Kogo powinniśmy przede wszystkim chronić przed tym wirusem RSV?
Wśród dzieci musimy chronić te najmłodsze – niemowlęta. Są one najbardziej narażone na hospitalizację i intensywną terapię w przypadku zakażenia. Dysponujemy jednak skutecznymi metodami profilaktyki. Poprzez immunizację możemy zapobiegać występowaniu infekcji.
Jak wygląda czeski model profilaktyki RSV?
Czeskie Towarzystwo Wakcynologiczne wraz z ekspertami z innych organizacji wydało wspólne rekomendacje dotyczące zapobiegania RSV u niemowląt. Na ich podstawie ubezpieczyciele (w Czechach działa kilka kas chorych – red.) – po ocenie efektywności kosztowej przez agencję regulacyjną – rozpoczęli refundację takiej profilaktyki. Choć zalecaliśmy szczepionkę dla ciężarnych i przeciwciało monoklonalne nirsevimab, szczepienia kobiet w ciąży nie zostały ostatecznie objęte refundacją. Stosujemy więc niemal wyłącznie nirsevimab. Program ruszył jesienią 2025 r. i radzimy sobie dobrze. Liczymy, że zimą odciąży to nasze szpitale.
Jak wygląda realizacja programu w praktyce? Gdzie niemowlęta otrzymują preparat?
Stosujemy strategię dwóch miejsc. Noworodki urodzone w trakcie sezonu epidemicznego (od października do marca) uodparniamy bezpośrednio w szpitalach. Z kolei dzieci urodzone poza sezonem przyjmują preparat w gabinetach pediatrów podstawowej opieki zdrowotnej na początku sezonu – w październiku lub listopadzie. Co ważne, nie jest to klasyczna szczepionka, lecz uodpornienie za pomocą przeciwciał.
Czy przed wdrożeniem programu taka forma profilaktyki budziła obawy wśród lekarzy?
Tak, pytań było wiele. Główną obawą nie było jednak bezpieczeństwo, bo wiemy, że ta metoda jest wyjątkowo bezpieczna. Największy problem stanowiła refundacja – do ostatniej chwili oddziały położnicze nie były pewne, czy otrzymają zwrot kosztów za immunizację. Wyzwaniem było też precyzyjne zdefiniowanie sezonu epidemicznego, który wciąż optymalizujemy. Poza tym program ruszył sprawnie.
Jakie wyniki przyniósł pierwszy pełny sezon stosowania immunizacji wśród niemowląt?
Moja odpowiedź może nieco rozczarować, bo z powodu skomplikowanego nadzoru i opóźnień statystycznych nie mamy jeszcze pełnych danych krajowych o spadku hospitalizacji. Opieramy się więc na doświadczeniach m.in. z Hiszpanii, Chile czy innych krajów europejskich, które dowodzą ogromnej skuteczności tej metody. Wiemy natomiast, że osiągnęliśmy pokrycie populacyjne immunizacją na poziomie ok. 55 proc. niemowląt. Liczyliśmy na więcej, gdyż inne kraje osiągają wyższe wyniki, ale na początek plasujemy się stabilnie w przedziale 50–60 proc.
Dlaczego ten wskaźnik nie okazał się wyższy?
Głównym powodem nie jest niechęć rodziców do profilaktyki, lecz brak informacji. Musimy głośniej mówić o tym, jak skuteczna, bezpieczna i potrzebna jest to ochrona przed poważną infekcją. Obawiam się, że te informacje nie dotarły do wszystkich rodziców na czas.
A jakie kanały wykorzystano, żeby dotrzeć do rodziców z informacją o bezpłatnej profilaktyce?
Oparliśmy się na lekarzach w szpitalach oraz pediatrach w podstawowej opiece zdrowotnej. Rodzice zazwyczaj ufają swoim lekarzom, więc to najbardziej efektywny kanał. Wielu pediatrów wykonało świetną pracę, niektórzy zapewne gorszą, ale to na lekarzach spoczywa główny ciężar informacyjny.
Jakie wnioski może wyciągnąć Polska z czeskich doświadczeń w zakresie wdrażania profilaktyki RSV wśród niemowląt?
Przede wszystkim to, że wdrożenie takiego programu jest w pełni możliwe. Polska może zrobić to jeszcze lepiej, kładąc nacisk na kampanie informacyjne w mediach oraz bezpośrednie dotarcie do lekarzy POZ i oddziałów położniczych. Powinniście dążyć do osiągnięcia co najmniej takiego poziomu uodpornienia jak nasz. Warto też pamiętać o skali. W Czechach zapobiegliśmy prawdopodobnie kilkuset hospitalizacjom. Jesteśmy jednak krajem kilkukrotnie mniejszym od Polski. Przekładając te proporcje, w Polsce wdrożenie takiego programu mogłoby zapobiec kilku tysiącom hospitalizacji najmłodszych dzieci w każdym sezonie.
Podobne programy wprowadziła większość krajów Europy Zachodniej, USA, Kanada i część Ameryki Południowej. Niektóre państwa stosują szczepionkę dla ciężarnych, inne przeciwciała, a niektóre obie metody. Hiszpania i Chile osiągają spektakularne wyniki – uodparniają ponad 90 proc. niemowląt. Niemcy, Francja czy Wielka Brytania również odnoszą sukcesy. Ze zgromadzonych tam danych wynika, że programy te zapobiegają większości hospitalizacji niemowląt z powodu RSV i infekcji dolnych dróg oddechowych.
Ostatni sezon infekcyjny, jeżeli chodzi o RSV, był jednak łagodniejszy niż w poprzednich latach. Dlaczego kładzie się więc nacisk na systematyczną profilaktykę RSV?
Aktywności wirusa nie da się przewidzieć, podobnie jak grypy. Jeden sezon będzie łagodniejszy, inny cięższy, ale dzieci trafiają do szpitali co roku. Wiemy, że możemy zapobiec większości tych hospitalizacji u najmłodszych, odciążając oddziały pediatryczne w miesiącach zimowych. Wirus RSV atakuje dolne drogi oddechowe i wywołuje zapalenie oskrzelików. U niemowląt są one niezwykle wąskie, więc minimalny obrzęk i zwężenie blokują przepływ powietrza, uniemożliwiając swobodne oddychanie. To czyni infekcję bardzo niebezpieczną. —dmp