Kaczyński i akolici zaczęli pejoratywnie mitologizować słowa „dług”, „zadłużenie”, podobnie jak mitologizują słowa „Bruksela”, „Niemcy” czy „suwerenność”. Pominę fakt, że rząd tej formacji nie miał takich uprzedzeń i regularnie zadłużał kraj w związku z różnymi projektami.
Istota zabiegu
polega na tym, żeby obrabianym propagandowo pojęciom przypisać negatywną, „straszącą”
konotację. Mamy się bać „Niemców”, „Brukseli”, „długu”, by nie utracić polskiej
niepodległości czy suwerenności. Nasz strach na dodatek ma się wyrywać teraźniejszości.
Ma trwać przez pokolenia, przekazywany opętańczo w narodowym DNA, przechodzić
z dzieci na wnuki. Taka jest intencja prezesa. Jak wygląda manipulowanie językiem, świetnie wiemy. Niedouczonych odsyłam do klasycznej pozycji „LTI – Lingua
Tertii
Imperii” Victora Klemperera. Ale wróćmy do faktów.