Dokładnie w tym samym miejscu, w którym odbyły się słynne urodziny, jakiś czas temu byłem na innej imprezie. Jej gośćmi byli zarówno politycy, jak i dziennikarze. Zresztą w tego rodzaju wydarzeniach brałem udział wielokrotnie. Dodam, że uczestniczyli w nich ludzie z najróżniejszych stron barykady i z różnych redakcji. Domniemuję więc, że takie doświadczenia mają dziesiątki kolegów. I co niby ma z tego wynikać, że gdzieś się spotkało ministra X czy posła Y? Każdy ma prawo zapraszać na swoją imprezę, kogo mu się żywnie podoba, i nikomu nic do tego. A że politycy i dziennikarze się znają? Oczywiście. Jedni poznali się w pracy, inni w piaskownicy. Co piszę także à propos Krzysztofa Skórzyńskiego z TVN 24 i jego korespondencji z szefem Kancelarii Premiera Michałem Dworczykiem. Abstrahuję już od tego, że publikowanie cudzej korespondencji to przestępstwo i że zapewne stoją za tym obce służby. Nawet jeśli przyjąć, że e-maile są prawdziwe, to przede wszystkim wynika z nich, że obaj panowie się przyjaźnią od lat. I taki właśnie charakter ma pomoc, jakiej dziennikarz udziela politykowi. I tu musi pojawić się zarzut. Problemem nie jest to, że ktoś się z kimś zna i gdzieś bywa. Tylko że twierdzi, iż jest inaczej. Skórzyński kręcił. Podobnie jak niektórzy politycy po rzeczonych urodzinach. No, ale akurat oni na co dzień też kręcą.

Nie wiem, czy państwo zwrócili uwagę, kto najbardziej jazgotliwie zareagował na publikację „Faktu". Wcale nie politycy. Oni jak na siebie zachowali się powściągliwie. Najbardziej agresywni byli dziennikarze. I to przeważnie tacy, którzy nigdy nie osiągną podobnego poziomu zawodowego oraz obiektywizmu co Mazurek. Za to cenią go nawet ci, których przeczołgał. Dowodem obecność na urodzinach choćby wicepremiera Piotra Glińskiego, który swego czasu wyszedł Mazurkowi ze studia.

Czytaj więcej

Marek Suski i Adrian Zandberg w Sejmie
Zandberg: Jeśli Budka z Suskim mogą wypić pięćdziesiąteczkę wódki...

Więc o co tak naprawdę tu chodzi? O to, że media w Polsce, poza naprawdę nielicznymi wyjątkami (z „Rzeczpospolitą" na czele), nie są dziś obserwatorem konfliktu politycznego, tylko jego uczestnikiem. Dziennikarze to dziś najbardziej zajadli szalikowcy jednej lub drugiej strony. I nikt nawet nie udaje, że jest inaczej. I to właśnie media wymusiły na Donaldzie Tusku ukaranie posłów Platformy, którzy wybrali się na tę samą imprezę co PiS-owcy i zachowywali się normalnie, zamiast okładać ich kłonicami.