Prezes giełdowego Sygnity dba o stonowany wizerunek. Unika kontrowersyjnych wypowiedzi, radykalnych opinii czy złośliwości pod adresem konkurencji.
– Robią na mnie wrażenie przedsięwzięcia konsekwentnie realizowane od podstaw, bez medialnego szumu – powiedział dwa lata temu w wywiadzie dla portalu Wnp.pl.
Niestety – wbrew wielkopolskiej tradycji pracy u podstaw, którą nasiąkł na Politechnice Poznańskiej – szumu wokół kierowanej przez niego firmy nie dało się uniknąć. Praca stała się przeciwnością życia prywatnego, w którym – jak twierdzi Piotr Kardach – ceni sobie spokój, muzykę Chopina i stojący w domu fortepian, na którym czasem grywa dla przyjaciół.
Powstała w 2007 r. z połączenia firm Emax i Computerland grupa Sygnity stała się jednym z najważniejszych podmiotów krajowej branży informatycznej, który wielkością ustępuje tylko Asseco Poland. Nowo powstała firma szybko popadła w finansowe kłopoty, a pozycja prezesa Sygnity stała się prawdopodobnie najtrudniejszą pracą dla menedżera w Polsce.
W 2008 r. mnożyły się pogłoski o rychłym końcu Sygnity. Jak bumerang powracała plotka o sprzedaży firmy izraelskiemu Ness Technologies, z którym polska firma współpracuje.
Piotr Kardach pracowicie wszystkiemu zaprzeczał i w zaciszu gabinetów kreślił plany wyprowadzenia firmy na prostą. – Plotki o sprzedaży firmy szkodzą biznesowi, niszczą naszą wiarygodność w oczach partnerów – mówił pod koniec czerwca „Rz”.
Spokój i konsekwencja zaczęły procentować. Zadłużenie Sygnity udało się zmniejszyć z ponad 300 mln zł do ok. 60 – 70 mln. Prezes zaczął wspominać o śmielszej ekspansji firmy poza Polskę.
Jednak w I kwartale wyniki Sygnity rozczarowały. Podobnie ogłoszone w piątek rezultaty II kwartału. Zamiast zysków – strata 80 – 90 mln zł. Przychody o połowę mniejsze niż rok temu. Powód to brak nowych zamówień, wstrzymanie wydatków przez największych klientów firmy, w tym Telekomunikację Polską, i głębokie odpisy restrukturyzacyjne.
Wygląda na to, że Piotr Kardach będzie miał teraz mniej czasu na lekturę ulubionych biografii czy aktywny wypoczynek. Być może będzie się musiał zamienić w pracoholika, mimo że dwa lata temu twierdził, iż to słowo oznacza akceptację pracy ponad normę, a nawał zajęć to wymóg chwili. – Na dłuższą metę aż tyle nie mógłbym pracować – przyznał wtedy.
Nie obędzie się bez mniej przyjemnych obowiązków prezesa. Strategia Sygnity na II półrocze nie wyklucza cięć wynagrodzeń pracowników i redukcji zatrudnienia. Spełnienie zapowiedzi o 20 mln zysku operacyjnego i dodatnich przepływach pieniężnych w II półroczu będzie z pewnością sukcesem.