Rz: W Polsce, podobnie jak w większości rozwiniętych państw, bezrobocie spada, poprawia się koniunktura na rynku pracy. Jak to wpływa na usługi outplacementu, czyli wsparcia dla zwalnianych pracowników, których teraz jest mniej?
Peter Alcide: W ostatnich latach nastąpiła tu pewna zmiana. Nasz biznes zawsze był uważany za kontrcykliczny wobec całej gospodarki, czyli rósł, gdy w gospodarce było gorzej. Od kilku lat widzimy, że to się zmienia w związku z poważniejszymi, głębszymi przekształceniami na rynku pracy. Mają one źródło nie w koniunkturze gospodarczej, lecz w zmieniającym się pod wpływem zmian rynkowych i technologicznych popycie na określone umiejętności oraz talenty.
Co oznacza ta zmiana popytu?
To, że coraz więcej firm, które na razie całkiem dobrze sobie radzą ekonomicznie i finansowo, dochodzi do wniosku, że w kolejnych trzech–pięciu latach do dalszego rozwoju potrzebują zupełnie innego zestawu umiejętności, jakich nie mają obecni pracownicy. To skłania firmy do inwestycji w rozwój ludzi, ale także do restrukturyzacji oraz do rekrutacji osób z nowymi umiejętnościami. Takie zjawisko, które nie jest zależne od ogólnych warunków ekonomicznych, widzimy praktycznie w każdym sektorze, w tym w IT, farmacji, finansach. Na przykład jedna z dużych firm IT rozpoczęła niedawno poważną restrukturyzację liczącego 10 tys. osób działu sprzedaży, gdyż dużą część zamówień klienci mogą i coraz częściej wolą składać online. Firma nadal potrzebuje handlowców, ale takich, którzy będą sprzedawali nie produkty, lecz zaawansowane rozwiązania. W rezultacie pojawiło się 15 tys. wakatów na te stanowiska, które jednak wymagają zupełnie innego zestawu umiejętności. Te wymagania spełnia ok. 15 proc. dotychczasowych handlowców, a i na rynku trudno jest znaleźć odpowiednich kandydatów.
Od kiedy widać ten trend?