Za najwspanialsze zwycięstwo Napoleona uchodzi pokonanie w roku 1805 trzeciej koalicji antyfrancuskiej. Choć cesarz zajął Wiedeń, losy wojny były wciąż niepewne. Aby ją rozstrzygnąć, musiał jak najszybciej rozgromić Rosjan i Austriaków, zanim dołączy do nich armia kolejnego wrogiego mocarstwa – wciąż jeszcze wahających się Prus.

Jak Napoleon zdołał sprowokować do bitwy i pobić liczniejszego przeciwnika, który w dodatku doskonale wiedział, że czas działa na jego korzyść? To proste – udawał słabego.

Najpierw, działając na pozór bojaźliwie i niepewnie, cofnął się przed wrogiem. A potem tak ustawił wojska, żeby wyglądały na znacznie słabsze, niż były. Zachęceni tym Rosjanie i Austriacy posłali natychmiast swoje oddziały do ataku na francuskie skrzydło.

A wtedy Napoleon runął na ich centrum, rozgromił je, i odniósł słynne zwycięstwo pod Austerlitz.

Najwyraźniej nasi rządzący postanowili iść szlakiem przetartym przez cesarza. I to na wielu różnych polach walki z otaczającymi wrogami.

Putin szaleje na granicy Ukrainy? Mamy na to odpowiedź: wyciek do internetu danych na temat wyposażenia naszego wojska. Nieudolność? Nic podobnego, starannie przemyślana strategia. Niech no tylko nieprzyjaciel da się sprowokować do agresji informacjami o brakach w wyposażeniu naszej armii – od bielizny poczynając na częściach do myśliwców F-16 kończąc – już my go szybko przygwoździmy kontrnatarciem.

W gospodarce też można działać jak Napoleon. Najważniejsze to zaskoczyć i zmylić przeciwnika. On się spodziewał, że nasz bank centralny czuje się odpowiedzialny za wartość pieniądza i podniesie stopy procentowe w obliczu rosnącej inflacji, a my sprytnie udawaliśmy, że nie wiemy, że taka powinna być polityka pieniężna.

Prezes NBP długo zaręczał, że inflacja spadnie sama z siebie... a potem nagle zaskoczył wrogów szarżą na rynku walutowym.

W dodatku nie w celu wzmocnienia złotego, jak by można naiwnie sądzić, ale jego osłabienia (notabene szybki manewr kawalerii w celu osłabienia własnych linii w żargonie wojskowych nie nazywa się szarżą, tylko rejteradą).

Podobną strategię skutecznie stosujemy w sporze z Czechami o elektrownię Turów (niech sobie myślą, że nasi negocjatorzy nie potrafią zaproponować kompromisu; zwabimy ich w tę pułapkę, spokojnie płacąc kary).

Tak samo działamy w relacjach z Unią Europejską (brukselscy biurokraci naiwnie wierzą, że mogą zablokować jakieś pieniądze dla Polski; my jednak wiemy, dzięki raportowi europosła Jakiego, że w rzeczywistości to Polska utrzymuje Unię. Więc przyjdą jeszcze do nas po prośbie, kiedy to my wstrzymamy nasze płatności).

Niestety, tę samą strategię rządzący stosują też w walce z pandemią. Udają, że nic nie robią, że wobec wrzasku antyszczepionkowców nie są w stanie podjąć żadnych decyzji. A pewnie potem, z zaskoczenia, wyślą do walki z wirusem pewnego urlopowanego kiedyś wiceministra, który nie takie choroby obiecywał wyleczyć.

PS. Przepraszam, chyba się zagalopowałem. Walka z pandemią to sprawa zbyt poważna, żeby robić sobie z niej żarty. Tłumaczy mnie tylko to, że rządzący robią sobie z niej żarty codziennie, od wielu miesięcy. ?

Witold M. Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC w Polsce, Akademia Finansów i Biznesu Vistula