycznego sensu.

Czytaj więcej

Lubnauer: Pieniądze na podwyżki dla budżetówki można wziąć z zysków z inflacji

Lewica, także w środę, przedstawiła pomysł drugiej waloryzacji emerytur i rent od 1 września 2022. – Moralnym obowiązkiem tego rządu jest podzielić się tymi pieniędzmi z tymi, którzy ich dzisiaj najbardziej potrzebują – podkreślała posłanka Agnieszka Dziemianowicz-Bąk. Dodała, że koszt tej operacji będzie wynosił ok. 10 miliardów złotych. A wiceprzewodnicząca klubu Lewicy, posłanka Małgorzata Biejat, dodała, że wypłata waloryzacji jest „kwestią podstawowej, ludzkiej sprawiedliwości”.

Taki atak „z lewej” może być dla obecnej władzy niebezpieczny, podobnie jak pomysły dotyczące sytuacji kredytobiorców. Polska 2050 złożyła projekt, który zakłada podwyższenie dochodu na osobę w gospodarstwie domowym, uprawniający do skorzystania z Funduszu Wsparcia Kredytobiorców i podwyższenie miesięcznej transzy wsparcia o 100 proc.

Kredytobiorców w obronę wziął też Władysław Kosiniak-Kamysz, prezes PSL. – Banki, w pierwszej kolejności państwowe, muszą odejść od pobierania marży od kredytów. Nie mogą zarabiać na polskich obywatelach – mówił.

Czytaj więcej

Stopy pójdą jeszcze w górę. Inflacja też. Samo oszczędzanie nie wystarczy

Pomysły więc są, i to w formie sejmowych projektów. Do spełnienia pozostaje trzeci warunek: przebicie się do świadomości wyborców z komunikatem o planach ratunkowych. To jednak wymaga nie tylko konferencji prasowych, ale przede wszystkim uzgodnienia wspólnego społecznego planu minimum dla całej opozycji.

Inaczej nikt się o tych pomysłach nie dowie.