Dziesiątki pracowników ochrony zdrowia  W Demokratycznej Republice Konga prowadzą protesty przed siedzibą władz prowincji Ituri w mieście Bunia. Medycy, w tym pielęgniarki opiekujące się osobami ciężko chorymi, zdecydowali się opuścić wyznaczone placówki z powodu długotrwałych opóźnień w wypłacie wynagrodzeń oraz należnych dodatków.

Protest lekarzy w Kongo

Brak funduszy dla personelu to problem trwający od momentu oficjalnego ogłoszenia epidemii w połowie maja. Sytuacja dotyczy jednego z najbardziej niedostępnych i niestabilnych rejonów kraju, w których dodatkowym utrudnieniem są ciągłe walki z ugrupowaniami rebelianckimi. Jak podają przedstawiciele protestujących w wypowiedziach udokumentowanych przez agencję Associated Press, brak odpowiedniego zarządzania i niewypłacanie pensji uniemożliwiają skuteczne powstrzymanie rozprzestrzeniania się wirusa.

Władze lokalne oraz państwowe wskazywały dotąd na problemy natury logistycznej jako głównej przyczyny opóźnień finansowych. Strona rządowa nie przedstawiła jednak komentarza w sprawie bieżących postulatów strajkujących.

Czytaj więcej

Ebola, hantawirus, malaria. O czym pamiętać przed wakacyjną podróżą

Zgony i setki zakażeń. Statystyki epidemii w Kongo

Z danych rządowych wynika, że bilans zachorowań osiągnął poziom 3 973 potwierdzonych przypadków. W wyniku zakażenia zmarły dotychczas 1 801 osób. Prowincja Ituri stanowi główne ognisko choroby – to tam koncentruje się blisko 90 proc. wszystkich zdiagnozowanych zachorowań w całym kraju.

Obecna fala jest drugą pod względem skali i śmiertelności epidemią eboli zarejestrowaną w historii. Większe rozmiary przybrał jedynie kryzys w Afryce Zachodniej z lat 2014–2016, kiedy odnotowano ponad 28 tys. zakażeń oraz 11 tys. zgonów.

W izolacji medycznej przebywa obecnie 674 pacjentów, z których większość znajduje się na terenie prowincji Ituri.

Czytaj więcej

USA nie pozwalają Amerykanom wracać do kraju z DR Konga z obawy przed Ebolą

Trudne warunki służby i utrata kontroli nad wirusem

Protesty płacowe to tylko jeden z elementów kryzysu. Ochrona zdrowia w Kongo zmaga się z ciągłym zagrożeniem bezpieczeństwa. Medycy oraz obiekty lecznicze regularnie stają się celem ataków ze strony lokalnych bojówek oraz zamieszek wywoływanych przez ludność. Dyrektor generalny Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) Tedros Adhanom Ghebreyesus, podczas wizyty w Kongo, wezwał rząd do zapewnienia realnego wsparcia i opieki dla osób pracujących na pierwszej linii frontu.

Z kolei przedstawiciele organizacji Lekarze bez Granic wskazują na łamach Associated Press, że rozprzestrzenianie się choroby odbywa się w tempie bezprecedensowym. Podejmowane dotychczas działania pomocowe nie docierają do lokalnych społeczności na czas, co uniemożliwia szybkie przerwanie łańcucha zakażeń.

Czytaj więcej

Dwie osoby zginęły podczas protestu przeciwko ośrodkowi kwarantanny Eboli w Kenii

Służby medyczne monitorują co najmniej 75 proc. osób, które miały bezpośrednią styczność z chorymi. Służby zwracają jednak uwagę na jeszcze poważniejszy problem: od 60 do 70 proc. nowych przypadków zakażeń wykazują osoby spoza listy znanych kontaktów. Nowe ogniska powstają głównie w odległych miejscowościach, gdzie prowadzenie obserwacji jest utrudnione m.in. przez aktywność grup zbrojnych.