Kaczyński i akolici zaczęli pejoratywnie mitologizować słowa „dług”, „zadłużenie”, podobnie jak mitologizują słowa „Bruksela”, „Niemcy” czy „suwerenność”. Pominę fakt, że rząd tej formacji nie miał takich uprzedzeń i regularnie zadłużał kraj w związku z różnymi projektami.
Istota zabiegu polega na tym, żeby obrabianym propagandowo pojęciom przypisać negatywną, „straszącą” konotację. Mamy się bać „Niemców”, „Brukseli”, „długu”, by nie utracić polskiej niepodległości czy suwerenności. Nasz strach na dodatek ma się wyrywać teraźniejszości. Ma trwać przez pokolenia, przekazywany opętańczo w narodowym DNA, przechodzić z dzieci na wnuki. Taka jest intencja prezesa. Jak wygląda manipulowanie językiem, świetnie wiemy. Niedouczonych odsyłam do klasycznej pozycji „LTI – Lingua Tertii Imperii” Victora Klemperera. Ale wróćmy do faktów.
Czy kredyt jest szkodliwy?
O ile nadmierne zadłużenie bywa problemem dla firm, a mniejszym dla państw (choć trudno wskazać współczesne państwo, które by upadło na skutek zadłużenia), o tyle sam kredyt to nic innego jak naturalne źródło finansowania procesów inwestycyjnych. Dlatego upowszechnianie zabobonnego lęku przed kredytem jest absurdalne, antyekonomiczne i wywodzące się z arsenału czystej polityki.
Potęga współczesnych państw została zbudowana na dynamicznej sprawności banków kredytujących biznes. Co więcej, nie ma biznesu bez kredytu, to abecadło gospodarki. Kredyty są motorem biznesu, a nie gilotyną i przekleństwem dla społeczeństw. Nie byłoby polskiego sukcesu ostatnich trzech dekad bez kredytowania gospodarki. Rzadko kiedy państwo stać na inwestycje ze środków własnych. Zarazem można i trzeba brać kredyty ostrożnie, a dowodem na to, że można i że to my – Polacy – potrafimy jest nasz sukces ekonomiczny ostatnich niemal czterech dekad.
Polska gospodarka podczas ostatnich ponad 35 lat wzrosła realnie ponad trzykrotnie, a licząc w dolarach – siedmiokrotnie. W ciągu 20 lat od wejścia do Unii Europejskiej, tej przerażającej według przywódców opozycji organizacji, polska gospodarka podwoiła swoją wielkość. Teraz rośnie w tempie 3,5-4 proc. rocznie.