Za trzy dni minie dokładnie 87 lat od chwili, kiedy podobnie groźną dla świata umowę zawarli w Moskwie Joachim von Ribbentrop i Wiaczesław Mołotow. Podobieństwa są uderzające: oba mocarstwa i wtedy, i dziś uważały, że należy im się na świecie wiodąca rola. Oba, rządzone przez dyktatorów, nienawidziły demokracji i gotowe były na wojnę, by ją zniszczyć. Oba pragnęły podbojów i powiększenia swojej sfery wpływów na sąsiednie kraje i przez lata przygotowywały do tego swoje armie. Oba obiecały sobie wzajemnie współpracę i udział wojsk w napaści na zachodniego sąsiada Rosji. Oba liczyły na to, że USA, największa potęga świata zachodniego, pozostanie neutralna i pozwoli im spokojnie rozprawić się z nieprzygotowanymi do wojny przeciwnikami. I oba wierzyły, że Zachód jest zgniły, tchórzliwy i gnuśny, więc pokonanie go będzie sprawą dość prostą. Jak nie bronią, to z wykorzystaniem propagandy, agentów wpływu i pożytecznych idiotów, którzy zrobią wszystko, żeby nie umierać za Gdańsk (dziś Kijów, albo Seul).
Podobieństw jest więc sporo, ale różnic też. Pomińmy już fakt, że dzisiejszy sojusz Moskwy z Phenianem nie jest dla nikogo zaskoczeniem, w odróżnieniu od gromu z jasnego nieba, jakim był pakt Ribbentrop-Mołotow (w skłóconej od lat z III Rzeszą sowieckiej Rosji nie było nawet niemieckich flag, które trzeba było rozwiesić w związku z niespodziewaną wizytą miłego gościa – podobno znaleziono je w studiach Mosfilmu, gdzie służyły dotąd do produkcji antynazistowskiej propagandy). Ważniejsze są inne różnice.
Czytaj więcej
Północnokoreański dyktator drugi raz ratuje Kreml z kłopotów. Pjongjang zarabia na tym dziesiątki miliardów dolarów, choć formalnie objęty jest san...
Przede wszystkim zupełnie inna jest siła obu partnerów w stosunku do ich potencjalnych ofiar. W roku 1939 Niemcy dysponowały drugim po USA, najpotężniejszym i najnowocześniejszym przemysłem świata, od lat całkowicie zmobilizowanym na potrzeby zbrojeń. Stalinowska Rosja oczywiście ustępowała technologicznie Zachodowi, ale dzięki niewiarygodnie brutalnej akumulacji kapitału (uzyskanej między innymi kosztem zagłodzenia na śmierć dziesiątek milionów chłopów i wykorzystania niewolniczej pracy kolejnych milionów więźniów łagrów) także zdołała wybudować ogromny przemysł zbrojeniowy, zdolny produkować dziesiątki tysięcy czołgów i samolotów. Łączny PKB obu totalitarnych mocarstw był o ponad 50 proc. wyższy niż Francji, Wielkiej Brytanii i Polski, z którymi zamierzały rozpocząć wkrótce wojnę. A różnica w potencjale militarnym – znacznie większa.
Dziś sytuacja wygląda jednak inaczej. PKB krajów Unii Europejskiej i Wielkiej Brytanii jest niemal pięć razy większy niż Rosji. PKB Korei Północnej jest prawie niezauważalny w skali świata (jest zbliżony do PKB wytwarzanego w województwie lubuskim). Oczywiście, że Rosja Putina ma ogromne dochody z eksportu ropy i gazu, a Korea Kima akumulowała środki na zbrojenia niemal dokładnie kopiując stalinowski model rozwoju (też z ludźmi ginącymi z głodu i zamkniętymi w obozach pracy). Ale choć w obu krajach udało się zbudować poważne siły zbrojne, przestarzałe gospodarki nie pozwalają poważnie myśleć o sukcesie w wojnie z Zachodem.
Pytaniem jest też zdolność do kontroli własnych społeczeństw. Stalin i Hitler umieli dzięki aparatowi terroru utrzymać posłuch i niewzruszoną władzę nawet w obliczu dramatycznych klęsk. Kim pewnie też to by potrafił – ale czy w obliczu słabnącej gospodarki i skutków wojny, które dosięgają już mieszkańców Moskwy i Petersburga, może na to liczyć Putin? Zobaczymy.