Na stronie internetowej Państwowej Komisji Wyborczej można przeczytać jej wyjaśnienie w związku z moim artykułem pt. „Sukces PSL wciąż podejrzany" („Rzeczpospolita", 3.02.2012). Pisałem w nim m.in., że w latach ubiegłych PKW publikowała zbiorcze dane obejmujące liczby głosów nieważnych w poszczególnych komisjach, natomiast po wyborach samorządowych w 2014 r. dane te pominęła. Wskazywałem także, że dane te Komisja z pewnością posiada, a prawo do ich poznania mają zarówno obywatele, jak i sądy, które rozpatrują protesty wyborcze. Postawiłem pytanie o to, jakie będzie postępowanie sądów, jeżeli się okaże, że liczba głosów nieważnych uwiarygodnia zarzut fałszerstwa, oraz czy w takiej sytuacji zarzut ukrywania dowodów przez PKW byłby bezpodstawny.
Spadek wiarygodności
W opublikowanym wyjaśnieniu Komisja nie kwestionuje faktu, że zmieniła ugruntowaną praktykę udostępnienia pełnych danych dotyczących wyników głosowania. Potwierdza też, że kodeks wyborczy zobowiązuje ją do opublikowania w formie opracowania statystycznego szczegółowych wyników głosowania, dodaje jednak, że „Kodeks nie określa przy tym zakresu danych, które ma zawierać opracowanie statystyczne, i terminu jego publikacji". Innymi słowy, PKW przyznała sobie prawo do określania zakresu publikowanej informacji o wynikach głosowania. Chociaż wcześniej podawała liczbę głosów nieważnych, to odnośnie do wyborów 2014 r. tego nie czyni. Nie wyjaśnia przy tym dlaczego.
Czy jednak PKW ma podstawy do takiej interpretacji? Sformułowanie „wyniki głosowania" jest raczej jednoznaczne, dotyczy w sposób oczywisty liczby głosów oddanych, w tym głosów nieważnych. Sama PKW w uchwale z 24 września 2014 r. w sprawie wytycznych dla komisji wyborczych dokładnie opisuje sposób ustalania wyników głosowania, w którym ustalenie liczby głosów oddanych, ważnych i nieważnych jest podstawową czynnością. Zapewne ustawodawca zdziwiłby się, że ktoś może uznać, iż w informacji o wynikach głosowania można pominąć dane dotyczące liczby głosów oddanych i liczby głosów nieważnych. Na wszelki wypadek ustawodawca dodał, że informacja ma być „szczegółowa", co raczej trudno interpretować jako przyzwolenie na pominięcie danych będących przedmiotem dyskusji.
Ciekaw jestem stanowiska instytucji, które powołały PKW, skądinąd kompetentnych w sprawach wykładni prawnych. Biorą one bowiem także odpowiedzialność za to, co powołana przez nie Komisja czyni, a spadek jej wiarygodności może także skutkować spadkiem wiarygodności instytucji ją powołujących.
PKW w poprzednim składzie nie miała wątpliwości, że ustalenie liczby głosów nieważnych jest integralną częścią ustalenia wyników głosowania. Dopiero Komisja powołana już po ostatnich wyborach jest innego zdania. Gdyby chociaż PKW poinformowała przed wyborami o swoim zamiarze zaprzestania udostępniania danych dotyczących liczby głosów nieważnych, obywatele mieliby możliwość zorganizowania się, by spisać te dane z protokołów wywieszonych na drzwiach komisji wyborczych. Komisja wskazuje bowiem, że „podanie do publicznej wiadomości tych wyników odbywa się poprzez wywieszenie w siedzibie danej komisji", co jej zdaniem rozwiązuje sprawę. Jest to obecnie rzeczywiście jedyna możliwość uzyskania informacji dotyczących liczby głosów nieważnych w poszczególnych komisjach, a w obwieszczeniach komisarzy wojewódzkich, na które wskazuje PKW, informacji takich nie ma.
Alternatywa nieaktualna
Komisja potwierdza więc, że rację mieli ci, którzy twierdzili, że komisjom wyborczym nie można ufać i należy utworzyć alternatywny system liczenia głosów. W błędzie byli natomiast ci, którzy takie postulaty uważali za śmieszne, a nawet groźne, będące wyrazem nieuzasadnionego braku zaufania do instytucji państwa. Nic podobnego, PKW potwierdziła, że jedyną metodą uzyskania pełnej informacji o wynikach głosowania jest objazd wszystkich komisji w noc wyborczą oraz spisanie danych z wywieszonych protokołów. Alternatywny sposób uzyskiwania informacji poprzez opublikowanie jej przez Komisję stał się właśnie nieaktualny.