Największa partia opozycyjna wyznacza do prezentowania swojego programu gospodarczego naukowca, człowieka spoza świata polityki. Nazywa go - zdecydowanie na wyrost - kandydatem na premiera, choć szans na przeprowadzenie konstruktywnego wotum nieufności na razie nie ma. Ale i sam prof. Gliński (bo o nim tu mowa) zdaje sobie sprawę z tego, że jego kandydatura miałaby sens tylko wtedy, gdyby udało się stworzyć ponadpartyjny rząd techniczny.
Jednak już sam wybór prof. Piotra Glińskiego na nową twarz PiS to zaproszenie dla innych partii opozycyjnych do dyskusji na temat zakończenia rządów Donalda Tuska. To publiczne postawienie tezy, że możliwa jest alternatywa gospodarcza dla programu Jacka Rostowskiego. A czy rolą opozycji nie jest kreowanie alternatyw dla polityki rządu? Czy to coś nienormalnego?