Oto szefowa resortu edukacji Joanna Kluzik-Rostkowska oświadcza na antenie radiowej, że jest pełna podziwu dla inicjatorów kampanii „Świecka szkoła", którym udało się zebrać 100 tys. podpisów pod projektem ustawy w sprawie finansowania lekcji religii w szkołach. Wyraża przy tym nadzieję, że propozycją zajmie się nowy parlament, bo przecież obywateli nie można lekceważyć.
To prawda – nie można. Przypomnijmy sobie jedynie, że pod projektami ustaw (były składane dwa razy) w sprawie sześciolatków podpisało się około miliona obywateli. Wówczas podziwu ze strony minister edukacji nie było. Projekty trafiły zaś do słynnej sejmowej niszczarki. Zatem w jednej sprawie trzeba się z głosem Polaków liczyć, a w innej już nie. Dlaczego? Bo interes obywateli nie jest interesem koalicji rządzącej.
W słynnym wywiadzie minister Kluzik-Rostkowska mówiła też, że wynegocjowała z resortem zdrowia powrót do szkół soli oraz drożdżówek. Na Twitterze tłumaczyła kilka godzin później, że „wynegocjowała" powinno być w cudzysłowie.
Śmiać się czy płakać? Nie wiem. Ale idę o zakład z panią minister, że jeśli jutro zacznę zbierać podpisy pod obywatelskim projektem ustawy, który zmieni bzdurne przepisy o tzw. zdrowym żywieniu, to w ciągu kilku tygodni zbiorę ich nie 100 tys., ale nawet 200 tys. Podpiszą się nie tylko pełnoletni uczniowie ze szkół średnich, ale także rodzice tych, którzy dziś są w podstawówkach i gimnazjach. Na marginesie przypomnę jedynie, że inicjatorzy „Świeckiej szkoły" swoje 100 tys. podpisów zaczęli zbierać w maju.
A może zaczniemy zbierać podpisy także pod projektem likwidującym obowiązkową matematykę na maturze? Dość tych wycieczek, bo za moment pani minister oskarży mnie o to, że jestem hejterem.
Wróćmy do religii w szkole. Zaznaczmy, że rzecz dotyczy nie tylko religii rzymskokatolickiej. Zmiany miałyby dotknąć także prawosławnych, grekokatolików, protestantów i innych związków wyznaniowych. O tym jednak cisza. Wali się w Kościół katolicki, bo on ponoć bierze najwięcej.
Ale prawdziwą intencją organizatorów kampanii nie jest wcale zmiana finansowania, ale wyprowadzenie religii ze szkół. Przekonują, że powinny być one organizowane w szkołach jedynie na wyraźne życzenie rodziców. Argumentują też, że przed 1990 rokiem Kościół organizował katechezę we własnym zakresie i sam ją finansował.
To prawda. Ale zapominają, że został do tego zmuszony, bo komunistyczne władze jedną ustawą wyrzuciły religię ze szkół. Bo była niewygodna. Nie pasowała do wizerunku ludowego państwa, w którym ludzie wierzący nie mają za dużo do gadania.
Ponoć historia kołem się toczy. Czyżby teraz miała się powtórzyć?