Reklama

Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników

Realizacja umowy handlowej z Mercosurem to jeden z kluczowych testów dla funkcjonowania UE. Być może nawet to jedna z tych rzeczy, które zdecydują o przetrwaniu Unii jako takiej.

Publikacja: 22.01.2026 04:25

Grzegorz Kozieja: Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na interesy rolników

Foto: REUTERS/Aleksandra Szmigiel

Z tego artykułu się dowiesz:

  • Jak umowa UE-Mercosur wpłynie na konkurencyjność europejskich rolników względem producentów z krajów Mercosuru?
  • Dlaczego wdrożenie umowy z krajami Mercosuru może być kontrowersyjne dla sektora rolno-spożywczego w UE?
  • Jakie mechanizmy zabezpieczające interesy rolników przewidziano w umowie UE-Mercosur?
  • Jakie wyzwania stoją przed instytucjami unijnymi w kontekście kontroli realizacji zapisów umowy UE-Mercosur?

Czy umowa handlowa z krajami Mercosuru i ewentualne kolejne umowy tego typu są potrzebne europejskim gospodarkom? Tak. Czy jej wdrożenie jest niekorzystne dla unijnych rolników? Dla niektórych tak, inni być może skorzystają. Wszyscy oni są natomiast objęci systemem dość solidnych zabezpieczeń. Ostateczny efekt umowy zależy od sprawności instytucji europejskich w realizacji zasad, których przestrzeganie obiecała obywatelom (w tym rolnikom!) Wspólnota.

Kraje Mercosuru tworzą duży rynek: wraz z UE mają 700 mln mieszkańców i wytwarzają 20 proc. światowego PKB. Dotychczas ich obszar był chroniony wysokimi barierami celnymi. Ich obniżenie ma być korzystne dla Unii. Z obliczeń przedstawionych przez Dyrekcję Generalną ds. Handlu Komisji Europejskiej wynika, że dzięki podpisaniu umowy o wolnym handlu z Mercosurem unijny PKB od roku 2040 zwiększy się o 77 mld euro. Dla łaknącej wzrostu europejskiej gospodarki, będącej pod presją chińskiej produkcji oraz amerykańskich polityk handlowych, to kwota z pewnością nie do pogardzenia. I o to się właściwie nikt nie spiera.

Wołowina z krajów Mercosuru już jest w Unii

Wątpliwości pojawiają się, gdy dyskusja zwraca się ku sektorowi rolno-spożywczemu i rolnikom. Kraje Mercosuru to potężni, wręcz wiodący na świecie producenci rolni. Wytwarzają zdecydowanie więcej żywności niż im potrzeba. Produkują niemal dwukrotnie więcej cukru, zbóż czy roślin oleistych i około 40 proc. więcej mięsa, warzyw i owoców niż sami konsumują. Produkują w wielkiej skali, nieograniczeni normami, jakie Unia Europejska nakłada na swoich producentów.

Nic zatem dziwnego, że podpisanie z nimi umowy o wolnym handlu, gdy słychać o milionach ton zbóż czy dziesiątkach tysięcy ton mięsa zwalnianych z ceł, budzi niepokój pracujących po „słabszej” stronie rolników. Prognozowanie konkretnych efektów umowy wymaga jednak szczegółowych analiz obecnej sytuacji handlowej i produkcyjnej.

Reklama
Reklama

Jednym z obszarów rynku rolnego, o których się najbardziej dyskutuje, jest produkcja wołowiny. Warto więc spojrzeć nieco bliżej, jak tutaj wygląda sytuacja rynkowa w kontekście relacji UE–Mercosur.

Zapisy umowy mówią o wprowadzeniu kontyngentu celnego (tariff rate quota – TRQ) na poziomie 99 tys. ton mięsa wołowego. Przy czym nie jest to kontyngent bezcłowy – obowiązywać będzie stawka 7,5 proc. Kontyngent dzieli się na mięso świeże lub schłodzone (54,45 tys. ton) i mięso mrożone (44,55 tys. ton). To produkty o odmiennym przeznaczeniu, konkurujące na różnych rynkach docelowych. Wołowina świeża lub schłodzona to produkt premium, używany w restauracjach lub sprzedawany w handlu detalicznym. Wołowina mrożona przeznaczona jest do dalszego przetwórstwa i nie konkuruje z wołowiną świeżą pochodzenia unijnego.

Umowa UE–Mercosur nie oznacza też wprowadzenia na rynek Wspólnoty dodatkowych ilości mięsa w wysokości kontyngentu, bo wołowina z krajów Mercosuru już jest w Unii. Szacuje się, że w 2024 r. zaimportowano ok. 105 tys. ton wołowiny świeżej oraz 68 tys. ton mrożonej. Z tego import w ramach już istniejących kontyngentów o obniżonej stawce celnej wyniósł 60 tys. ton wołowiny świeżej i 64 tys. ton mrożonej. Zatem w 2024 r. sprowadzano 45 tys. ton wołowiny świeżej i 4 tys. ton mrożonej z pełną, bardzo wysoką stawką celną.

Efekt, jakiego należałoby się spodziewać, to objęcie kontyngentem jak największej części mięsa w pełni oclonego. Zatem dodatkowa jego ilość na rynku, będąca efektem umowy to 9-10 tys. ton wołowiny świeżej oraz ok. 40 tys. ton mrożonej.

W popularnym przekazie kwestia wołowiny świeżej jest głównym problemem dla producentów w UE. Tymczasem kilkukrotnie większy wolumen dotyczy napływu mięsa mrożonego. Aby ocenić skalę zmiany dotyczącej wołowiny świeżej warto wspomnieć, że jej eksport z Polski wyniósł w 2024 r. ok. 330 tys. ton. Mowa więc o ilościach odpowiadających zaledwie 3 proc. polskiego eksportu. Może to mieć wpływ na cenę rynkową, ale nie będzie to w żadnej mierze wpływ decydujący.

Jak zabezpieczono interesy rolników z UE?

A jaki będzie szerszy efekt umowy? Wspomniana analiza Dyrekcji Generalnej ds. Handlu określa go dla różnych obszarów rynku rolnego. Po pełnym wejściu umowy w życie zmniejszenie wartości produkcji sektora rolnego miałoby wynieść ok. 2,5 mld euro. Jeśli podzielić to przez liczbę gospodarstw w całej UE, wyniesie to średnio ok. 500 euro rocznie na każde. Gdyby wziąć pod uwagę jedynie gospodarstwa większe niż 10 ha (mniejsze uznając za nierynkowe), byłoby to ok. 2000 euro. Warto przy tym zaznaczyć, że te przybliżone kwoty dotyczą przychodów, a nie zysku.

Reklama
Reklama

Biorąc pod uwagę potencjalne straty, ale i nastawienie dużej grupy społecznej do umowy z krajami Mercosuru, wprowadzono w niej szereg rozwiązań zabezpieczających interesy rolników. Dla produktów wrażliwych kontyngenty będą rosły stopniowo, przez kilka lat. Towary trafiające do UE z Mercosuru będą musiały spełniać unijne normy producenckie (wykorzystanie antybiotyków i pestycydów czy dobrostan zwierząt). W razie podejrzenia, że normy nie są spełniane, UE ma obowiązek wstrzymać dostawy tych produktów, dopóki problem nie zostanie rozwiązany.

Ewentualne wszczęcie postępowania antydumpingowego wobec krajów Mercosuru ma nastąpić, gdy o ponad 5 proc. wzrośnie wolumen ich eksportu do UE lub nastąpi taki spadek ceny (w ujęciu rok do roku) produktów wrażliwych, takich jak wołowina, drób, ryż, miód, jaja, czosnek, etanol oraz cukier. Rewizja listy produktów wrażliwych ma się odbywać co trzy miesiące. Postępowanie może być również wszczęte nawet wtedy, gdy te progi nie zostaną przekroczone, ale sytuacja na rynku danego produktu zdecydowanie się pogorszy, np. wystąpi długotrwały spadek cen w krajach członkowskich. Komisja Europejska będzie zmuszona do przeprowadzenia dochodzenia antydumpingowego w trzy miesiące, a dla produktów wrażliwych – w dwa.

Dodatkowo środki tymczasowo zapobiegawcze dla produktów wrażliwych mają być wprowadzane maksymalnie do 14 dni od wszczęcia dochodzenia. Fundusz w wysokości 45 mld euro, przeznaczony na wsparcie rolników poszkodowanych przez umowę, a zawarty w budżecie Wspólnoty na lata 2028-2034, będzie mógł zostać uruchomiony już w 2028 r. Choć to kwota pochodząca z budżetu, który i tak miał zostać przeznaczony na rolnictwo, to wcześniejszy dostęp powinien wzmocnić poczucie stabilizacji u producentów rolnych.

Przed znaczącym wzrostem eksportu surowców z Mercosuru do UE chroni też struktura światowego handlu. Eksport surowców rolnych z tych krajów kierowany jest głównie do Chin i innych krajów Azji. Brazylia czy Argentyna nie porzucą tych rynków, a azjatyccy klienci wciąż będą żywotnie zainteresowani nieprzerwanymi dostawami towarów, ze względu na niski poziom samowystarczalności żywnościowej.

Czy instytucje unijne poradzą sobie z kontrolą realizacji zapisów umowy? Bruksela ma wystarczające zasoby, aby to właściwie realizować, choć w powszechnej opinii jej działanie nie było dotychczas wzorem skuteczności i efektywności.

Realizacja umowy z Mercosurem to jeden z kluczowych testów dla funkcjonowania UE. Być może nawet to jedna z tych rzeczy, które zdecydują o przetrwaniu Unii jako takiej. Europejscy interesariusze umowy, którzy dziś są sceptyczni, muszą zostać przekonani, że ich interesy są właściwie pilnowane oraz że odniosą zyski z pozytywnych jej efektów w całej gospodarce unijnej. Przecież w ostatecznym rozrachunku funkcjonowanie w bogatszym otoczeniu ekonomicznym będzie korzystniejsze dla każdego.

Reklama
Reklama

Autor jest członkiem Towarzystwa Ekonomistów Polskich, dyrektorem Departamentu Analiz Food&Agro i Specjalizacji Sektorowych w BNP Paribas Bank Polska

Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Davos, czyli tam i z powrotem
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Znikające taksówki. Quo vadis, gospodarko?
Opinie Ekonomiczne
Michał Duszczyk: Byliśmy potęgą, ale dziś ogrywają nas Niemcy
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Mroźny oddech Syberii i Arktyki
Opinie Ekonomiczne
Adam Roguski: Prognozy tylko dla odważnych
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama