Przygotowany przez PiS raport o stratach spowodowanych przez nazistowskie Niemcy w Polsce w czasie II wojny światowej wylicza je na astronomiczną kwotę 6,2 bln zł, której rząd domaga się od współczesnych Niemiec. Abstrahując od wiarygodności wyliczeń strat z jednej strony, a z drugiej od zasadności reparacji, warto zastanowić się, jaki wpływ na gospodarkę mógłby mieć napływ tak ogromnych pieniędzy.

Tu warto przypomnieć kryzys, jaki dotknął Hiszpanię w wiekach XVII i XVIII. Francuski filozof Alfred Fouilée w „Szkicu psychologicznym narodów europejskich” pisał, że historia tego kraju jest „straszliwym przykładem samobójstwa narodu, nad którym inne narody długo myśleć powinny”. Wygląda bowiem na to, że bogactwo – odkrycie i zagospodarowanie ogromnych złóż złota i srebra w podbitej Ameryce Środkowej i Południowej – „w pewnych okolicznościach ekonomiczno-kulturalnych może być źródłem upadku, kryzysu, nędzy zarówno wielkich organizmów państwowych, jak i jednostek”.

Martín González de Cellorigo, prawnik i ekonomista z przełomu XVI i XVII wieku, mówił z kolei o „pozorności w Hiszpanii bogactwa opartego na papierach wartościowych, a nie produkcji”. Inni badacze to twierdzenie podtrzymywali.

Czy nagłego napływu do Hiszpanii bogactw z Nowego Świata nie można by porównać do teoretycznego napływu ogromnych środków do Polski w oparciu o wydumany raport o reparacjach przygotowany przez PiS?

Problemy Hiszpanii miały m.in. następujące źródła:

– kryzys demograficzny z powodu epidemii i emigracji do kolonii: w 1594 r. Hiszpania liczyła 8 mln mieszkańców, w 1646 już tylko 6 mln, a do 1700 populacja urosła do zaledwie 7,5 mln;

– kryzys gospodarczy spowodowany nieopłacalnością produkcji w sytuacji wysokiej inflacji, upadku głównego przemysłu, czyli włókiennictwa, upadku branży budowy statków, drożyzny i kryzysu w rolnictwie;

– kryzys finansowy w postaci ogromnego zadłużenia państwa, braku środków na spłatę zagranicznych długów (Hiszpania ogłaszała niewypłacalność w latach: 1607, 1627, 1647, 1652 i 1662), fatalnego rozdysponowania i wydatkowania przychodów państwa z tytułu bogactw z obu Ameryk, spadku dochodów podatkowych, wysokich kosztów prowadzonych wojen.

Hiszpania mogła sobie wszystko kupić (zaimportować) i w rezultacie zaniechała modernizacji gospodarki, a kraj przestał się rozwijać – w myśl zasady „zyski dzisiaj, zacofanie w przyszłości” (Polska taki scenariusz przerabiała, stawiając na eksport zboża w wieku XVI i XVII). Podstawową przyczyną upadku był nie tylko sam napływ złota czy srebra, ale fatalne wydatkowanie tych przychodów przez państwo.

Jeśli wrócimy do dzisiejszej sytuacji naszego kraju oraz do polityki monetarnej i fiskalnej prowadzonej od 2015 r., widać pewne podobieństwa do polityki Hiszpanii: wzrost nominalnego zadłużenia, duża część wydatków publicznych poza kontrolą parlamentu, ogromne, nieprzemyślane i źle adresowane transfery powodujące przyspieszenie już i tak wysokiej inflacji, najniższy w historii poziom inwestycji, stałe osłabianie krajowej waluty.

Dopływ środków z reparacji – gdyby rzeczywiście do niego doszło – spowodowałby wzmożenie polityki gospodarczej prowadzonej przez obecny rząd, w skrajnym przypadku prowadząc nawet do bankructwa państwa (jak w Hiszpanii –red.). W rezultacie przyspieszyłby proces emigracji najbardziej lepiej wykształconych i przedsiębiorczych obywateli do innych krajów, głównie UE.